I po inwazji...

I jak? Dobrze było? Nie, nie o seks chodzi oczywiście, tylko o Perseidy. We Wrocławiu jedyne, co spadało, to krople deszczu, tym intensywniejsze, im bliżej domu byłam.
A jechałam ja sobie z roboty samochodem. Deszcz przeklinałam w dwójnasób z racji felernych wycieraczek, których działanie sprawiało, że na tym samym pasie ruchu utrzymywałam się jedynie dzięki sile kobiecej intuicji.
A miało być tak pięknie. Kundel zwarty i gotowy czekał w drzwiach i włączył merdanie, jak tylko nacisnęłam klamkę. Ostentacyjnie przestępując z nogi na nogę dał znać, że pęcherz ma wypełniony po brzegi. Pierwotny plan był taki, żeby zabrać zwierzę, ustawić się w miarę ciemnym miejscu (o co koło mnie jednak trudno), zadrzeć łeb w górę i włączyć opcję kontemplacji i zachwytu nad światem. Zamiast tego przestawiłam się na przyspieszony tryb odlania psa, a jedyne, co na mnie łypało - i to wcale nie romantycznie - to kogut pogotowia gazowego, które raczyło się zainstalować przy najbliższej kamienicy.
Słowem klęska i Perseidom mówimy dobranoc do następnego roku (no, coś tam jeszcze nam skapnie w najbliższym czasie, ale to już nie to samo...).
A jak wasz dorobek obserwacyjny?

5 komentarze :

  1. 0, słownie zero "slozów". W Krakowie co prawda nie padało już od 18-tej, ale chmur też nie brakowało. Jedyne co dostrzegałem to Kasjopeę i czasami Capellę. No i wyjątkowo wkurzający Księżyc, który nie ułatwiał sprawy. Do siego roku!

    OdpowiedzUsuń
  2. W Wawie niebo było czyste... ale najwyraźniej miejskie oświetlenie przeszkadzało na tyle, że żadnego meteoru nie zobaczyłam. Pocieszam się, że kiedy miałam bodaj 16 lat, bardzo efektownie się naoglądałam Perseid.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi udało się ujrzeć 2 (słownie: dwie) perseidki, z czego jednej nie jestem pewien. Nie ma co ukrywać, liczyłem na znacznie więcej... :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdążyłam zobaczyć tylko dwie zanim niebo zasłoniły wszechobecne chmury. ;/ Teraz już wyczekuje następnego roku.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja byłam w tym czasie na obozie astronomicznym i pół nocy leżałam do góry brzuchem na polance, z dala od jakiejkolwiek cywilizacji i się naoglądałam Perseid... Ach, pięknie było :)

    OdpowiedzUsuń