Co ma bagietka do zagłady Wszechświata?

W życiu bym się nie spodziewała, że coś tak przesiąkniętego codziennością śniadaniową jak bagietka jest w stanie zadecydować o najnowszych osiągnięciach nauki światowej. Właściwie za jej przyczyną osiągnięć tych było brak. Niedociągnięć za to sporo.
Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami (no, może nie siedmioma, ale za Dunajem na pewno), hen daleko w Szwajcarii zbudowano niedawno, niedawno temu zderzacz hadronów. W zderzacz ten patrzono jak w obrazek i wyczekiwano spektakularnych efektów z takim napięciem, jak wierni w Sokółce na powtórkę z cudu. Badać miano za jego pomocą, mówiąc skrótowo, cząstki elementarne, a poszerzenie wiedzy o nich miało przybliżyć ludzkość do wyjaśnienia, jakie były prawdziwe początki Wszechświata.
I co? No i już, już miał ruszyć (nagle gwizd, nagle świst, para buch, koła w ruch), kiedy nastąpiło wielkie ryp! i wszystko poszło w cholerę. Sporo czasu zajęło szukanie winnego. I właśnie na dniach okazało się, że sprawcą tego niecnego sabotażu był osobnik z rodzaju ptak, gatunku niewiadomego. Tenże kolega zeżarł był gdzieś bagietkę i trochę tej bagietki chciał sobie chyba zachować na później, bo leciał, niosąc ją w dziobie. I ona mu z tego nieszczęśliwego ryja wypadła. Właśnie jak przelatywał nad systemem chłodzącym zderzacza hadronów!
No i powiedzcie, czy Opatrzność nie wtykała tutaj przypadkiem swoich palców? Może chciała ostudzić zapał naukowców do stwarzania mikroskopijnych czarnych dziur? Może badania doprowadziłyby Ziemię do, eufemistycznie mówiąc, jednego wielkiego goodbye? Nie wiem. Na Opatrzności znam się jeszcze słabiej niż na hadronach i głosu zabierać nie będę. Wiem jedno: bagietki lubię i lubić ich nie przestanę.

0 komentarze :

Prześlij komentarz