Najedzona czarna dziura, czyli czego brak naszej Galaktyce

Ach, NASA jest po prostu wspaniałą inspiracją pisarską oprócz tego, że wspaniałą agencją kosmiczną. Jakiś czas temu jako zdjęcie dnia została wytypowana taka oto fota:



Piękności, piękności - jakby powiedziała moja sąsiadka, dla której jednakowoż gwiazdy zaczynają się na Kasi Cichopek a kończą na Marcinie Hakielu. To, co tutaj mamy, to również gwiazdy zebrane do kupy w postaci galaktyki NGC 1097. Jest to galaktyka spiralna z poprzeczką (poprzeczka - miodzio, widoczna po prostu cudnie) - zupełnie jak nasza - i tak samo jak Droga Mleczna posiadająca w swoim centrum gigantyczną czarną dziurę. O ile jednak nasza domowa czarna dziura jest na przymusowej diecie odchudzającej z racji nieobecności w swoim pobliżu gwiazd, którym materię mogłaby podkradać, o tyle dziura w NGC 1097 może przebierać jak w ulęgałkach. To, co na zdjęciu jest widoczne jako jasny pierścień, to właśnie, mówiąc brzydko, gwiezdne żarcie. Pasza. Karma. I co tu się dziwić, że jest sto razy bardziej masywna niż czarna dziura z naszego własnego podwórka? Oczywiście większa była już na starcie, ale tak czy inaczej głód jej w oczy  nie zajrzy.
Zdjęcie zrobiono za pomocą teleskopu Spitzera, czyli w podczerwieni.

0 komentarze :

Prześlij komentarz