Gdzie Ziemia wschodzi i zachodzi...

Morza szum, ptaków śpiew, on i ona przytuleni całują się na tle zachodzącego Słońca. Nie wiem jak wy, ale ja tego typu obrazki w latach mych szczenięcych kolekcjonowałam nagminnie i wymieniałam się z co lepszymi koleżankami. Nie każda mogła tego zaszczytu dostąpić. Obrazki występowały w rozmaitych wariantach (palma w tle, brak palmy w tle, drób latający nad wodami, brak drobiu), ale ona i on (w tej koncepcji płciowej) występowali zawsze i zawsze ten krwisty zachód był. Dziś nie mogę uwierzyć, że taki kicz uważałam za coś wartościowego.
Gdyby tak jednak poigrać z konwencją, sprawa rysowałaby się być może nader ciekawie.
Wariant pierwszy: on i ona przytuleni na tle zachodzącej (bądź wschodzącej) Ziemi.


Wschód Ziemi nad kraterem Ritza na Księżycu. Zdjęcie wykonano 17 grudnia 1972 roku. Źródło

Mmmmm, od razu inaczej, prawda? Co prawda morza szum i w ogóle szum nie wchodzi w grę z powodu braku atmosfery, ale niech ktoś spróbuje powiedzieć, że widok nie jest piękniejszy! Można nawet przymknąć oko na niedogodności w postaci kombinezonów, które skutecznie uniemożliwiają wszelkie formy pieszczot. Wschód Ziemi, tak na mój gust, bije na głowę wszelkie wschody Słońca.

Wariant drugi: on i ona - owszem, zachód Słońca - owszem, tyle, że na Marsie.



Zachód Słońca na Marsie. Źródło


Powiedzmy, że zabłądzili, łazik się zepsuł, do bazy daleko i nie wiadomo, czy dzień jutrzejszy w ogóle dla nich nadejdzie (zasoby tlenu też są ograniczone). Jedyne, co im zostało, to podziwiać Słońce znacznie mniejsze niż widoczne z Ziemi. Mogą też - wzorem bohatera Seksmisji - krzyknąć "bocian, bocian!" i próbować zedrzeć z siebie ochronne kombinezony, a potem... Może jednak nie, bo raz, że bez dostępu tlenu to tak długo nie można, a dwa, że powierzchnia Marsa do najwygodniejszych nie należy. Trawki żadnej nie uświadczysz, o krzakach nie wspominając.

Oczywiście możemy popuścić wodze wyobraźni i tworzyć kolejne scenariusze wydarzeń. On i ona na Ganimedesie podziwiają wyłaniającego się zza horyzontu Jowisza. W górze świeci już Europa i Io. On i ona na Merkurym obserwują wschód Słońca. Wschód trwa i trwa, bo Merkury obraca się niezwykle wolno, ale długo obserwować nie można, bo grozi to zatrudnieniem w roli mięska grillowego.  On i ona na Tytanie spoglądają w zielone niebo, po którym suną chmury amoniaku. Wschodzi Saturn i razem ze swoimi pierścieniami narzuca się wśród tej zieloności. On i ona na Wenus... No, nie, bez przesady. Ciśnienie 90 atmosfer skutecznie odziera chwilę z wszelkich szat romantyzmu.

W każdym razie nie wiadomo, co życie i rozwój nauki nam przyniesie. Może nasze wnuki lub prawnuki oprócz kolekcjonowania kiczowatych obrazków z przyszłości będą sobie wpisywały do pamiętnika coś w ten deseń:

Na górze róże, na dole fiołki
Tata na Marsie robi fikołki.

Albo:

Na górze róże już kwitną ślicznie.
Ania śle buzi ze stacji kosmicznej.

Howgh.

5 komentarze :

  1. zewsząd i znikąd21 kwietnia 2009 23:54

    Bardzo fajny i zakręcony tekst. :) Tylko zawsze "ona i on", jedna opcja... :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach, jakoś nie mogę się uwolnić od tego schematyzmu płciowego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. kosmiczny pocalunek = zetkniecie sie helmami ("Total recall")

    OdpowiedzUsuń
  4. scibor1

    Ale zgodzisz się, że zetknięcie się hełmami to jednak nie to samo... :)

    OdpowiedzUsuń