Głodujący pępek świata

Nie ma to jak znajdować się w centrum - błyskają flesze, fotoreporterzy rozdeptują się nawzajem, by tylko zdobyć twoje spojrzenie (nie mówiąc o autografie), pisze o tobie wszystko, co można wydać drukiem. Centrum w sensie politycznym też ma nieźle. Smoli do niego cholewki tak lewica, jak i prawica, i można naprawdę konkretnie zapełnić koryto wzamian na rozważenie propozycji współpracy (a i tak zawsze można wypiąć cztery litery i przychylić się do drugiej strony).
Co innego jednak, gdy się jest w centrum galaktyki...

Centrum Drogi Mlecznej (zdjęcie obejmuje obszar o średnicy 900 lat świetlnych) w obiektywie teleskopu Spitzera omiatającego przestrzeń w podczerwieni. Źródło: NASA

Centrum naszej Drogi Mlecznej znajduje się w gwiazdozbiorze Strzelca i ogólnie rzecz biorąc nie ma co pałać chęcią się tam znalezienia. Dlaczego? Dlatego, że wisienką na torcie czy też kropką nad i jest supermasywna czarna dziura. Brr... Jej masa oceniana jest na ponad 3 miliony mas Słońca. Prawdziwa dziura-gigant. Jej oddziaływanie grawitacyjne jest tak silne, że jedna z najbliżej położonych gwiazd, olbrzym siedem razy cięższy od naszej Gwiazdy, pędzi przez przestrzeń z prędkością 5000 km/s. Kosmiczny odpowiednik Kubicy. Obiekt ten o mało wdzięcznej nazwie S2 na obiegnięcie dookoła pępka naszego świata potrzebuje trochę ponad 15 lat. To niezwykle mało, w związku z czym gwiazda może liczyć na stałe zainteresowanie wianuszka uczonych, ponieważ dzięki niej będzie można zdobyć nowe informacje na temat samej dziury. To mniej więcej tak jakby jakiś mężczyzna był z jakąś kobietą tylko dlatego, że ma chrapkę na jej koleżankę. Co się dzieje w tym kosmosie...
Ad rem. Sama czarna dziura utożsamiana z radioźródłem promieniowania Sigittarius A (sigittarius to po łacinie strzelec) promieniuje zaskakująco słabo. O wiele słabiej niż można by się było tego po niej spodziewać. I znów analogia do naszej rzeczywistości: wiemy, że Kubicę stać na podium, a on uparcie dociera na metę szesnasty. Ale ad rem, ad rem, do jasnej ciasnej, bo mi się notka rozłazi na boki jak gaz po wybuchu supernowej.
Czarna dziura bardziej promieniować by mogła, gdyby więcej materii pożerała. To obiekt pełniący rolę kosmicznego "pasożyta". Ściąga ku sobie wszystko, co znajduje się w jego pobliżu. Gaz ulatujący z powoli pożeranych gwiazd rozpędza się i jonizuje, czyli zmienia w plazmę. Skoro się rozpędza, to i jego temperatura drastycznie wzrasta. A skoro wzrasta temperatura, to i moc promieniowania. Dlaczego więc tajemniczy Sigittarius A promieniuje słabo? Odpowiedź jest prosta: bo nie ma co jeść. W najbliższym otoczeniu "jądra" Drogi Mlecznej jest prawdziwe jądro ciemności. Coś tam tej biednej czarnej dziurze skapnie z materii gwiezdnej, ale w porównaniu do innych galaktyk to prawdziwa nędza.

Radiowy obraz środka Drogi Mlecznej. Jasne łuki to plazma wpadająca do czarnej dziury (jasna plama), poruszająca się wzdłuż linii pola magnetycznego. Źródło

Dlaczego czarna dziura ma przymusową dietę? Wygląda na to, że z jej okolic materię po prostu wywiało. To znaczy sama nie wywędrowała, ale jeden lub kilka wybuchów supernowej mogły poczynić obserwowane dzisiaj spustoszenie. Na domiar złego nie ma co się spodziewać zmiany sytuacji.
Bycie pępkiem świata, jak widać, nie zawsze popłaca. Z czarną dziurą w centrum Drogi Mlecznej jest jak z gwiazdą showbiznesu (na przykład Madonną, która to zawitała na nasze skromne progi i pokaże nam na scenie dopracowany do najmniejszych szczegółów aerobik), która pomimo stałego zainteresowania swoją osobą zarabia pensję minimalną. Czy może być gorzej?

0 komentarze :

Prześlij komentarz