Jak będzie wyglądał koniec świata?

Oj, nastąpi on, moi drodzy, nastąpi, nie ma się co łudzić. Pisana jest nam zagłada, czy nam się to podoba czy nie. Ale pomalutku. Nie taka już za chwileczkę, już za momencik, powiedzmy, że jest to sprawa bardziej odległa. Ale jest. Jest i każda upływająca sekunda zbliża nas do tego faktu. Dlaczego naszemu Wszechświatowi pisany jest koniec? Za wszystko odpowiedzialna jest jego budowa.


Nocą zadzieracie w górę głowy i co widzicie? Gwiazdy. Planety, mgławice i galaktyki - dodadzą właściciele lunet i teleskopów. To wszystko prawda. Jednak to, na co patrzycie, to zaledwie 4% zwykłej materii budującej Wszechświat. Co z resztą? 23% to ciemna materia składająca się z cząstek, której natury sami nie znamy (choć przypuszcza się, że nie są to cząstki tworzące atomy, czy raczej "antyatomy" w opozycji do tych "zwyczajnych"). 73% to ciemna energia. Motyla noga, ciemność widzę, ciemność! Nasz problem polega na tym, że te widzialne 4% ma na losy Wszechświata wpływ znikomy. Jeśli przyrównamy czasoprzestrzeń do legendarnej kasztanki Marszałka, to w siodle siedzi i za lejce pociąga ciemna energia. Ciemna materia buduje konia, zaś my, czyli owe 4% stanowimy w najlepszym wypadku podkowy.
No, dobrze. Ciemna energia odpowiedzialna jest za popędzenie nas do galopu, czyli inaczej mówiąc jest winna coraz szybszemu rozszerzaniu się Wszechświata.

Tak mniej więcej nasz Wszechświat wygląda obecnie - wielka poszarpana wata cukrowa. Choć mnie on przypomina neurony i synapsy. Ot, fanaberia...

Jest więc tak, jak w Lokomotywie Tuwima: i biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej... Galaktyki oddalają się od siebie i oddalają. Co dalej? W pewnym momencie trach! Pękną powiązania grawitacyjne łączące Wszechświat w jakąś tam całość, a w ślad za nimi pójdą więzy elektromagnetyczne i jądrowe. Czy wiecie co nam jest pisane? Rozpad. Kompletny rozpad. Bardziej radykalny od tego "w proch się obrócisz".
Jak to będzie wyglądało? 60 mln lat przed końcem świata rozpadną się galaktyki. A Wszechświat nadal się rozszerza. Na trzy miesiące przed końcem rozpadną się układy planetarne. W następnych sekundach rozpadną się gwiazdy i planety, a w końcu pojedyncze atomy. Nicość widzę, nicość.
Kiedy, kiedy?! Spokojnie. Mamy jeszcze jakieś 20 mld lat. Zdążymy rozpętać niejedną wojnę jądrową i sprawić sobie zbiorowy pogrzeb znacznie szybciej, niż uczyni to reszta Wszechświata.
Możliwe też, że Wszechświat będzie rozszerzał się wolniej, niż myślimy, a tym samym nie dojdzie do kompletnego rozpadu. Według takiego scenariusza zimne planety będą krążyć wokół wygasłych gwiazd. Pozostaną tylko czarne karły, gwiazdy neutronowe i czarne dziury.
Brrr, rany boskie, aż idę po polar.
No, dobra. A tymczasem szykuje się mała przerwa w blogowaniu, bo właśnie pakuję torby i wyruszam ciut poniżej 36. równoleżnika. O, tutaj:

Tunezja

I, cholercia, zabraknie mi tych sześciu równoleżników, żeby zobaczyć Krzyż Południa!



3 komentarze :

  1. Sama sobie postawię komentarz, bo nie chcę marnować kolejnej notki :)
    Zrobiłam w końcu porządek w archiwum bloga. Część stałych czytelników wie,że "O obrotach" zostało przeniesione z bloxa na blogspot. I słusznie. siłą rzeczy wszystkie notki wcześniejsze niż z lutego 2009 (bo w lutym się przeniosłam) wylądowały właśnie w lutym 2009. Oczywiście rozpisywałam się wcześniej, bo od sierpnia 2008. No i teraz właśnie odkryłam, że można jednak zrobić z tym porządek, w związku z czym zrobiłam. Może prościej będzie wyszukać to i owo, bo oczywiście jest fizycznie niemożliwe (dla mnie), żebym w lutym 2009 napłodziła 74 notki, he he. Pozdrawiam wszystkich stałych bywalców i wracam do prasowania koszul, ech...

    OdpowiedzUsuń
  2. To jeszcze raz ja. Blog z bloxa z dniem dzisiejszym został ostatecznie usunięty. Istnieje więc odtąd tylko jedna wersja "O obrotach".

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie :) Przyjemności życzę! :D
    Zazdroszczę tego kawałka południowego nieba, który uraczysz ... ehh ;)

    OdpowiedzUsuń