Oko na orbicie

Jest któryś tam dzień roku pańskiego. Astronomowie zacierają ręce, bo oto już za chwileczkę, już za momencik będą świadkami niezwykłego wydarzenia kosmicznego. Jakiego? Dajmy na to zderzenia dwóch komet, a co. Sytuacja jedyna w swoim rodzaju i już od miesiąca sztab ludzi z teleskopami okopuje się w najlepszym możliwym miejscu obserwacyjnym. Laicy czekają na balkonach uzbrojeni w kanapki i termosy. Wszyscy przebierają nogami i... okazuje się, że nic z tego nie będzie, bo tej akurat jedynej i niepowtarzalnej nocy leje jak z cebra, burza z piorunami do rana i nie widać domu sąsiada, a co dopiero jakieś ciało niebieskie. Wszyscy wściekli i z nosami na kwintę wracają do domów.

Niewesoło prawda? Na szczęście to tylko nieprzyjemna fikcja literacka, bo dysponujemy narzędziami, dzięki którym burze z piorunami możemy mieć w głębokim poważaniu. To teleskopy na orbicie okołoziemskiej zainstalowane tam przez NASA. Najbardziej znany teleskop Hubble'a (należący do NASA i ESA - Europejskiej Agencji Kosmicznej), ale również teleskop Spitzera obserwujący wszechświat w podczerwieni i teleskop Chandra wykorzystujący promienie rentgenowskie. Do 2000 roku znajdowało się na naszej orbicie również Obserwatorium Promieniowania Gamma Comptona, które przez dziewięć lat zbierało dla astronomów cenne informacje.

teleskop H.

teleskop Hubble'a. Zdjęcie stąd

Wartość orbitalnych obserwatoriów jest nie do przecenienia. Przede wszystkim uniezależniliśmy się od panujących warunków atmosferycznych. Po drugie patrzenie w kosmos przez warstwy ziemskiej atmosfery to jak spoglądanie na świat przez brudną szybę w oknie - niby coś tam widać, ale mogłoby być lepiej. Dzięki umieszeniu teleskopu wyżej, widać o wiele więcej i o wiele wyraźniej. Można bez większej przesady powiedzieć, że gdyby nie teleskop Hubble'a i jego dwóch kompanów, astronomowie siedzieliby jeszcze wysoko na drzewach i nie mieliby pojęcia o tym, o czym dziś pojęcie mają spore.

Teleskop Hubble'a został wyniesiony na orbitę w 1990 roku przez prom kosmiczny Discovery, czyli już przez 18 lat robi fenomenalne zdjęcia obiektów w przestrzeni kosmicznej. Z punktu widzenia użyteczności jest już wiekowym dziadkiem. W 2013 roku ma zostać zastąpiony przez teleskop Jamesa Webba, długi na 24 metry, szeroki na 12 metrów z 6,5 metrowym sześciokątnym zwierciadłem (trzy razy większym niż w teleskopie Hubble'a). Webb będzie krążył w kosmosie oddalony od Ziemi o 1,5 mln kilometrów. Pozwoli to na spenetrowanie najodleglejszych miejsc we wszechświecie, do których dzisiaj nie możemy dosięgnąć.

Póki co stary dobry Hubble nadal pracuje. Kiedy zakończy swoją misję, zostanie zniszczony. Sprowadzenie go na ziemię mogłoby okazać się niebezpieczne dla astronautów. Zostawienie bez kontroli na orbicie stworzyłoby zagrożenie dla ludzi, gdyby zdarzyło mu się spaść, gdzie nie powinien. Na razie jednak przesyła nam prawdziwe perełki, których próbkę zamieszczam poniżej.

Mgławica Tarantula. Zdjęcie stąd

Kwintet Stephana - fragment zgrupawania galaktyk, w gwiazdozbiorze Pegaza. Zdjęcie stąd


0 komentarze :

Prześlij komentarz