Hełm Thora tuż przed tragedią

Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze mieszkałam na drugim końcu Wrocławia i byłam szczęśliwą posiadaczką kablówki, a na dodatek miałam czas ją oglądać, zachwycałam się "serialem" Tuż przed tragedią. To była seria programów na kanale Discovery rozbierająca na czynniki pierwsze spektakularne katastrofy bez względu na ich naturę, od lotniczych po budowlane. Akcja zaczynała się zawsze widokiem pobojowiska post factum, a potem widz cofał się w czasie do kilku ostatnich minut przed nieszczęśliwym zdarzeniem i z emocji żarł pazury, bo zawsze okazywało się, że wystarczyła banalna pierdoła (typu niedokręcona śrubka), by uniknąć tego, co jednak okazało się nieuniknione.
Dzisiaj więc w O obrotach... takie kosmiczne Tuż przed tragedią. Zagłada nastąpi na sto procent i nic nie jest w stanie tego zmienić. To tylko kwestia czasu. Możemy, jak widz kanału Discovery, obserwować ostatnie minuty życia supergorącej gwiazdy Wolfa-Rayeta oznaczonej jako WR7 (HD 56925), znajdującej się w gwiazdozbiorze Wielkiego Psa, w centrum mgławicy emisyjnej NGC 2359, zwanej także Hełmem Thora.

Hełm Thora - proszę spojrzeć na te iście wikingowskie rogi. Źródło: NASA

Gwiazdy Wolfa-Rayeta to obiekty o najwyższej znanej temperaturze powierzchni, dochodzącej do 100 000 K. Oczywiście ponad powierzchnią gwiazdy rozgrzana plazma, jak w przypadku Słońca, może sięgać milionów K, ale tu chodzi o powierzchnię. "Wolfy-Rayety" mają też największą jasność absolutną, rzędu -4m do -8m. A w astronomii jest tak, że im bardziej ujemna jasność, tym w rzeczywistości większa. Ot, taki paradoks mający genezę w pomysłach starożytnych miłośników nieba. Gwiazdy W-R średnicą nie rzucają na kolana, są około dwukrotnei większe niż nasze Słońce, jednak w tej przestrzeni upakowana jest masa 10-20 Słońc. Są niezwykle niestabilne i co rusz wyrzucają w przestrzeń część swojej materii, co sprawia z kolei, że otoczone są mgławicami, które same wytworzyły.
Gwiazda wewnątrz Hełmu Thora jest takim olbrzymem, który prawdopodobnie stoi tuż u progu wybuchu supernowej. Od 1785 roku, kiedy to mgławica została odkryta przez Williama Hershela, nic się nie wydarzyło, więc ja zacieram ręce. Wielki Pies jest na szczęście widoczny w polskich szerokościach geograficznych, normalnie więc zaczynam rozkładać leżaczek. Wybuch może oczywiście nastąpić jeszcze dzisiaj, już jutro, albo za trzysta lub tysiąc lat. Mój idol z lat dziecięcych, Kubuś Puchatek powiedziałby w tym momencie tak: z kosmicznymi katastrofami nigdy nic nie wiadomo. Nigdy ich nie ma, dopóki się nie pojawią.

2 komentarze :

  1. Tutaj znajdziesz zdjęcie tego obiektu w wykonaniu amatora - jak widać nie tylko NASA potrafi! :)

    Swoją drogą ciekawy template wrzuciłaś na bloga :]

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie bardzo orientuję się w krzaczkach, które ten amator zostawił opisując swój sprzęt, ale założę się, że był on DROGI :)
    Dziękuję :) Marzył mi się taki trzyczęściowy, ale niestety żadnego interesującego nie znalazłam (znaczy się były oczywiście nawet bardzo interesujące, ale nie czarne lub mocno ciemne). Skoro ten jest w porzo, to OK :)

    OdpowiedzUsuń