Koza u woza

Przyszła koza do woza. To znaczy nie do Dużego Woza i nie do Małego, ale do Woźnicy. Bo jeśli jest Wóz, musi być i Woźnica, nawet jeśli znaleźć go można nie w samym Wozie, a nieco dalej. Chodzi też o Kozę a nie kozę. Bez sensu? Niezupełnie, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że mowa o gwiazdozbiorach.
Jedną z moich ulubionych konstelacji nieba północnego jest Woźnica. Po pierwsze dlatego, że nigdy nie zachodzi. Po drugie dlatego, że za sprawą Kozy właśnie, czyli najjaśniejszej jego gwiazdy, łatwo go znaleźć.


Gwiazdozbiór Woźnicy - ściąga obserwacyjna. Źródło

Sama Koza (Capella brzmi ładniej, ale mniej swojsko) należy do ścisłej czołówki najjaśniejszych gwiazd na naszym niebie. Jasnością +0,08m jest bliska Vedze (Wedze, obie pisownie dopuszczalne) z gwiazdozbioru Lutni (jasność Vegi to +0,03m).  W rzeczywistości Koza jest dość nietypowym układem wielokrotnym. Dwa główne składniki to żółte olbrzymy kilkakrotnie większe od Słońca i około 80 razy od niego jaśniejsze. Dzieli je odległość 100 mln kilometrów, czyli mniej więcej tyle, ile Wenus od Słońca, w przeciwieństwie jednak do naszej drugiej planety, okres obiegu (czyli pełnego okrążenia wokół wspólnego środka masy) trwa dla nich dwukrotnie krócej i wynosi 104 dni. Gdyby na tych dwóch składnikach się skończyło, para nie stanowiłaby niczego niezwykłego we Wszechświecie. Jednak w odległości jednego roku (roku!!!) świetlnego dryfuje sobie przez przestrzeń parka czerwonych karłów, grawitacyjnie powiązanych ze znacznie większymi kolegami.  Nie wiem, ile czasu zajmuje karłom obiegnięcie olbrzymów, ale są to zapewne miliony lat. Jest to jeden z najbardziej "rozstrzelonych" układów wielokrotnych, jakie znamy. Konkurencję dla niego może stanowić układ gwiazd w konstelacji Centaura, którego jednym ze składników jest nasza najbliższa sąsiadka Proxima.
Nie sama Koza jednak jest najciekawszym obiektem w gwiazdozbiorze zajmującym, bagatela, 657 stopni kw., ale Epsilon Aurigae, czyli piąta w kolejności oznaczenia gwiazda o jasności, która w żaden sposób nie może konkurować z gwiazdą alfa (tak, tak, gwiazda alfa to jak samiec alfa w stadzie - najbardziej widoczny). Epsilon, pierwsza na prawo od Kozy, jest potężnym nadolbrzymem, którego dzieli od nas odległość 2000 lat świetlnych (dla porównania Koza jest oddalona o 42 lata świetlne) i nawet z tej odległości ma czelność świecić z jasnością +3,0m. Gdybyśmy z takiego oddalenia obserwowali Słońce, to... nic byśmy nie widzieli bez pomocy naprawdę wypasionego teleskopu. Na mocy promieniowania przewyższającej naszą Gwiazdę 40 tysięcy razy niespodzianki oczywiście się nie kończą. Epsilon (drugie imię Almaaz), jest gwiazdą zmienną zaćmieniową, co oznacza, że raz na jakiś czas  obserwowana jasność się zmniejsza za sprawą drugiego składnika układu, który przesuwa się między gwiazdą główną a obserwatorem na Ziemi. Osłabienie jasności Epsilonu zdarza się raz na 27 lat i trwa dwa lata.
I tu jest pies pogrzebany. Nie można tego drugiego składnika zaobserwować, ponieważ "zagłusza" go potężnie świecąca gwiazda główna. Nie można jego natury wyczytać ze zmian widma (jak to jest w układach spektrometrycznie podwójnych), ponieważ ono właśnie o dziwo się nie zmienia. Dwa lata zmniejszenia jasności to rekord w kategorii gwiazd zaćmieniowych. Obiekt je powodujący musi być albo gigantyczny, albo bardzo nietypowy.
Pierwotne hipotezy mówiły, że dwuletnie zaćmienie powoduje bardzo chłodna gwiazda. Jeśli miałoby tak być, bo byłby to największy znany tego typu obiekt, średnicą - uwaga! - 2 tysiące razy przewyższającą Słońce! Takie rozmiary wydały się trudne do pojęcia, dlatego hipotezę odrzucono jako nierealistyczną. Obecnie przyjmuje się, że towarzyszem Epsilonu jest para dość blisko siebie położonych gwiazd, otoczonych sporym dyskiem materii. To pył ponosiłby winę za tak długie zaćmienie. W każdym bądź razie astronomowie czekają uzbrojeni po zęby, ponieważ kolejne zaćmienie zaczęło się właśnie w tym roku a zakończy w 2011.
Właściciele średnich teleskopów (lub fenomenalnych lornetek) mogą podziwiać na terenie Woźnicy trzy młode i niezbyt jasne gromady otwarte o mało romantycznych nazwach M36, M37 i M38.


M 36. Źródło


M 37. Źródło


M 38. Źródło
Uwaga! Gromady nie biorą udziału w konkursie pod tytułem "Znajdź różnice". Być może są bliźniaczo podobne, ale ja mimo wszystko zawiesiłabym uzbrojone oko na każdej z nich. Choćby dlatego, by mieć satysfakcję, że je własnoręcznie (własnoocznie) odnalazłam.


3 komentarze :

  1. Chylę czoła. Od dawna śledzę Twój blog i za każdym razem targa mną podziw. Tym razem też targnął był. :)

    mrbear

    OdpowiedzUsuń