Wielki gazowy brat patrzy

Zdarzenie sprzed lat kilkunastu. Ojciec z bratem na balkonie z lunetą wycelowaną w niebo. Ja przychodzę i pytam, co jest. "Chodź, coś zobaczysz" - ojciec na to. Przyklejam więc oko do "wizjerka" i widzę niewielką kulkę w kolorach brudnej pomarańczy pomieszanej z kawą z mlekiem. Jakby ktoś niedokładnie wymieszał dwa smaki lodów w jednym opakowaniu. "Phi, takie małe..." - mówię, będąc święcie przekonana, że patrzę na księżyc w pełni i dziwię się, że powiększenie jest tak mizerne. "No, bo przecież jest daleko..." - odpowiada lekko urażony ojciec. Odrywam wzrok od okularu, spoglądam nieco w bok, a tam... księżyc celuje we mnie swój ostry sierp! Ani śladu pełni! O święta naiwności! O kiepska ludzka wyobraźni! Jak ci nie powiedzieć, co widzisz, to nie przyjdzie ci do głowy, że to właśnie to. "Dawać tę lunetę jeszcze raz!" - ryknęłam i przykleiłam się do niej całą swoją osobą. Tak, ta barwna kulka w ciepłych kolorach to Jowisz. Jakim cudem nie zauważyłam czterech towarzyszących mu księżyców galileuszowych, tego do tej pory nie wiem. Widoczne były przecież jak na dłoni.

jowisz

Porównanie rozmiarów Jowisza i Ziemi z zachowaniem skali. Uff, wielki! Źródło

Cudowny widok, którego byłam świadkiem, zawdzięczałam pozycji naszej największej planety w peryhelium. Jowisz znajdował się najbliżej Słońca w przeciągu swojej dwunastoletniej wędrówki wokół niego, a jednocześnie tak się dobrze złożyło, że gazowego olbrzyma i Ziemię dzieliła najmniejsza możliwa odległość. Mogłam zatem podziwiać planetę nie jako białą kuleczkę z czterema małymi kropkami wokół niej, tylko jako barwny krążek wielkości piłki tenisowej! Nigdy potem nie udało mi się podziwiać Jowisza w tym samym położeniu, dlatego przeżytą wtedy chwilę darzę szczególnym sentymentem.

Z całej zgrai planetarnego rodzeństwa Jowisz jest największy i najobficiej obdarzony księżycami (63 sztuki). Jego masa 2,5-krotnie przekracza masę wszystkich innych planet razem wziętych i jest tak duża, że powoduje przesunięcie środka ciężkości Układu Słonecznego poza powierzchnię Słońca. Można więc z czystym sumieniem powiedzieć, że Jowisz i Słońce obiegają wspólny środek masy znajdujący się między nimi (blisko powierzchni naszej gwiazdy, ale jednak poza nią). Znamy oczywiście planety pozasłoneczne większe od Jowisza, jednak różnią się one składem chemicznym. Przyjmuje się, że nasz "Wielki Brat" osiągnął maksymalne rozmiary przy takich a nie innych chemicznych parametrach. Naprawdę, niewiele dzieli tę planetę od brązowego karła! Gdyby był trochę cięższy, za sprawą kolapsu grawitacyjnego stałby się pseudogwiazdą, gorącą, ale nie na tyle, by zaistniała w niej reakcja termojądrowa. Żeby taka mogła mieć miejsce, Jowisz musiałby być 80 razy cięższy niż jest.

slonce i jowisz

Porównanie rozmiarów Słońca, Jowisza i Ziemi z zachowaniem skali. Źródło

Niezwykle barwną powierzchnię zawdzięcza Jowisz wielu warstwom chmur. W chmurach tych wiecznie się kotłuje i planetę nieustannie smagają huragany. Najbardziej znany wir powietrzny nosi nazwę Czerwonej Plamy, która rozmiarami nawet trzykrotnie może przekraczać średnicę Ziemi. Atmosfera składa się głównie z wodoru i helu oraz śladowej ilości cięższych pierwiastków (węgla, neonu, tlenu, siarki) i związków chemicznych (amoniaku, metanu, etanu i fosforowodoru). To one są odpowiedzialne za kolory planety.

planety

Cała nasza planetarna menażeria wraz z Plutonem, który już planetą nie jest. Po lewej od zaznaczonego Plutona mamy Merkurego, potem jest Mars, potem Wenus, Ziemia i cztery gazowe olbrzymy. Obrazek z zachowaniem skali. Źródło

Nasz "Wielki Brat" jest niezwykle wdzięcznym obiektem obserwacyjnym. Wystarczy już średniej jakości lornetka, by cieszyć się widokiem czterech największych księżyców i samej planety w roli głównej. Jest czwartym co do jasności obiektem na niebie (po Słońcu, naszym Księżycu i Wenus), pozwala się więc znaleźć bez najmniejszych problemów. Widok, jakiego ja byłam świadkiem, zdarza się niestety raz na dwanaście lat (drugą taką okazję przegapiłam z powodu zawirowań życiowych), ale cierpliwość zostanie sowicie wynagrodzona. W końcu cóż to jest dwanaście lat? Na takie same atrakcje z udziałem Neptuna musielibyśmy czekać 164 lata. W tym wypadku straconej okazji można by było sobie nie darować.


0 komentarze :

Prześlij komentarz