Trzej Królowie i... kometa Halleya?

Znany nam wszystkim fragment z jednej z trzech "zwykłych" Ewangelii (bo ta czwarta, Janowa, jest nieco "niezwykła") mówi, że Trzej Królowie przybyli we Wschodu. Zmierzali co prawda do Heroda, ale postanowili być posłuszni temu, co zobaczyli na niebie, i zboczyli nieco z trasy, aby zobaczyć nowonarodzone Dziecię i oddać mu cześć, ofiarowując Mu mirrę, kadzidło i złoto. Kim byli owi wędrowcy - na ten temat dyskutowano już wiele razy. Jedno wiadomo - nie byli to królowie sensu stricto. Bardziej namiestnicy państw ościennych, posłańcy z wiadomościami o wielkiej wadze państwowej (to najbardziej prawdopodobne) lub po prostu bogaci kupcy. Królów zostawmy jednak w spokoju, a skupmy się na tym, co ich do Dziecięcia doprowadziło.

królowie

Trzej Królowie na przestrzeni wieków przedstawiani byli bardzo różnie. Żródło

I tutaj temperatura sporów wzrasta. W Ewangelii jest mowa o gwieździe, która wytrwale mężczyzn prowadziła, aż zatrzymała się nad miejscem narodzenia i w żaden sposób nie chciała ruszyć dalej. Cóż to za gwiazda? Pod nogi interpretatorów słów Pisma rzucone zostały wszelkiego rodzaju kłody, począwszy od językowych, skończywszy na astronomicznych. Po pierwsze Ewangelie zostały napisane przez prostych ludzi (no, wykluczmy tutaj Mateusza, który był celnikiem, czyli jakąś tam szerszą wiedzę musiał posiadać), którzy mogli oswajać zjawiska im obce i niezrozumiałe za pomocą nieskomplikowanych przekazów. Obiekt, który na niebie zapłonął blaskiem, to dla nich gwiazda, bez względu na prawdziwą naturę zjawiska. Po drugie tekst napisano w języku aramejskim, w którym poszczególne słowa są nośnikiem znacznie większej ilości znaczeń niż to jest w języku polskim. Samemu pojęciu "gwiazdy" mogła być przyporządkowana bardzo szeroka treść. Żeby jeszcze bezpośrednio z aramejskiego dokonano przekładu, to byłoby pół biedy. Tekst pierwotny jednak się nie zachował, a o treści nam wiadomo z wczesnych przekładów greckich. Każde tłumaczenie jest mniejszym lub większym zniekształceniem i przekłamaniem przekazu źródłowego. Od tego nie ucieknie nawet bardzo świadomy trudności sprawy lingwista. I w końcu ostatnia rzecz: nikt z naukowców nie da sobie ręki uciąć, że Chrystus narodził się dokładnie 2008 lat temu. I kalendarz był wtedy inny (poszczególne dni z obecnych lat przestępnych "uciekały"), i czas inaczej mierzony (u Żydów obowiązuje kalendarz księżycowy), i źródła kiepsko zachowane, a na dodatek pokutują do dzisiaj błędy poczynione przez badaczy średniowiecznych. Bardzo więc możliwe, że równie dobrze moglibyśmy mieć dzisiaj rok 2015 albo też nie dotarliśmy jeszcze do 2000.

Tę tajemniczą gwiazdę zwykło się jednak od bardzo dawna przedstawiać w rozmaitych szopkach jako obiekt z ogonem. Ściślej: z ogonem jak u komety. Badacze skupili się więc na kometach i wytypowali wąski krąg głównych podejrzanych. Na pierwszy ogień poszła kometa Halleya.

halley

Kometa Halleya - główny podejrzany w tzw. sprawie Trzech Króli. Źródło

Jest to jedna z komet krótkookresowych - wraca w okolice Słońca średnio co 76 lat - a jednocześnie jedno z najlepiej zbadanych tego typu ciał niebieskich. Znamy budowę jej powierzchni i mniej więcej skład chemiczny (kometa niesie w sobie dużo materiału organicznego!), znamy masę, prędkość poruszania się w przestrzeni i odchylenia od orbity spowodowane oddziaływaniem grawitacyjnym Jowisza i Saturna. Jesteśmy w stanie co do godziny przewidzieć jej ponowne pojawienie się.

