Halo, poproszę z panem z planety X

Wiecie, czym jest SETI? Nie wiecie? Jak to nie wiecie? SETI (Search for Extra Terrestrial Intelligence) to jedyna na Ziemi instytucja, która zajmuje się przeszukiwaniem kosmosu pod kątem odnalezienia pozaziemskich cywilizacji. Tylko Amerykanie mogli wpaść na coś takiego - ktoś westchnie. A tak, tylko Amerykanie wpadli. Niestety tylko Amerykanie. Bo gdyby do gry włączyli się Europejczycy lub inni Japończycy, to kto wie, może szlachetna rywalizacja zaowocowałaby płodnością koncepcji i rozwiązań technicznych. One z kolei, jeśli nie doprowadziłyby do odkrycia innych inteligentnych istot żywych (my jesteśmy ci pierwsi inteligentni, ech...), to być może przynajmniej znacznie przybliżyłyby nas do celu.
Tymczasem jest tak, że SETI sobie działa i wystarcza im zaledwie 4 mln dolarów rocznie (średniej wielkości bank w Polsce przeznacza na koszty pracy i utrzymanie instytucji więcej), a mało kto traktuje ich poważnie. Wszystko by się oczywiście zmieniło, gdyby nagle nawiązano kontakt, ale przy takim podejściu do sprawy, jeśli w ogóle to nastąpi, to pewnie nie za naszej kadencji na tym padole.
W przedostatnim numerze Wprost natrafiłam na wywiad ze Sethem Shostakiem, głównym astronomem SETI.


Dziennikarz (zabijcie, nie pamiętam kto) postawił pytanie, czy Shostak rzeczywiście wierzy w powodzenie swojego przedsięwzięcia, inaczej mówiąc w odnalezienie cywilizacji pozaziemskiej. Odpowiedział mniej więcej coś takiego: gdybyśmy mieli być w całym Wszechświecie sami, to oznaczałoby to, że jesteśmy jakimś niesamowitym cudem. A jemu nie wydaje się, że można nas za takowy uważać. Przyjmuje, że bardziej prawdopodobne jest to, że ktoś tam jeszcze oprócz nas istnieje, niż to, że jesteśmy sami.

Zgadzam się z nim. Jeśliby wprząc to wszystko w warstwę religijną - bo dlaczego by nie? - to można powiedzieć tak: Bóg jest miłością - tak wierzymy. Dlaczego więc owa Miłość miałaby się ograniczyć do stworzenia tylko i wyłącznie nas w całym gąszczu galaktyk? To tak jak z rodzicami - często chcą mieć więcej niż jedno dziecko, bo jedno im nie wystarczy. Jeśli więc upiecze się nam i po śmierci trafimy do nieba, to możemy się nieźle zdziwić, zobaczywszy tam przeróżne gatunki inteligentnych istot. Dlaczego nie? Ja w takie niebo wierzę.

To może lepiej zaprzestać poszukiwań, skoro mało kogo one obchodzą, a stosowane metody wydają się z epoki kamienia łupanego? Seht Shostak ma na to taką odpowiedź:

Poddać się? (...) Ja? Nie sądzę. No może powiedzmy, że jeśli nie znajdziemy niczego do 2050 r. i jeśli będę wtedy jeszcze wśród żywych, to będzie to jakaś data graniczna. Ale nawet wtedy powiem raczej, że prowadziliśmy badania niewłaściwie. Do tego czasu może się nieco zmienić nasza znajomość fizyki. Może się okazać, że postępujemy tak jak uczeni w latach 60. XIX w., którym wydawało się, że mogą porozumiewać się z Marsjanami za pomocą lamp naftowych i lusterek. Ale to nie znaczy, że mamy odpuścić. Zawsze można znaleźć wymówkę, żeby nie robić eksperymentu. Źródło
I tutaj narodził mi się w głowie śmieszny obraz. Różne inteligentne cywilizacje - powiedzmy nawet, że dziesiątki - przeszukują naszą Galaktykę, chcąc nawiązać kontakt z innymi inteligentnymi stworzeniami. Każda cywilizacja posługuje się inną metodą i w związku z tym każda jest przekonana, że istnieje tylko ona, bo nikt nie odpowiedział tym samym sygnałem. Tymczasem rzeczywiste sygnały przelatują im koło nosa niezauważone, bo przecież obcy powinni się odezwać tym samym sposobem, którym oni nadają.
No i powiedzcie, czyż to nie jest prawdopodobne?

4 komentarze :

  1. :-) :-) :-) Jak zwykle nieźle się rozbawiłem czytając bloga. Zaglądam tu od zeszłego lata i w sumie... nic mądrego nie mam do napisania oprócz tego, że to jeden z fajniejszych blogasków pod słoneczkiem:) Dziękuję za kapitalną robotę.

    AAA PS: ja nie wiem jak to jest, że wielu potrafi wypatrzeć na niebie Marsa, mnie się to nie udało. Wenus...wiadomo łatwo:) Cóż może wzrok mam nie taki, by boga wojny zobaczyć;(

    Raz jeszcze pozdrawiam - Jagvet

    OdpowiedzUsuń
  2. Mars jest teraz na niebie dość wysoko. Około 22.00 widać go na, hmm, południowym wschodzie, bardziej w stronę południowej strony nieba. Ale wysoko, trzeba zadrzeć łeb do góry. Jasny, wyraźnie pomarańczowy punkt, który nie mruga jak inne gwiazdy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha ujrzałem:) Chyba czas na teleskop:) PZDR Jagvet

    OdpowiedzUsuń
  4. No, to gratulacje! Skoro wziąłeś się za Marsa, to rozumiem, że Jowisz i Saturn wyśledzone? :)
    Z teleskopem Neptun będzie w Twoim zasięgu.

    OdpowiedzUsuń