A wszystko to Czarne Oko...

A wszystko te czarne oczy... - śpiewamy na rozmaitych weselach po jednym lub kilku głębszych. Właściwie to niezawodnym wskaźnikiem podchmielenia są Sokoły (hej, sokoły, omijajcie...). Jak już sokoły zaczynają omijać góry, lasy i doły, to znak, że towarzystwo mocno się rozluźniło. A zaraz za sokołami pojawiają się czarne oczy.
Czarne oczy od zarania dziejów były mroczne (z racji barwy), tajemnicze, rzucające urok i trzymające we władaniu. Na mnie urok rzuciła galaktyka M64 zwana - jakżeby inaczej - Czarnym Okiem.

Zdjęcie wykonane teleskopem Hubble'a. Źródło

Czarne Oko dzieli od nas odległość 19 milionów lat świetlnych. Co nie przeszkadza temu, że nawet z tej odległości pozostaje zachwycające. Ponieważ ma jasność 8.8m właściciele lunet mogą się pokusić o odnalezienie jej na nieboskłonie. Należy obrać kierunek na Warkocz Bereniki. Czarne Oko jest przykładem galaktyki spiralnej o bardzo rozwiniętych, masywnych ramionach i małym jądrze - czyli typu Sc. Wbrew temu, co może sugerować zdjęcie, posiada stosunkowo mało materii międzygwiezdnej. A sprawia wrażenie, jakby z nadmiarem ciemnego pyłu nie mogła sobie poradzić, prawda? Pozory mylą. To tak samo jak z przesympatycznym partnerem do tańca poznanym gdzieś w środku wesela. Za dnia prezentuje się zupełnie inaczej. Zwłaszcza jeśli się go znajdzie w swoim własnym łóżku :-)

0 komentarze :

Prześlij komentarz