Co ma kometa pod sukienką?

Parafrazując słynną definicję konia z pierwszej polskiej encyklopedii ("Koń, jaki jest, każdy widzi"), można powiedzieć, że kometa, jaka jest, każdy widzi. A jak nie widział, niech spojrzy na dowolną ilustrację gwiazdy betlejemskiej, to będzie wiedział. Krótko mówiąc świecące, białe z zakrzywionym ogonem. Oczywiście żadnego naukowca z prawdziwego zdarzenia ani w ogóle nikogo, kto jest głodny wiedzy, taka charakterystyka nie zadowoli. Od dawna starano się więc dociec, co właściwie do nas okresowo przylatuje i z czego się składa. Teorie, jak to zwykle w nauce bywa, trafiały się przeróżne, ale prawdziwy postęp nastąpił wraz z wysłaniem w przestrzeń kosmiczną sond, których zadaniem było maksymalne zbliżenie się do danego obiektu i "rozłożenie" go na części pierwsze.
Jednym z nich była kometa Borelly'ego, do której w 1998 roku podążyła sonda Deep Space 1. Właściwie kometa nie była głównym przeznaczeniem pojazdu kosmicznego NASA, ale ponieważ - jak na krótkookresową przystało - powraca w rejony Słońca co mniej więcej 7 lat, świetnie nadawała się do badań.

borelly
Kometa Borelly'ego w całej okazałości. Zdjęcie wykonane przez sondę Deep Space 1. Źródło

Okazało się więc, że mamy do czynienia z podłużnym głazem o wymiarach 8x4x4 km. Jako typowa przedstawicielka tych ciał niebieskich kometa Borelly'ego jest górą lodu z domieszkami kamieni. Podczas zbliżania się do Słońca lód zaczyna sublimować i kometa zyskuje ogon. Skoro sublimuje, to znaczy, że jądro komety (czyli ten głaz właśnie) zmniejsza się wraz z każdym powrotem w rejony naszej Dziennej Gwiazdy. I tak rzeczywiście jest. Komety krótkookresowe mają ograniczony "okres ważności". Po pewnym czasie rozwiewają się w przestrzeni kosmicznej i słuch po nich ginie. Najkrótszy żywot mają komety najczęściej pojawiające się na naszym niebie, z kometą Enckego na czele, którą widujemy co 3 lata z haczkiem.

encke
Kometa Enckego z 5 stycznia 1994 roku. Źródło

Najbardziej dla nauki przysłużyła się jednak sonda Giotto wysłana specjalnie na spotkanie komety Halley'a, powracającej w rejony Ziemi w 1986 roku. Autorka tego bloga w 1986 roku była jeszcze w podstawówce i przez jeden wieczór tej legendarnej komety nawet wypatrywała, ale ponieważ kumple z klasy szli na sanki (bo to zima była), to poszła z nimi i obserwacje odłożyła na bliżej nieokreśloną przyszłość. Teraz oczywiście nie może sobie tego darować, bo następna wizyta komety przypadnie na rok 2061, a to oznacza, że szanse na ponowne jej zobaczenie ma bardziej niż iluzoryczne.
Kometa Halleya, koło której sonda Giotto przeleciała 14 marca 1986 roku w odległości zaledwie 596 km, okazała się lodowo-skalnym głazem o wymiarach 16x8x8 km. Odkryto też nieznany materiał organiczny odporny na działanie wysokich temperatur. Ten fakt potwierdzałby hipotezę, jakoby 4 miliardy lat temu właśnie komety przyniosły życie na naszą planetę, bądź też w jakiś sposób do jego powstania się przyczyniły. Powierzchnię komety skrywa skorupa, której składu chemicznego nie udało się ustalić.

halley
Kometa Halleya, czyli to, co mnie ominęło w 1986 roku. Źródło

Oprócz sondy Giotto w pobliżu komety Halley'a przeleciały też sondy Wega 1 i Wega 2 wystrzelone z terytorium ZSRR w 1984 roku. Dla tych sond wizyta złożona komecie była zadaniem dodatkowym. Główna misja polegała na spuszczeniu na powierzchnię Wenus dwóch lądowników.
Kolejny wielki krok naprzód wykonała sonda Stardust wysłana do komety Wild 2 w 1999 roku. Do celu doleciała pięć lat później i wypełniła swoje zadanie, czyli w specjalną aerożelową pułapkę złapała drobiny pyłu z warkocza komety, gdy przez niego przelatywała. Wiek Wild 2 szacuje się na 4,5 miliarda lat. Zbudowana jest między innymi z minerałów, które mogą powstawać jedynie w wysokich temperaturach. Ponieważ komety z zasady przebywają w środowisku bardzo zimnym, jedynym wytłumaczeniem istnienia tych substancji wydaje się być działanie Słońca, które jako bardzo młoda gwiazda wyrzucało strumienie gorącej materii daleko w przestrzeń kosmiczną.

wild 2
Kometa Wild 2 sfotografowana przez sondę Stardust z odległości 236 km. Źródło

Dzięki sondom Giotto i Stardust okazało się, że komety, tak jak planetoidy, są pokryte kraterami, a także mają wzgórza i doliny. Z wnętrza komet wydobywa się gaz, który zasila komę (otoczkę "głowy") i warkocz.
Sonda Deep Impact wysłana na spotkanie komety Tempel 1 została wyposażona w impaktor, którego zadaniem było ni mniej ni więcej tylko znalezienie się na kursie kolizyjnym z kometą i zrobienie w niej dziury. 4 lipca 2005 roku eksperyment w pełni się powiódł (a zarazem uświetnił obchody amerykańskiego Święta Niepodległości). Krater miał 120 m średnicy, a sama kolizja została obfotografowana ze wszystkich stron.

tempel 1
Kometa Tempel 1 w 67. sekundzie po uderzeniu impaktora w powierzchnię. Źródło

Kometę Tempel 1 bierze sobie na ząb również wspomniana wyżej sonda Stardust, która przeleci w jej pobliżu w 2011 roku.
Co zatem kometa ma pod sukienką? No cóż, zaglądamy, zaglądamy i ciągle do końca nie wiemy.

1 komentarze :