No, to hop na Marsa!

Czterdzieści lat minęło jak jeden dzień. Nie, nie, nie nucę teraz motywu z Czterdziestolatka, choć do kobiety pracującej, która żadnej pracy się nie boi, mam sentyment ogromny. Cztery dychy stuknęły właśnie od momentu postawienia ludzkiej nogi na nieludzkiej księżycowej ziemi. I pomyśleć, że ja urodziłam się dokładnie siedem lat później, ech (wszystkiego najlepszego, radości, szczęścia moc...).
Ten właśnie szmat czasu, który upłynął, stał się okazją do spotkania załogi Apollo 11 z prezydentem Obamą. Wszystkie media o tym trąbiły, nie mogę się więc nie odnieść i ja.
Panowie po kosmicznych przejściach przybyli do Baracka w komplecie, a intencją było powspominanie, jak to drzewiej bywało. Wspominki, choć się pojawiły, wyparte zostały przez patrzenie w przyszłość. Starsi panowie trzej zamiast skupiać się na zdarzeniach sprzed czterech dekad, niezwykle żwawo zaczęli domagać się wprowadzenia misji lotu załogowego na Marsa w fazę realizacji. Prezydent Obama w niezręcznej sytuacji się znalazł. Nie mógł powiedzieć kategorycznego "nie" (USA w kryzysie, a ci tu o Marsie! Ci mężczyźni faktycznie są z tej planety!), ale obiecać też niczego nie był w stanie (o tym, gdzie trafią pieniądze, decyduje wszak Kongres, nie prezydent).
Miejmy jednak nadzieję, że z uwagi na wigor, który byli astronauci okazali wcale spory, coś tam jednak w sprawie Marsa drgnie. Życzę sobie tego i już oczami wyobraźni widzę, jak w pewną lipcową noc wlepiam oczy w monitor i z emocji zżeram pazury, kiedy ktoś we wdzianku a la Michelin stawia stopę na Czerwonej Planecie i mówi znany tekst o wielkim kroku ludzkości. Dokładnie tak samo, jak moi rodzice wpatrywali się w czarno-biały, radziecki telewizor u sąsiada (sami jeszcze nie mieli) latem roku 1969.


Buzz Aldrin, Michael Collins i Neil Armstrong z prezydentem Barackiem Obamą. Źródło: NASA

4 komentarze :

  1. No to happy birthday! Wielu, wielu wpisów jeszcze... :) Co do planów Obamy i NASA, to właśnie przeczytałem, że nowy szef tej ostatniej jest gorącym zwolennikiem podróży na Marsa, pomijając Księżyc (bo po co tracić czas i kasę). Link: http://wyborcza.pl/1,75476,6847579,Nowy_szef_NASA_chce_na_Marsa__podboj_Ksiezyca_odwolany_.html Mam nadzieję, że to nie tylko dziennikarskie domysły i że ta opcja zwycięży.
    Pozdrawiam Solenizantkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za życzenia :)
    Trzymam kciuki za nowego szefa NASA :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Loooo, najlepszego:)
    Ale jak spojrzalem na trzech starszych panow, to przypomnialem sobie jakis mlodziezowy teleturniej z poczatku lat 80tych, gdy na pytanie o to, kto pierwszy byl na Ksiezycu koles odpowiedzial ze Neil Armstrong, a prowadzacy poprawil go, ze nie Neil a Louis i po chwili wahania jednal zaliczyl odpowiedz. Jakiej ja wtdedy k...wicy dostalem:8

    OdpowiedzUsuń
  4. Tych Armstrongów u nich jak u nas Kowalskich i Nowaków. Mylą się wszyscy i każdemu. Ale i tak błąd prowadzącego z gatunku wielbłądów :)

    OdpowiedzUsuń