Z przekazów historycznych (kometa cieszyła się ogromnym zainteresowaniem kronikarzy od Chin po starożytny Rzym) i naszych badań wiadomo, że kometa pojawiła się na niebie około 12 roku p.n.e. Trochę wcześnie, jeśli wziąć pod uwagę czas narodzin Chrystusa, ale uwzględniając zawirowania kalendarzowe, od biedy mogłoby pasować. Kometa Halleya jest ciałem na tyle jasnym, że zwróci uwagę przypadkowego obserwatora. Na "naprowadzacza" nadawałaby się wyśmienicie. W dodatku obserwujemy ją jedynie przez krótki czas, po czym oddala się od nas, by powrócić za kolejne 76 lat, co czyni ją zjawiskiem wyjątkowym i niepowtarzalnym (większość ludzi zaobserwuje ją tylko raz w życiu). No i ten ogon! Czy może być coś równie niezwykłego jak ogon komety?

Jeśli już jesteśmy przy tego typu ciałach niebieskich, to rolę przewodnika mogła wziąć na siebie jedna z komet długo- lub nieokresowych. Komety pierwszego typu potrzebują na obiegnięcie Słońca około 200 lat, natomiast komety drugiego typu pojawiają się w naszym Układzie Słonecznym tylko raz, a potem uciekają w przestrzeń kosmiczną. Poruszają się po tak rozciągniętych orbitach, że ich powrót w okolice naszej planety może nastąpić za wiele milionów lat, a może nie nastąpić wcale. Znane nam jasne, spektakularne komety, które zapisały się w pamięci pokoleń, były właśnie kometami nieokresowymi. Niedawno na naszym niebie (1996-1997) gościła kometa Hale'a-Boppa, której okres obiegu wynosi skromne 2537 lat. Kometa była niezwykle widowiskowa, a autorka bloga miała okazję napawać się jej widokiem nawet w okrytym smogiem Wrocławiu, z czego jest zresztą niezmiernie dumna.

hale

Kometa Hale'a-Boppa sfotografowana w 1997 roku w Chorwacji. Źródło

Cóż, kto nie widział, niech żałuje i czeka na następną kometę nieokresową. Jedno jest pewne - kometa typu Hale-Bopp nie przeszłaby niezauważona, zwłaszcza przez Trzech Królów.

Upieram się tak przy kometach. A jasny meteor? A asteroida, która mogłaby się znacząco zbliżyć do Ziemi? Meteory odrzucam. Spalają się w atmosferze co prawda bardzo spektakularnie, duże obiekty ciągną za sobą smugę dymu, a czasem towarzyszy im nawet huk, ale poruszają się zbyt szybko i Trzej Królowie musieliby ostro poganiać zwierzęta (biedne wielbłądy), żeby nadążyć, a i tak pewnie nie daliby rady. Pozostaje asteroida. Ale czy byłaby ona na tyle jasna, żeby przykuć uwagę podróżujących? Wątpliwe. Chyba jednak poprzestaniemy na kometach.

hyakutake

Kometa Hyakutake sfotografowana o okolicach Króliczej Wyspy na Hawajach w 1996 roku. Okres obiegu tej komety wynosi ponad 109 tys. lat. Piękna, nieprawdaż? Źródło

Możemy tak sobie gadu-gadać jeszcze długo i wysuwać rozmaite hipotezy, ponieważ nie jesteśmy w stanie sprawdzić empirycznie prawdziwości naszych dociekań. Pozostaje ostatnia kwestia: dlaczego jest mowa, że "gwiazda się zatrzymała"? Żadne ze znanych nam ciał niebieskich nie mogło tak po prostu stanąć i nie drgnąć, a potem - mamma mia! - wskazać Mędrcom drogę powrotną! Tu już kłania się pewnego rodzaju poetyckość przekazu biblijnego i naukowcy bezradnie rozkładają ręce. Ja też rozłożę, bo co mnie, laikowi, ferować wyroki, kiedy wielkie umysły wywiesiły białą flagę? Pozostaje nam cieszyć się magiczną atmosferą Świąt. Tajemnicza gwiazda jeszcze tej magii przydaje. I niech tak zostanie, nie zdzierajmy ostatniej zasłony.


0 komentarze :

Prześlij komentarz