Wyzwanie dla alpinisty

Ilu już ludzi zaliczyło Mount Everest? Trudno powiedzieć. Wejścia zimowe, wejścia letnie, od strony wschodniej, od południowej czy jeszcze jakieś inne, z maskami tlenowymi, bez masek, w pełni sprawni i niepełnosprawni, mężczyźni, kobiety... Gdyby zebrać do kupy wszystkich, którzy spojrzeli na świat z wysokości 8848 metrów, zebrałaby się pod względem ilości zupełnie przyzwoita partia polityczna. Wizyta na Czomolungmie to z pewnością ogromne wyzwanie i marzenie życia wielu alpinistów. Ukoronowanie wszelkich wysiłków. Dach świata, już wyżej być się nie da. Ale nasza największa ziemska góra jest niczym wobec szczytu najwyższego w całym Układzie Słonecznym.
Nasz sąsiad, niewielki Mars może się poszczycić wulkanem Olympus Mons, którego szczyt znajduje się na wysokości... 25 km nad powierzchnią planety! Podstawa góry ma średnicę 550 km, a krater na szczycie 60 km.


Olympus Mons w całej okazałości. Żródło

To dopiero wyzwanie! Ile zajęłoby wejście na szczyt? Kiedy w końcu skolonizujemy Marsa, na pewno ktoś się za to zabierze.

7 komentarze :

  1. Olympus Mons nieodlacznie kojarzy mi sie z marsjanska trylogia Kim Stanley Robinson "Czerwony/Zielony/Blekitny Mars" - pozycja dla cierpliwych;) Natomiast Mars jako taki z Pathfinderem z 1997 roku i ksiazka Roberta Zubrina "Czas Marsa" - polecam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. zewsząd i znikąd2 marca 2009 17:38

    Na najwyższym szczycie Marsa byłoby jednak pewne ułatwienie: siła ciążenia na Marsie ogólnie jest mniejsza, niż na Ziemi. Więc trochę lżej by się szło. Poza tym ze zdjęć wnioskuję, że nie jest to stroma góra - ot, coś jak Kilimandżaro, na które podobno w zasadzie mogłaby wejść każda sprawna osoba. Ja akurat wiem, że nie dałabym rady - nigdy w życiu nie zemdlałam, ale na szczycie Zugspitze (3000 m) było mi wyraźnie słabo; za mało tlenu, jak na mój organizm. Więc na Kilimandżaro na pewno bym nie wytrzymała. Ale z kolei na Marsie ten problem i tak odpada - nie ma tam atmosfery, którą ludzie mogliby oddychać, więc i tak można się wspinać tylko ze sprzętem tlenowym.
    (Jako skoczniołazica, skocznioznawczyni i skoczniomaniaczka szczerze mówiąc myślę od jakiegoś czasu: jakie piękne skocznie można by pobudować na Marsie! Bezpieczniej, bo przy mniejszej grawitacji w razie czego uderzenie w podłoże słabsze, nie potrzeba tak długiego jak na Ziemi rozbiegu, a jak daleko można by latać... Velikanka/Letalnica wymięka.)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ech, zdjęcie może być mylące. Może być bardziej stromo, niż się to wydaje.
    PS. Jak tam blog o skoczniach? Gdzie go szukać? :))

    OdpowiedzUsuń
  4. scibor1

    Marsjańskiej trylogii nie znam. Znam trylogię S.C.Lewisa o Marsie, Wenus i Ziemi. Zabij, nie pamiętam tytułów ni treści, choć czytałam od dechy do dechy. To właściwie takie, hmm, rozważania filozoficzne na tematy, co by było gdyby historia ludzkości potoczyła się zupełnie inaczej. Alternatywne scenariusze w kontekście wierzeń chrześcijańskich (czyli jak to wszystko wyglądałoby, gdyby Ewa nie skusiła Adama, a wąż nie skusił Ewy). Kosmos jest jedynie pretekstem, scenerią, o tak powiem. W sumie ciekawe to było i niebanalne, bez zbędnych egzaltacji. Chyba też mogę polecić :)

    OdpowiedzUsuń
  5. zewsząd i znikąd4 marca 2009 13:27

    Ech, za blog o skoczniach ciągle się jeszcze nie wzięłam - a szkoda, bo niedługo moja kochana skoczeńka warszawska może opuścić ten padół i byłoby głupio pisać o niej tylko i wyłącznie wspomnienia... Zaś co do pomysłu skoczni na Marsie, koryguję swoje zdanie. Otóż owszem, grawitacja niewielka - ale wydaje mi się, że przy tak rzadkiej atmosferze i niskim ciśnieniu noszenie byłoby słabiuuutkie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Rany, nie miałam pojęcia, że w Warszawie jest skocznia!
    To trzeba uwiecznić :)

    OdpowiedzUsuń
  7. zewsząd i znikąd5 marca 2009 20:02

    Mało kto o tym wie. :( Ulica Czerniowiecka, niedaleko stacji metra Wilanowska. Czerniowiecka nie jest dużą ulicą, więc "iście" w jej stronę powinno pomóc - samej skoczni możesz nie znaleźć, bo na najnowszych planach Warszawy już nie jest zaznaczona. ;(((
    Nikt nie kocha mojej biednej śkocieńki. ;(((
    W każdym razie jest piękna, wspaniała ruinka skoczniowa (cała wieża i pół rozbiegu). Ja 4 lata temu nawet ją zaliczyłam, tj. weszłam na jej szczyt. Ale miałam farta, tak ogólnie skoczniowi nie wpuszczają i gotowi są zagryźć za odzywanie się do nich.

    OdpowiedzUsuń