Pierścienie - planetarna biżuteria

Wspomniałam już parę razy o narzędziu wykorzystywanym przeze mnie do obserwacji nieboskłonu. Niniejszym jeszcze raz oddaję cześć lunecie produkcji radzieckiej z epoki średni Breżniew, która dostarczyła mi niezapomnianych wrażeń. Jakościowo ma się ona do dzisiejszych propozycji sklepowych mniej więcej jak gitara-badziew polskiej produkcji z lat osiemdziesiątych do wypasionego Fendera. I jak biedny studencina kochał ten produkt instrumentopodobny, tak i ja kochałam moją tak zwaną lunetę miłością wielką i autentyczną. Z jej pomocą odkryłam - prawie czterysta lat po Galileuszu - cztery największe księżyce Jowisza. Dzięki niej obserwowałam fazy Wenus i Wielką Mgławicę w Orionie. Ona w końcu pozwoliła mi dostrzec największą ozdobę, jaką może mieć planeta, czyli pierścienie. I dzisiaj właśnie o nich.
Ja w liceum (w liceum! Boże, kiedy to było!) podziwiałam pierścienie wokół Saturna. Mój sprzęcik był raczej lichy, ale pozwolił mi je zaobserwować z kropką nad i, czyli z przerwą Cassiniego. Najnowsze obserwacje różnych sond od Voyagera (choć on nie był pierwszy) do Cassini-Huygens wykazują, że ta przerwa w rzeczywistości również jest pierścieniem, tylko że o wiele rzadszym. Krótko mówiąc Saturn posiada sporo zbudowanych z lodu i odłamków skalnych pierścieni różnej gęstości, choć na pierwszy rzut oka wydaje się, że ma kilka porządnych i dwie przerwy (Cassiniego i Enckego). Skąd te pierścienie się wzięły? Najprawdopodobniej jest to pozostałość po jednym z księżyców, którego siły Saturna przyciągnęły za blisko powierzchni i który po przekroczeniu granicy Roche'a uległ rozerwaniu na kawałki.

saturn
Saturn obserwowany przeze mnie był właśnie w takim położeniu, czyli najbardziej malowniczym, a zatem miałam szczęście. Położenie pierścieni względem obserwatora na Ziemi zmienia się. Raz są cienką kreską, a raz widzimy planetę od bieguna, czyli pierścienie tworzą okrąg wokół kółka w środku. Ciemna duża przerwa to przerwa Cassiniego. Mniejsza, bardziej na zewnątrz, to przerwa Enckego. Źródło

O pierścieniach Saturna wiemy zapewne wszyscy i to od czasów głębokiej podstawówki, ale nie jest to jedyna planeta w naszym układzie, która "nosi" takie "ozdoby". Pierścienie mają wszystkie gazowe olbrzymy, a zatem oprócz Saturna jeszcze Jowisz, Uran i Neptun.
Pierścienie Jowisza prezentują się nader skromnie w porównaniu do tych saturnowych. Na tyle skromnie, że zostały odkryte dopiero w 1979 roku podczas przelotu sondy Voyager 1. Mój sprzęt oczywiście wymięka, świetne teleskopy amatorskie również. Dopiero największe teleskopy na świecie oraz teleskop Hubble'a krążący na orbicie okołoziemskiej są w stanie je zaobserwować. Pierścienie zatem mocno symboliczne, ale są i od tego faktu nie da się uciec. Złożone są głównie z drobnych ziaren pyłu.

jowisz
Pierścienie naszej największej planety widziane okiem sondy New Horizons. Źródło

Skąd się w ogóle wzięły? Ano pochodzą z księżyców Almatei i Tebe, a konkretnie są wynikiem uderzeń ciał niebieskich w ich powierzchnię. Same księżyce ocalały i mają się raczej nieźle, ale materii było na tyle dużo, że utworzyła zauważalny pierścień.
Patrząc przez pryzmat pierścieni, to znacznie lepiej od Jowisza wypada Uran. Nasza siódma planeta posiada ich trzynaście. Są one jednak na tyle ciemne, że pozostają niedostrzegalne bezpośrednio z powierzchni ziemi. Zostały odkryte przypadkowo w 1977 roku, kiedy astronomowie badali zakrycie jasnej gwiazdy przez Uran. Przed i po zasłonięciu przez tarczę planety gwiazda kilkakrotnie zmniejszyła i zwiększyła jasność - po prostu na przemian chowała się za pierścieniami i "wyłaziła" pomiędzy nimi.

uran
Pierścienie Urana sfotografowane przez sondę Voyager 1. Źródło

Istnienia pierścieni wokół Neptuna domyślano się na tych samych zasadach co w przypadku Urana. Gwiazdy zakrywane przez planetę na przemian ciemniały i jaśniały. Sonda Voyager 2 rozwiała wszelkie wątpliwości. Pierścienie są, ale... nie są kompletne. Przypominają raczej stado myślników ułożonych jeden za drugim. Nie oznacza oczywiście, że między "myślnikami" nie krąży nic. Krąży, jednak jest tego mniej, a z racji odległości wydaje się, jakby nie było wcale.

neptun
Pierścienie Neptuna widziane przez Voyagera 2. Zdjęcie ma podwyższoną jasność, żeby można było zobaczyć mniej wyraźne szczegóły. Źródło

Podsumowując - Saturn rządzi i nic nie odbierze mu palmy pierwszeństwa. Dla amatora pozostaje jedyną szansą na zaobserwowanie pierścieni. Zachęcam i zapewniam - są niesamowicie malownicze.

0 komentarze :

Prześlij komentarz