Marny koniec galaktyki

Nie jest przyjemnie być zjedzonym. Wiedzą coś na ten temat antylopy i ofiary ludożerców. Nic chwalebnego, co pokolenia mogłyby wspominać z nabożną czcią. Czasem nie zostaje nawet kosteczka i jedynym wspomnieniem jest zapach pieczystego tudzież potrawki unoszący się hen przez busz czy sawannę. Do czasu oczywiście, bo i on się kiedyś rozwieje na dobre. Dzikie plemiona zjadały wroga, ponieważ najczęściej chciały przejąć jego moce duchowe. Zjedzenie wroga dodawało siły. Tak to wygląda w naszej ziemskiej mikroskali. Założę się jednak, że nikt ze stojących po obu stronach kotła nie miał pojęcia, że kanibalizm zdarza się również galaktykom. I z grubsza rzecz biorąc chodzi mniej więcej o to samo. O siłę.
Sprawa wygląda tak, że większym galaktykom zdarza się pożerać mniejsze. Siła grawitacji wielkich skupisk gwiazd jest tak wielka, że przyciąga te mniejsze. Przez jakiś czas są one "przyczepione" do galaktyki "głównej" jako satelity (coś w rodzaju księżyców danej planety), a potem giną zatopione w morzu gwiazd. Jednym z takich pożeraczy jest nasza Droga Mleczna, która pochłania aktualnie karłowate galaktyki w Strzelcu. I nie jest to jej pierwszy taki wyczyn, bo i w przeszłości zdarzało jej się przekąsić to i owo. Za jakiś czas Droga Mleczna pochłonie oba Obłoki Magellana, czyli galaktyki karłowate odległe od naszej o mniej niż 200 tys. lat świetlnych. Pisałam już o nich tutaj.
Bardziej spektakularne wydarzenie czeka nas za kilka miliardów lat, kiedy to zderzymy się z galaktyką Andromedy.

Andromeda
Galaktyka Andromedy. Najbliższa nam galaktyka olbrzymia. Leży w odległości 2 milionów lat świetlnych. Źródło

Galaktyka Andromedy, z którą to - oraz z kilkudziesięcioma mniejszymi obiektami - tworzymy Lokalną Grupę Galaktyk, pędzi prosto na nas. Kolizja jest nieunikniona. Nasza Galaktyka jest duża (nie mamy się czego wstydzić), najmasywniejsza w Grupie, ale ta druga rozmiarami przewyższa naszą (choć pod względem masy ustępuje). Widok może być naprawdę malowniczy, być może taki jak ten poniżej.

zderzenia
Zderzenie dwóch sporych galaktyk. Jak widać zatraciły już swoją spiralną strukturę i tworzą teraz jeden wielki gwiezdny bałagan. Za miliony lat utworzą zapewne jedną galaktykę eliptyczną. Źródło

Końcowym etapem takiej "czołówki" może być uformowanie obu galaktyk w jedną eliptyczną. O, na przykład taką:

ngc 1700
Galaktyka eliptyczna NGC 1700. Źródło

Wbrew pozorom do zderzeń gwiazd podczas takich galaktycznych kolizji dochodzi rzadko. Dzieje się tak dlatego, że gwiazdy dzielą od siebie dziesiątki, setki a nawet tysiące lat świetlnych. Bywa jednak, że na skutek dość ciasnego mijania się tory planet zostają zaburzone i wiele układów planetarnych rozpada się (planety zostają po prostu wyrzucone w przestrzeń kosmiczną z dala od macierzystej gwiazdy). Samotna planeta w obcej, zimnej przestrzeni. Współczuję mieszkańcom. Brrrrr....
Oprócz oblicza katastroficzno-niszczycielskiego zderzenia galaktyk mają również drugą twarz. Obłoki materii międzygwiezdnej spotykają sie w przestrzeni, nachodzą na siebie, co zapoczątkowuje proces kolapsu grawitacyjnego, a w rezultacie daje życie wielu nowym gwiazdom i planetom. Ot, Feniks odradza się z popiołów.
Zanim galaktyki ostatecznie się zderzą, najpierw za sprawą wzajemnego oddziaływania grawitacyjnego przekazują sobie pewną partię materii. Strumienie gazu zdają się łączyć oba obiekty. Taka sytuacja ma miejsce między naszą Drogą Mleczną, a Wielkim Obłokiem Magellana, z którego ucieka ku nam spory strumień wodoru. Następnie galaktyki zaczynają się rozciągać i deformować. Mniej więcej tak, jak na zdjęciu poniżej:

zderzenia2
Dwie galaktyki spiralne tuż przed zderzeniem. Struktura spiralna ulega rozciągnięciu (zwłaszcza w przypadku obiektu po prawej), a obie galaktyki połączone są strumieniem gazu. Źródło

Jaki los czeka nasz Układ Słoneczny podczas zderzenia z galaktyką Andromedy? Cóż, jaki by nie był, dla nas, Ziemian, nie będzie to miało żadnego znaczenia. Za kilka miliardów lat Słońce przejdzie w stadium czerwonego olbrzyma. Jego rozmiary powiększą się tak bardzo, że powierzchnia gwiazdy będzie sięgała orbity Ziemi. Merkury, Wenus i nasza planeta wyparują. Gdzie wtedy będziemy? Czy zasiedlimy Marsa, czy też rozwój nauki pozwoli nam na opuszczenie naszego układu planetarnego? Cokolwiek by było, mamy jeszcze mnóóóóóóóstwo czasu.

2 komentarze :

  1. hej.! fantastyczny artykuł, sama interesuję się astronomią. Swietne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nooo ...super...

    OdpowiedzUsuń