Pieskie życie kosmiczne

Łajka. Pamięta ktoś w ogóle, kim (czym) była? Żaden wypasiony labrador, żaden nieskazitelnie rasowy owczarek niemiecki. Po prostu zwykły najbardziej jak tylko można kundelski kundel z moskiewskich ulic. Nieduży, bo 6 kg ważył. Zgarnęli go któregoś dnia (spod śmietnika zapewne, bo Łajka bezdomna była), zamustrowali na Sputnik 2 i uczynili kosmonautą. Znalazła się na orbicie okołoziemskiej w 1957 roku z wilczym biletem. Misja miała trwać 10 dni (w ostatnim dniu pies miał otrzymać zatrutą karmę), ale naprawdę skończyła się po 7 godzinach. Temperatura wewnątrz statku wzrosła powyżej 40 st. C i pies zamęczył się jak w samochodzie z zasuniętymi szybami stojącym w słońcu. Serducho mu z gorąca i ze strachu nie wytrzymało, ot co.

łajka

Łajka przed odlotem. Zdjęcie stąd

Ani ona pierwsza poleciała, ani ostatnia. Już od jakiegoś czasu i Związek Radziecki i USA eksperymentowały z ekspediowaniem zwierząt na orbitę. Od muszek owocowych począwszy, na małpach skończywszy. Po co? Ano po to, żeby kiedyś tam mogli trafić ludzie. No i trafili w osobie Jurija Gagarina, który miał więcej szczęścia niż Łajka, bo bezpiecznie wrócił na Ziemię. W każdym razie jakoś tak utarło się twierdzić, że drogę do przestrzeni kosmicznej przetarł człowiekowi pies. Jego największy przyjaciel.


0 komentarze :

Prześlij komentarz