Adio, neutrino!

2012 - mówi wam coś ta data? Spokojnie, zdążymy z mistrzostwami, nie o tym chciałam pisać. 2012 rok to data graniczna istnienia świata, życia, planety czy jak to zwał. Według Majów. Majowie swój kalendarz zatrzymali właśnie na roku 2012. Nie powiedzieli, w jaki sposób ma nastąpić zagłada, ale wspomnieli coś o przyczynie. Przyczyny należałoby się upatrywać w Słońcu (bez wnikania w szczegóły) oraz w fatalnej koniunkcji planet, która się zdarza raz na 640 tysięcy lat. Pomijam pytanie, dlaczego nie trafił nas szlag wcześniej, skoro planety w tej konfiguracji znalazły się już kilkakrotnie. Może Słońce coś nie teges?
Dlaczego to piszę? Ano jestem świeżutko po obejrzeniu filmu 2012, który z grubsza rzecz biorąc opowiada o tym, jak nasz świat idzie w diabły. Efekty specjalne są imponujące i wszystko trafia szlag w sposób naprawdę widowiskowy, oka nie można oderwać. Gorzej z fabułą. To znaczy nawet nie z fabułą jako taką, tylko z przyczyną wielkiego bum.
Przyczyną jest neutrino. Cóż to takiego? Neutrino to cząstka elementarna należąca do leptonów o niemal zerowej masie i zupełnie zerowym ładunku elektrycznym. Takie sprytne to bydlę jest, tak przenikliwe, że obiekty rozmiaru planety, nie stanowią dla niego żadnej przeszkody. Przechodzą przez Ziemię jak przez powietrze, bo już nawet nie jak przez masło. Jakby jej nie było. Przez każdego z nas w każdej sekundzie przewala się 50 bilionów neutrin.


Specjalna "komora", czyli detektor, albo inaczej teleskop neutrinowy do wychwytywania neutrin.

Neutrino nie oddziałuje elektromagnetycznie, obce mu także oddziaływania silne. Pozostaje do bólu neutralne jak Szwajcaria. Skąd się biorą neutrina? Przede wszystkim ze Słońca, a w dalszej kolejności z innych gwiazd. Każda "normalna" gwiazda produkuje neutrina. Są również efektem oddziaływania promieni kosmicznych na górne warstwy naszej atmosfery (neutrina atmosferyczne).
Skoro jesteśmy im tak doskonale obojętni, to skąd tyle o nich wiemy? Zbudowaliśmy detektory neutrin. Są to spore pomieszczenia wypełnione wodą i otoczone fotowielaczami. Największy detektor znajduje się w Japonii. Pomieszczenie ma wysokość 40 metrów, mieści w sobie 32 tys. ton wody plus jeszcze 14 tysięcy ton jako osłona. W środku jest 11200 fotopowielaczy. Detektory budowane są głęboko pod ziemią, na głębokości około 2000 m lub w lodzie - na Antarktydzie, 1500-2000 metrów pod lodem. Ile z tych neutrin wyłapują detektory? Ilości symboliczne. Nie chcę skłamać, ale to są pojedyncze cząstki. Z 50 bilionów przepływających przez nas w każdej sekundzie niewiele zostaje, prawda?


Jeden z detektorów neutrin. Panowie pływają sobie w pontonie.

No dobra, ale w czym rzecz z tym rokiem 2012? Pomysł scenarzystów polega na tym, że mamy do czynienia z gigantyczną słoneczną protuberancją, największą w historii. Skutkiem tego Słońce rzygnęło w przestrzeń nienotowaną dotąd ilością neutrin. To możliwe. Natomiast neutrina nagle zbiesiły się i zamiast w sposób cywilizowany przejść przez naszą planetę, nagle zaczęły... reagować. Przejść - przeszły, ale doprowadziły ziemskie jądro do stanu wrzenia.
A to niestety możliwe nie jest. Neutrina nie będą reagować i nawet największy słoneczny katar i najbardziej nieszcześliwa konfiguracja planet tego nie zmienią. Wiadomo, że widz wszystko łyknie i, bądźmy szczerzy, nie szukamy przecież ściśle naukowych dociekań, tylko emocji i wrażeń, a tych jest cała masa. Tylko ten pomysł scenarzystów zepsuł mi całą przyjemność oglądania. Dobiła mnie już kompletnie postawa amerykańskiego prezydenta, tego filmowego oczywiście. Ale szczegóły przemilczę. Jeśli ktoś oglądał, ciekawe, czy mój pogląd podzieli.

