Minigwiazda z maksiplanetą

Przyznaję się bez bicia, że do tej notki zainspirowało mnie niedawne zdjęcie dnia z NASA. Oto i ono:



Źródło: NASA

I co my tu mamy? Ano mamy najmniejszą znaną gwiazdę (a więc obiekt, w którym przebiegają reakcje termojądrowe, a zatem nie jest to brązowy karzeł) noszącą romantyczną inaczej nazwę VB 10. Gwiazda jest dwanaście razy lżejsza od Słońca i dziesięć razy od niego mniejsza. Średnicą jest więc równa naszemu Jowiszowi. Jak na gwiazdę - prawdziwy mikrus. Towarzyszy jej planeta (VB 10b), która podobnie jak nasz gigant jest gazowym olbrzymem, masą jednak przewyższa go sześciokrotnie.
Co z tego wszytkiego wynika? Ano to, że planeta okrążająca macierzystą gwiazdę jest tak samo wielka, a może nawet i większa, jak jej "rodzicielka". Być może niewiele brakowało, a mielibyśmy klasyczny układ podwójny gwiazd jakich wiele we Wszechświecie. Zrządzeniem losu, a raczej praw fizyki, mamy jednak wielce oryginalną parę obiegającą wspólny środek masy (bo przecież nie można powiedzieć, że w tym przypadku planeta okrąża swoje słońce). Na jeden obieg potrzebują około 9 miesięcy, a oba składniki dzieli odległość 30 mln mil (ratunku! Ile to jest kilometrów? 45 mln?).
Oryginalny duecik znajduje się 20 lat świetlnych od naszego Układu Słonecznego w konstelacji Orła.
Obrazek towarzyszący tej notce nie jest oczywiście astrofotografią, ale wizją artysty, który tak mniej więcej wyobrażał sobie maleńką gwiazdę z ogromną planetą.

3 komentarze :

  1. Ten blog jest niezrównany. Tak trzymać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. 30 mln mil to jakieś 48 280 320 km :)
    A tak przy okazji - czy Ciebie też denerwuje ta deszczowa pogoda? Od dłuższego czasu nie ma wieczora/nocy bezchmurnej, sprzęt się kurzy, a ja patrzę tylko na symulacje nieba :(
    Nie ma to jak sobie ponarzekać ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za wybawienie z kilometrami :)
    Nad Wrocławiem burze. Burze i burze. W dzień owszem, słoneczko nasze pokazuje pyska, ale wieczorem wszystko wraca do normy, czyli niebo usłane jest chmurami. Odbiera to chęć do patrzenia w niebo. Na dodatek, jeśli wraca się z roboty o godzinie 22.00, to nawet jeśli spojrzy się w górę, przed oczami staje mnóstwo okien. Okien Windows. A to już potrafi zniechęcić na maksa :)

    OdpowiedzUsuń