Nie wszystko jasne, co się świeci

Popatrzmy na Słońce. No nie! Nie tak wprost! Przez pięć par okularów przeciwsłonecznych lub przez płytkę CD. Jego blask przyćmiewa wszystko wokół. Nie damy rady dostrzec innych gwiazd, choć świecą przecież cały czas. Znikają tylko dlatego, że Słońce raczyło wzejść. Za dnia króluje najjaśniejszy obiekt na naszym nieboskłonie i nic nie jest w stanie równać się z jego blaskiem.
Słońce zostawia wszystko daleko w tyle nie dlatego jednak, że jest imponujących rozmiarów i jasności, tylko dlatego, że znajduje się najbliżej. Gdybyśmy mieli umieścić je w odległości, dajmy na to, takiej, w jakiej znajduje się Syriusz (czyli około 8 lat świetlnych), najjaśniejsza z gwiazd obserwowanych w nocy, okazałoby się, że można byłoby mu spokojnie zacytować piosenkę Marka Grechuty: "Nie dokazuj, miła, nie dokazuj, przecież nie jest z ciebie znowu taki cud". Niczym by się nie wyróżniało wśród innych gwiazd. Ot, zwykły biały punkcik.
Astronomowie potrzebowali jakiegoś narzędzia, które pozwoliłoby się zorientować, która gwiazda jest naprawdę wielka i o ogromnej mocy promieniowania, a która tylko za taką uchodzi. Myśleli, myśleli i wymyślili wielkości gwiazdowe.

syriusz
Syriusz A, czyli główna gwiazda tego układu podwójnego wraz ze swoim towarzyszem, Syriuszem B, białym karłem. Źródło

Ściślej rzecz biorąc wymyślili je już starożytni Grecy, a konkretnie Hipparch. Pomysł ten następnie rozpowszechnił Ptolemeusz (tak, ten od Ziemi jako centrum Wszechświata; namieszał chłop okrutnie swoją teorią geocentryczną). Z grubsza rzecz biorąc ustalili, że najsłabsze gwiazdy będą oznaczane jako 1, jaśniejsze jako 0, potem -1 i tak do -6. Ta idea funkcjonuje do dzisiaj, z tym że rozszerzono zakres w obydwie strony. Ponieważ zaczęliśmy się posługiwać teleskopami, stały się dostępne gwiazdy niewidoczne dotąd gołym okiem, mające wielkość +14 czy +15, a zatem niezwykle słabe. Dla odmiany nasze Słońce ma wielość -26, czyli emituje bardzo silny blask.
Wielkość gwiazdowa, o której teraz piszę, to wielkość obserwowana, która nie informuje nas, czy dana gwiazda rzeczywiście jest taka jasna. My ją po prostu taką widzimy lub nie. Wielkości gwiazdowe mierzymy jednostką o nazwie magnitudo i określamy symbolem m lub mag. Słońce zatem ma jasność obserwowaną -26,73 m, Syriusz natomiast -1,47 m, a na przykład taki Deneb w gwiazdozbiorze Łabędzia ma 0 m.
No dobrze, ale wspomniałam już, że nie wszystko jasne, co się takim wydaje. Żeby zorientować się, z jaką gwiazdą tak naprawdę mamy do czynienia, poslugujemy się absolutną wielkością gwiazdową. Oznaczamy ją dużą literą M (w odróżnieniu od małego m dla wielkości obserwowanej). Absolutna wielkość gwiazdowa, to natężenie światła, jakie emitowałaby gwiazda obserwowana z odległości 10 parseków, czyli 32 lat świetlnych z haczkiem. Jeśli znamy odległość do danej gwiazdy i jej obserwowaną wielkość gwiazdową, jesteśmy w stanie bez problemu ocenić wielkość absolutną.
No, i tutaj sprawy zyskują właściwą proporcję. Słońce obserwowane z odległości 32,6 roku świetlnego miałoby jasność +4,83 m. A zatem byłoby gwiazdą ledwo, ledwo widoczną gołym okiem! Wielkość absolutna dla Słońca wynosi zatem +4,83 M. Dla odmiany wspomiany wyżej Deneb z odległości 10 parseków świeciłby na niebie jako gwiazda -7,2 m, a zatem byłby tylko niewiele mniej jasny niż Księżyc w pełni! Deneb świeci słabiej tylko dlatego, że znajduje się w odległości około 3000 lat świetlnych. Jasność Syriusza niewiele by się różniła. Świeciłby jako gwiazda +1,74 m (a zatem nadal dość jasno).
Nasze Słońce nie jest zatem imponujące ani pod względem jasności ani pod względem rozmiarów. Taka sobie, ot, średnia krajowa. Najgorzej nie jest, ale też nie ma się czym chwalić. Astronomia daje nam w tym przypadku lekcję życiową. Sprawy najlepiej wyglądają dopiero wtedy, kiedy spojrzymy na nie z odpowiedniego dystansu.

0 komentarze :

Prześlij komentarz