Księżyce czasami zachodzą hurtem

Cóż za romantyczna scena! Ona - Julia - w środku nocy w przewiewnej sukience stoi na balkonie (i pewnie nie jest jej zimno, bo rzecz dzieje się w gorącej Italii), a on - Romeo - wyje (pardon, śpiewa) pod tymże balkonem pieśń piękną a żałosną. Oboje spoglądają co jakiś czas w piękne choć blade oblicze Księżyca narzucające się - dajmy na to - całą swoją okrągłą osobą, bo czas miłosnych zawodzeń przypadł na pełnię. I mogą tak patrzeć do rana, daj im, Boże, zdrowie.

Księżyc jest jeden, więc nie ma problemu. Czy zastanawiał się ktoś jednak kiedyś, jak przebiegałyby wzdychania zakochanych, gdyby na niebie świeciło ich kilka? Albo - a co się będziemy ograniczać - kilkanaście? Normalnie nie wiadomo, do którego wyć!

Gdyby Romeo z Julią mieli to wątpliwe szczęście zamieszkiwać na Merkurym... Dlaczego wątpliwe? No cóż, ampitudy temperatur sięgające kilkuset stopni Celsjusza nie wydają się korzystnie wpływać na egzystencję. Szczątkowa atmosfera nie polepsza sytuacji. O tym jednak kiedy indziej. Gdyby więc byli na pierwszej planecie od Słońca, to ich miłosny dialog odbywałby się bez żadnych niebiańskich świadków. Merkury nie ma naturalnych satelitów, każda więc noc wygląda z grubsza tak samo. Oczywiście brak mas powietrza sprawia, że kochankowie patrzyliby na istną świetlną orgię gwiazd, no ale księżyca jednak by nie było.

Na Wenus nie mieliby wiele lepiej. Wokół naszej bliźniaczej planety również nic nie krąży. Podejrzewa się co prawda jedną asteroidę o bliższy związek z Gwiazdą Wieczorną, ale nie zostało jeszcze udowodnione, czy faktycznie ten obiekt ją okrąża. Romeo z Julią i tak by jej nie zobaczyli, ponieważ Wenus okrywa bardzo gęsta atmosfera z grubaśnym korzuchem chmur. Żadnych szans na obserwację czegokolwiek, choćby marnej asteroidy.

Mars. No, tu już jakby lepiej. Wokół planety krążą dzielnie dwa, hmmm, mikroksiężyce (bo jak je nazwać?), Phobos i Deimos. Może być nawet ciekawie, bo ten pierwszy okrąża planetę trzy razy szybciej niż drugi, mamy więc zagwarantowane, że na niebie pojawią się dwa. Co z tego jednak, skoro średnica obywdu nie przekracza... 30 km i na nocnym niebie widoczne są jako dwie słabe, białe kropeczki? Po prostu nadal nie ma do czego wzdychać.

phobos

Phobos. Naprawdę, nie ma się czym zachwycać. Źródło

Jeśli kochankowie z Werony chcieliby się udać w rejon planet-olbrzymów, ich trud z pewnością zostałby wynagrodzony. Za Marsem zaczyna się prawdziwe księżycowe Eldorado. Prześledźmy sprawę począwszy od planety, która ma najmniej naturalnych satelitów z tej całej czwórki.

Neptun. Skromne 13 księżyców. Są w śród nich takie pokroju Phobosa, ale jest i wielki, piękny Tryton, który jako jedyny duży księżyc w naszym Układzie Słonecznym porusza się ruchem wstecznym, czyli wschodzi na zachodzie a zachodzi na wschodzie. Neptun ma w swoich zasobach kilka mniejszych, ale przyjemnych w obserwacji (dla hipotetycznego mieszkańca planety) satelitów, dlatego hurtowe wschody i zachody mamy zapewnione. O ile oczywiście nie przeszkodzi nam gęsta atmosfera planety. I jeśli jakoś przejdziemy do porządku dziennego nad faktem, że właściwie nie ma na czym stanąć, ponieważ Neptun, jak i inne gazowe olbrzymy nie posiada czegoś takiego jak twarda powierzchnia.

tryton

Tryton, największy i najdziwniejszy księżyc Neptuna. Trzeba się będzie kiedyś poświęcić mu osobną notkę. Naprawdę na to zasługuje. Zdjęcie wykonane przez sondę Voyager 2. Źródło

Podróż na Urana i kolejny skok jakościowy. 27 księżyców, z których największe i najbardziej znane to Tytania i Oberon. Romeo i Julia czuliby się na tej planecie szczególnie dobrze, bo wszystkie jej naturalne satelity zostały ochrzczone przez Międzynarodową Unię Astronomiczną imionami postaci ze sztuk Szekspira.

