Za momencik gwiezdna katastrofa!

Nie znacie dnia ani godziny. Bądźcie czujni, bo w każdej chwili może was zaskoczyć... eksplozja giganta - gwiazdy Eta Carinae.

Oddalona o 7500 tys. lat świetlnych od Ziemi olbrzymka, mimo że w skali kosmicznej jest jeszcze oseskiem (cóż to jest 3 miliony lat!), już zbliża się do kresu swoich dni. Eta Carinae jest bowiem jedną z największych znanych nam gwiazd w naszej Galaktyce. Jej masa 120 razy przekracza masę naszego Słońca. Z tej przyczyny w tempie iście kosmicznym spaliła dostępne jej paliwo wodorowe, helowe i obecnie pożera cięższe pierwiastki.
Spójrzcie na zdjęcie powyżej. Wygląda jak wielka wata cukrowa. To dlatego, że rocznie wyrzuca w przestrzeń kosmiczną materię o masie równej Jowiszowi. Od czasu do czasu zdarza jej się także większy wybuch, jakby zwiastun katastrofy. Ostatni taki miał miejsce w latach 40. XIX wieku. Wtedy Eta Carinae wypluła z siebie materię o masie kilkudziesięciu Słońc. Materia z prędkością 700 km/s uciekła w przestrzeń. Na pewien czas gwiazda bardzo pojaśniała i była druga po Syriuszu, najjaśniejszej gwieździe nieba!
To preludium katastrofy. W chwili wybuchu - bo Eta Carinae na pewno zakończy żywot w wybuchu supernowej - jej jasność będzie konkurowała z księżycem w pełni. Zacieram ręce i przestępuje z nogi na nogę. To znaczy zacierać sobie mogę, o ile wyjadę w południowe rejony naszej planety, bo z terenu Polski niestabilna olbrzymka nie jest niestety widoczna.

"Kokon" Eta Carinae z oddali

Eta Carinae ma towarzyszkę okrążającą ją w czasie 5.5 roku. Towarzyszka też nie należy do najmniejszych. Jej masa równa się 30-60 masom słonecznym, również zatem zaliczamy ją do nadolbrzymów. Pytanie, czy przetrzyma wybuch. Nawet jeśli, to znajduje się zbyt blisko (dziesięciokrotna odległość Ziemi od Słońca), by eksplozja nie zostawiła na niej śladu. Prawdopodobnie powiązanie grawitacyjne obu gwiazd ulegnie rozerwaniu i siostra Eta Carinae powędruje w przestrzeń kosmiczną. Umieranie naszej pewnej kandydatki na supernową zapowiada się samotnie. Samotna czarna dziura. Brrr...

0 komentarze :

Prześlij komentarz