Gdybym miał sto milionów...

Naprzykład te, które swego czasu obiecał były prezydent Wałęsa. Do tej pory się z tego nie rozliczył. Przydałyby się - w przeliczeniu na nowe złote oczywiście. A na co? A na różne rzeczy, ale przede wszystkim na podróż w kosmos. Tak, tak, po ankiecie (w której wzięły udział 23 osoby) widać, że marzycie o tym, żeby spojrzeć na Ziemię z perspektywy orbity. Nieliczni szczęśliwcy (i to niestety nie wy) dostąpili tego zaszczytu na pokładzie rosyjskich statków kosmicznych (statki pamiętają chyba jeszcze czasy, ekhm, radzieckie) i zapłacili za to średnio po 20 mln od łebka. Sto milionów starczyłoby z górką. Górkę można by było upłynnić na przykład na jakiś wypasiony teleskop.
17 osób bez mrugnięcia okiem wyłożyłoby pieniądze na ekspedycję kosmiczną, byle tylko znaleźć swoje nazwisko wśród załogi (lub pasażerów). 5 osób jest również zdecydowanych, choć nieco mniej entuzjastycznie. Jedna osoba stwierdziła, że są lepsze sposoby wydawania pieniędzy, ale ja tę osobę znam i mogę zaręczyć, że nie mówiła poważnie :-)
Ponieważ ani autorka tego bloga ani żaden z jego czytelników nie dysponuje odpowiednią gotówką, to dla nas wszystkich na pocieszenie wklejam zdjęcie przedstawiające widok Ziemi z orbity. Normalnie, jakbyśmy już tam byli... Idę zagrać w totolotka.


Ziemia widoczna z orbity. Źródło

4 komentarze :

  1. zewsząd i znikąd27 lutego 2009 17:57

    Ja, szczerze mówiąc, po prostu bym się bała. Pamiętam choćby los promu Columbia (było mi po tej katastrofie tragicznie smutno, bo to najpiękniejszy skład w historii lotów kosmicznych - tak kocham równość płci i międzynarodowość, ogólnie każdą niejednolitość)... Tak więc wolę ewentualny nadmiar gotówki zainwestować w wielką podróż po skoczniach narciarskich - to jest moje poletko, moja pasja; jest moim celem "zaliczenie" (wejście na szczyt) 1000 skoczni.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla tych, co nie mają kasy, zawsze pozostaje Orbiter;) Darmowy jest - a kręci.
    Trzymaj się ciepło, i pisz jak piszesz:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zewsząd

    Wielka podróż po skoczniach - to jest coś :) Ja marzę o podróży w Andy. Coś w rodzaju podróży życia a la Donald Tusk, he he :)

    OdpowiedzUsuń