Prawdziwe księżycowe szaleństwo zaczyna się tak naprawdę dopiero na Saturnie. 61 mniejszych i większych obiektów powoduje na niebie prawdziwy tłum. Jeśli doliczymy do tego pierścienie doskonale przecież widoczne z powierzchni planety, to naprawdę nie wiadomo, na czym dłużej oko zaczepić. Co więcej, nigdy nie możemy być do końca pewni, czy stado saturnowych księżyców się nie powiększy, ponieważ poszczególne większe lodowe bryły mogą być wytrącane z pierścieni i funkcjonować dalej jako satelity pełną gębą.

saturn

Saturn i jego największe księżyce. Fotomontaż oczywiście, ale robi wrażenie. Źródło

Głównodowodzącym księżycowej zgrai jest Tytan, drugi co do wielkości po Ganimedesie księżyc naszego Układu, większy nawet od Merkurego. To jedyny księżyc, który posiada gęstą atmosferę. Pisałam już o nim wcześniej. Gdyby nasz Księżyc był wielkości Tytana, obserwowalibyśmy trzy razy większą tarczę na niebie. Widok byłby nieprzeciętny. Coś za coś jednak. Skutki uboczne posiadania tak wielkiego księżyca dla takiej planety jak nasza byłyby przykre. Pływy byłyby tak duże, że prawdopodobnie uniemożliwiłyby nam funkcjonowanie na powierzchni Ziemi.

Jeśli Romeo i Julia potrzebowaliby do wzdychań jeszcze większej ilości naturalnych satelitów, zostaje tylko Jowisz. 63 obiekty to już prawdziwa księżycowa orgia. Praktycznie bez przerwy coś wschodzi i zachodzi! Jowisz posiada naturalne satelity najbardziej urozmaicone pod względem rozmiarów. Są mikroskałki o średnicy 1 km, są księżyce, których średnica przekracza 1000 km, a jest i Ganimedes, największy księżyc w naszym Układzie, o średnicy przekraczającej 5200 km.

ganimedes

Ganimedes w naturalnych barwach. Zdjęcie zrobione przez sondę Galileo. Źródło

No dobrze, koniec podróży w wyobraźni, powróćmy do Werony. Stoi sobie ten Romeo i zapodaje jakąś pieśń pod balkonem ukochanej. Ukochana wlepia wzrok w jedynego naturalnego satelitę, jakiego posiada Ziemia. "Holender" - myśli sobie Julia - "Jaka szkoda, że nie ma ich chociaż pieć. Chociaż pięć!"


1 komentarze :

  1. Niewiarygodne ale prawdziwe: gdybyśmy się znaleźli nad "powierzchnią" tych Gazowych Olbrzymów, okazałoby się, że nawet stamtąd większość ich satelitów jest tak mała i świeci zbyt słabym blaskiem by były widoczne "gołym okiem".
    Dałoby się dostrzec tylko kilka- kilkanaście najbliższych, bądź największych księżyców z tej "gromadki"...

    Zainteresowani mogą to sami sprawdzić za pomocą Wzoru Pogsona:

    MksPL = MksZ – 5×log×(ODLzPL / ODLzZ)

    MksPL – jasność księżyca z danej planety
    MksZ – wiz. jasność księżyca z Ziemi
    log – logarytm dziesiętny
    ODLzZ – odległość planety od Ziemi (w opozycji)
    ODLzPL – odległość księżyca od planety



    Świadczy to także dobitnie jak ZAAWANSOWANA jest współczesna astronomia obserwacyjna, skoro udało się przecież odkryć "te księżycowe maleństwa" z tak odległej od nich Ziemi! (z czego niektóre z pomocą HST), a tylko kilka bliskich księżyców tamtych planet, odkryły in situ wcześniej Voyager, a obecnie Cassini...




    Poniższa inforgafika przedstawia wygląd tarcz księżyców obserwowanych z powierzchni Ziemi i Marsa lub nad "powierzchni" Gazowych Olbrzymów...

    WAŻNE: pokazane są rozmiary KĄTOWE, a nie rzeczywiste średnice - dlatego np. Io jest "większy" od Ganimedesa i Callisto...

    Z podpisami:
    http://ksiezyce.astrowww.pl/images/planety/angular0.gif

    Bez podpisów:
    http://ksiezyce.astrowww.pl/images/planety/angular1.gif

    OdpowiedzUsuń