Duje wiatyr słoneczny

Duje wiatyr, duje. Hen, na hali wieje konkretnie, ale na nizinach też zapiernicza. Jakieś 80 km/h właśnie zaliczamy. Noooo, przyzwoicie, nie można się wstydzić. Prędkość osiągana przez cząsteczki powietrza rozpędzone za sprawą różnicy ciśnień to jednak pikuś w porównaniu z cząsteczkami wiatru słonecznego. Dują protony i elektrony, dują i lepiej żeby nasza swojska mieszanina azotu i tlenu nie brała z nich przykładu.


W ciągu jednej sekundy Słońce wypluwa z siebie miliard kilogramów materii. Ta materia - można by było kolokwialnie powiedzieć - idzie w diabły, gdyby nie szła akurat w naszym kierunku. Chociaż stop, wróć, znów stawiamy się w pozycji szczególnie połechtanych przez los. Cząsteczki wiatru słonecznego (czyli ta uciekająca materia) rozchodzą się koncentrycznie. Przynajmniej na starcie mają taki zamiar, bo w praktyce wychodzi to tak, że wiatr słoneczny jest, hmm, modyfikowany przez wiatr galaktyczny (czyli cząsteczki pochodzące od innych gwiazd), czyli w rezultacie nie mamy wietrznej sfery ze Słońcem w środku, tylko wietrzne jajo.
No dobra, ale co z tym duciem. Ano panocku, kiedy te protoniska i elektroniska do mateczki Ziemi docierają, pędzą sobie z prędkością między 200 a blisko 900 km/s. Średnio 450 km/s. Uch, halny wysiada.
Materia ucieka ze Słońca cały czas, ale taki zwiększony - pardon le mot - rzyg zdarza się podczas protuberancji, czyli słonecznych wybuchów, a intensywność jest ściśle związana z 11-letnim okresem słonecznej aktywności. Co 11 lat Słońce zaczyna do plucia dużo bardziej się przykładać.
I co my na to? Co na to NATO - zaśpiewałoby Pogodno. Wiatr słoneczny wpływa na pole magnetyczne Ziemi. Kształtuje je w coś w rodzaju jaja. Jajo jest spłaszczone (czyli ma tzw. dupkę) od strony Słońca właśnie.


Jeśli protuberancja zdarzyła się naprawdę potężna, wiatr słoneczny jest w stanie zakłócić działanie aparatury naziemnej, tak jak to miało miejsce kilka lat temu w Kanadzie. Jest w stanie również wywołać zorze polarne w takich szerokościach geograficznych, gdzie się ich zazwyczaj nie ogląda. Czyli na terytorium Polski powiedzmy. Bo wiadomo, że zorze zarezerwowane są dla terenów okołobiegunowych, przy czym mam na myśli oba nasze bieguny. I szkoda, że na co dzień nie możemy oglądać takich oto widoków:


Przynajmniej nie możemy bez ryzykowania jakichś awarii sieci energetycznej na skalę krajową. Chwila przyjemności, z której moglibyśmy się przez dłuższy czas nie podnieść (znając polskie realia).
Duje więc nam, duje zwykły wiatyr, wygina i łamie drzewa (nikomu nie życzę). A po efekty wiania wiatru slonecznego serdecznie zapraszamy do Norwegii, Finlandii i innej Szwecji.

0 komentarze :

Prześlij komentarz