Kepler - łowca planet

No to wio. Z przylądka Canaveral na Florydzie wystartował, poszedł w siną dal (właściwie w czarną, bo kosmiczną) i już nigdy nie wróci. Trochę emocji było, jakieś nieoczekiwane opóźnienie startu, ale poleciał. Rakieta Delta II wyniosła na własnych barkach w przestrzeń międzygwiezdną teleskop Kepler, którego zadaniem będzie wyszukiwanie planet podobnych do Ziemi. Co to dokładnie oznacza? Dla Keplera planeta podobna Ziemi to taka, która ma zbliżoną masę, budowę (jest skalista a nie na przykład gazowa), krąży w podobnej odległości od rodzimej gwiazdy, a sama gwiazda jest bliźniacza wobec Słońca. 


Start rakiety Delta II. Źródło

A po cóż ten Kepler gna, gdzie go czujniki poniosą? Ha, ma zadanie odkryć i (ewentualnie) nawiązać kontakt z pozaziemskimi formami życia. Cóż, zadanie, jak widać, łatwe nie jest. Ściślej rzecz biorąc szanse na powodzenie są w najlepszym wypadku mizerne. Ale nie równe zeru i już ten fakt naukowcy biorą za dobrą monetę. Przy okazji - żeby nie było, że pieniądze podatników idą na finansowanie projektów zbytecznych - teleskop o średnicy zwierciadła 1,4 metra (na warunki kosmiczne kolos!!) będzie prowadził obserwacje Wszechświata w podczerwieni. Nawet jeśli ominie spojrzeniem potencjalne ufoludki, z pewnością nie będzie bezproduktywnie trwonił cennej energii. W pierwszej kolejności łowca planet weźmie na cel gwiazdy położone najbliżej Słońca. Potem skieruje się ku dalszym. Teraz naukowcy trzymają kciuki, żeby nie daj Bóg nie nawaliła jakąś śrubka, kabelek lub coś równie głupiego, co położyłoby na łopatki całe przedsięwzięcie. Czekają i trzymają kciuki. Trzymam i ja i mam nadzieję wkrótce usłyszeć o spektakularnych odkryciach Keplera. No co, niech mam coś od życia.

0 komentarze :

Prześlij komentarz