O dwóch takich, co...

Z bliźniętami jest problem. Szczęśliwe matki-Polki, które zostały podwójnie obdarowane przez Opatrzność, mogą potwierdzić, że oprócz podwójnej radości jest jeszcze dwa razy tyle roboty i najlepiej, jakby człek miał cztery ręce i mógł bywać w dwóch różnych miejscach jednocześnie. Zdarza się, że bliźnięta łączą swoje siły w spólnym przedsięwzięciu i wtedy potrafią zrealizować naprawdę zwariowane pomysły, od kradzieży księżyca począwszy, a skończywszy na... No, nieważne.
Zimową porą mamy okazję obserwować na niebie piękny przykład miłości braterskiej pod postacią konstelacji Bliźniąt. Legenda mówi, że dwaj bracia, Kastor i Polluks, wybrali się na statku Argonautów po złote runo. Kastor zginął podczas wyprawy, a Polluks nie mógł się pogodzić ze śmiercią brata. Żeby uśmierzyć ból po stracie, Zeus przeniósł obu braci na nieboskłon, gdzie będą razem już na wieczność.
Przyznaję, że bardzo lubię ten gwiazdozbiór. Łatwo go odnaleźć ze względu na jasne obiekty, charakterystyczną "sylwetkę" i położenie na zimowym niebie. Sąsiaduje z Orionem, a dwie najjaśniejsze gwiazdy - Kastora i Polluksa - odnajdziemy na lewo i w górę od Betelgeuse, czerwonego nadolbrzyma tworzącego lewe "ramię" Oriona, najjaśniejszej gwiazdy w tej konstelacji.

bliznieta
Konstelacja Bliźniąt - ściąga obserwacyjna. Źródło

Na Bliźniętach warto zawiesić oko ze względu na kilka niezmiernie interesujących obiektów. Po pierwsze Polluks, czyli najjaśniejsza gwiazda konstelacji. To pomarańczowy olbrzym, najbliższa tak duża sąsiadka Słońca. Gwiazdę dzielą od nas 33 lata świetlne. Jest prawie cztery razy cięższa i osiem razy większa od Słońca, a do tego - ciekawostka - posiada układ planetarny. Odkryto krążącą wokół niej planetę o masie dwukrotnie większej od masy Jowisza (a zatem to prawdziwe planecisko), która na obiegnięcie swojej gwiazdy potrzebuje niemal 600 dni. Czy może istnieć na niej życie? Szczerze mówiąc, nie sądzę. Polluks jest 32 razy jaśniejszy niż nasze Słońce, a odległość między planetą a gwiazdą jest stosunkowo niewielka. To oznacza, że na powierzchni tej "siostry" Jowisza muszą panować ogromnie wysokie temperatury. Marne szanse.
Kastor, drugi z gwiezdnych braci to gwiazda wielokrotna. Już za pomocą lunety możemy rozdzielić dwa największe składniki układu, niebieskie gwiazdy Kastor A i Kastora B. To jasne gwiazdy ciągu głównego, odpowiednio 2,5 oraz 1,7 cieższe niż nasze Słońce. Każda z nich jest układem podwójnym, a za towarzyszy mają najprawdopodobniej czerwone karły. Kastora A i B raz na 4 tysiące lat obiega inna gwiazda, o połowę mniejsza od Słońca i znacznie od niego chłodniejsza. Ona również ma towarzysza o bardzo podobnych parametrach.

kastor
Kastor A i Kastor B. Towarzyszy tych dwóch gwiazd nie zobaczymy niestety ani za pomocą lunety, ani za sprawą największych znanych teleskopów. Obie gwiazdy są spektroskopowo podwójne, co oznacza, że o ich mniejszych składnikiach wiemy tylko za sprawą zmian w widmie tych większych. Źródło

Obie gwiazdy nie wyczerpują oczywiście listy interesujących obiektów gwiazdozbioru. Możemy gołym okiem podziwiać obiekt M35 (NGC 2168), czyli gromadę otwartą gwiazd, widoczną jako blada plamka. To skupisko stosunkowo młodych gwiazd, które powstały z jednego obłoku materii międzygwiezdnej i są ze sobą powiązane grawitacyjnie. O najsłynniejszej gromadzie otwartej, Plejadach, będzie następnym razem.

Szczęśliwi posiadacze lunet mogą podziwiać Mgławicę Eskimos (NGC 2392). Jest to mgławica planetarna, a zatem coś w rodzaju gwiezdnego nagrobka. Gwiazda macierzysta (której temperatura wynosi obecnie 40 000 K) w końcowym etapie swojego rozwoju odrzuciła zewnętrzne warstwy, które utworzyły właśnie taki malowniczy obiekt.

eskimos
Mgławica Eskimos. Jest na co popatrzeć, jednak taki widok, jak na zdjęciu powyżej, będzie dostępny jedynie przez wielkie teleskopy. Posiadacze lunet zobaczą małą, bladą plamkę. Ale i tak warto. Źródło

Nasze Słońce również przejdzie przez etap mgławicy planetarnej. Koniec w przypadku obu gwiazd będzie bardzo podobny. Ich powierzchnia będzie się stosunkowo ochładzać i z białych karłów staną się ostatecznie czarnymi karłami. Zarówno Eskimos, jak i mgławica powstała z naszego Słońca będą się stale rozszerzać i rzednąć, aż do całkowitego rozproszenia w przestrzeni kosmicznej. Smutne? Bywa, coż zrobić.
Póki co odrzućmy melancholijny nastrój, bo końcowej ewolucji Słońca i tak nie dożyjemy, a skierujmy lunety w niebo nad południowy horyzont w stronę gwiazdozbioru Bliźniąt. Życzymy przyjemnych wrażeń :-)

0 komentarze :

Prześlij komentarz