Ziemia widziana z Marsa gołym okiem

Jeśli ktoś z was ma psa, jest znakomicie zmotywowany do obserwacji nieba. Pies lać musi. Nie ma bata. Mróz, nie mróz, trzeba zwierzę wyprowadzić na się odlanie. W czasie takiego właśnie wieczornego zraszania śniegu (pies zraszał, nie ja oczywiście) mogłam podziwiać przepięknie świecącego Marsa. Łysy w pełni walił po oczach jak cholera, a nieco powyżej punkt o wyraźnie pomarańczowej barwie. 
Marsa z Ziemi rozpoznać nie problem. Podobną barwę ma chyba tylko Aldebaran, ale ten dla odmiany migocze jak dyskoteka. Wyobraźmy sobie jednak małą nieoczekiwaną zmianę miejsc. Jesteśmy na Marsie. I patrzymy w niebo. Gołym okiem, teleskopy precz. Jak widać Ziemię z powierzchni Marsa? Ano tak.


Zdjęcie niestety czarnobiałe, dlatego ciężko określić, czy ta mała kuleczka jest bardziej niebieska od pozostałych świecących punktów. Idę o zakład, że tak. Co ja bym dała, żeby tak stać na Marsie i gapić się w niebo. Ech, nie w tym wcieleniu...

2 komentarze :

  1. Naprawdę niesamowite. Jeśli tak naprawdę ktoś jest w stanie oglądać to zdjęcie i nie zapatrzeć się na nie (albo przenieść wzrok za okno), to znaczy, że nie do końca rozumie co ogląda.

    Jestem pod nieustającym wrażeniem tylko 2 rzeczy:
    wielkości kosmosu i ludzkiej głupoty na codzień. :)

    Pozdrawiam
    stały czytelnik

    OdpowiedzUsuń
  2. He, he, Eistein mawiał ponoć, że dwie rzeczy są bezkresne: głupota ludzka i wszechświat, przy czym tego drugiego nie jest do końca pewien :)

    OdpowiedzUsuń