6 komentarze :

  1. zewsząd i znikąd18 grudnia 2009 17:28

    Filmu nie oglądałam - nigdy nie oglądam horrorów ani filmów katastroficznych, żeby nie umrzeć z przerażenia. Ale mogę szczerze powiedzieć: nie rozumiem takich filmów, a już zwłaszcza tego całego szumu wokół 2012 roku - dokładniej jest dla mnie niepojęta mentalność ludzi, którym zdaje się sprawiać przyjemność myśl o końcu świata. Ja w niego nie wierzę - nawet nie pozwoliłabym sobie w to wierzyć (za to idea 2012 r. jako globalnego przełomu duchowego - proszę bardzo, tego potrzeba) - ale jak taka myśl może być czymś innym niż przerażeniem, zmuszającym właśnie do wyparcia, powiedzenia: nie, nie będę w to wierzyć; skąd się biorą ludzie, którzy lubią takie potworności i jeszcze lubią straszyć innych?

    OdpowiedzUsuń
  2. Spokojnie, jeśli nie wykończą nas oddziaływania słabe (neutrina) to zostają jeszcze grawitacja, elektromagnetyzm i oddziaływania silne. Na pewno któreś doprowadzą kiedyś do zagłady Ziemi, ale żeby w roku 2012? Nie, niemożliwe. A to dlatego, że już teraz mamy coś około roku 2020. A wszystko przez niedouczonego mnicha, który na zlecenie papieża opracowywał nowy kalendarz (gregoriański), na podstawie starego (juliański) który też zawierał błędy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokładnie, jesteśmy kilka lat do tyłu.
    Jestem przekonana, że trafi nas szlag prędzej czy później, ale nie za sprawą konfiguracji planet, ale za sprawą samego człowieka. Pewnie się wytrujemy, albo jakiś Hitler XXII wieku odpali ładunek jądrowy w kierunku swojego równie zapiekłego antagonisty i wio. A jeśli i to się nie stanie, to mamy jeszcze jakieś 4,5 miliarda lat przed sobą. Wtedy koniec będzie już nieodwołalny.
    A film swoją drogą wciska w fotel nie za sprawą fabuły (która jest do bólu amerykańska), ale za sprawą efektów specjalnych. Takiej rozpierduchy jeszcze w kinie nie było :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety dopatrzyłem się straszliwego, naprawdę okropnego błędu. Otóż...:Szwajcaria nie jest aż tak neutralna, skoro aresztowała pewnego znanego reżysera

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale aresztowano go za seks z trzynastolatką. A neutralność dotyczy działań wojennych :)

    OdpowiedzUsuń
  6. 2012 rok i koniec czegoś?
    ...A czas sobie płynie powolnym tik-tak...(wstęp do audycji "Powtórka z rozrywki pr.IIIPR) Kto pamięta?
    No wiec mamy powtórkę z rozrywki. Koniec świata już był. Rok 1000 by pierwszym końcem ( o którym wiem), potem straszono nas wielokrotnie, czy to ustami proroków, czy tez szamanów z buszu. Kalendarz Majów się skończył na jakimś tam roku. A może dlatego ze konkwistadorzy ich wyrżnęli i nie miał kto dopisać dalszego ciągu. Mahabharata tez różne ciekawe rzeczy podaje. Dla zainteresowanych polecam. Proroctwa? macie moje - niedługo ktoś wygra dużo pieniędzy w lotto i co? zostanę okrzyknięty wielkim prorokiem za miesiąc? przecież tak będzie - ktoś wygra. Miasto w Pakistanie - Mohendżo-Daro, kto o nim wie? tam świat skończył się kilka tysięcy lat temu. Jerycho - tam tez świat się skończył. Mieszkańcy Hiroszimy i Nagasaki - dla nich tez skończył się normalny świat. Tych końców można by tu mnożyć i mnożyć. Wreszcie, wg jakiego kalendarza mamy liczyć czas do końca świata? Bo o sposobach liczenia tez można długo...
    A czas sobie płynie powolnym tik-tak...

    OdpowiedzUsuń