Supernowa gwiazdka pana Keplera

Dawno, dawno temu w naszej Galaktyce żył sobie człowiek, który dla wielu mu współczesnych miał nierówno pod sufitem. Współcześni oczywiście nie wiedzieli, że problem zaczyna się wtedy, gdy mamy równo, a gdy są nierówności, czyli zwoje mózgowe, jest wszystko w porządku. W każdym razie człowiek był dziwny, bo każdy jest dziwny, kto nie jest taki jak my i w jakiś sposób wybija się z tłumu. A z tłumy wybijał się pan Kepler - bo o nim mowa - za sprawą nieustannego patrzenia w niebo.
W 1604 roku wypatrzył więc gwiazdę, która nagle pojawiła się na nieboskłonie. Obserwował ją wytrwale przez dwa lata jej widoczności gołym okiem, a więc do roku 1606. W najjaśniejszym momencie gwiazda osiągnęła -2,5 m wielkości gwiazdowej, a zatem biła na głowę wszystko z wyjątkiem Wenus, Księżyca i Słońca. Było na co popatrzeć.
Gdyby pan Kepler dysponował teleskopem Hubbla lub teleskopem Chandra, to idę o zakład, że zczezłby marnie nie jedząc i nie pijąc, ze wzrokiem utkwionym w okular przez 24 godziny na dobę. Dlaczego? Bo zobaczyłby coś takiego:


Zdjęcie pozostałości po supernowej Keplera wykonane w różnych zakresach promieniowania.

Niemiecki astronom nie zdawał sobie sprawy, jak ciekawe zjawisko obserwuje. Nie tylko dlatego, że mamy do czynienia z supernową, ostatnią, jaka wybuchła w naszej Galaktyce, ale też dlatego, że jest to supernowa, która nie poddaje się klasyfikacji.
Gwiazd wybuchających znamy dwa typy. Pierwszy to supermasywne olbrzymy i nadolbrzymy, których jądro zapada się wskutek kolapsu grawitacyjnego i wybucha. Drugi typ to biały karzeł, który bytuje w ciasnej parze z drugą gwiazdą, której nieustannie podbiera materię (o tym typie gwiazd pisałam tutaj). Kiedy przekroczy masę krytyczną, ryp!, dochodzi do wybuchu. Problem z supernową Keplera polega na tym, że nie da się jej zaliczyć z czystym sumieniem do któregoś z tych typów, ponieważ zawiera cechy obydwu. Nie wiadomo więc, czy eksplodowała masywna pojedyncza gwiazda, czy biały mikrus, który kojfnął z przejedzenia.


SN 1604 widziana teleskopem Chandra.

Czyli tak, moi drodzy: 1604 rok i od tego czasu posucha. A to oznacza, że nie znamy dnia ani godziny i w każdej chwili jakaś gwiazda może spektakularnie pójść w cholerę. Czego sobie i wam życzę.

0 komentarze :

Prześlij komentarz