Carina - mgławica emisyjna z diamentem

Gazowo-pyłowa pięknota, nieprawdaż?

Źródło: NASA

Ta przeurocza mgławica emisyjna to Mgławica Carina i jest odpowiednikiem wielgachnej i piersiastej blondyny. Żadna subtelna i wiotka mimoza. To prawdziwe "mgławiczyszcze", co się zowie. Jedna z największych i najjaśniejszych znanych nam mgławic. Rozciąga się na około 300 lat świetlnych. Prawdziwy potwór. Potwór zezuje ku nam z odległości 7500 lat świetlnych z gwiazdozbioru Kila. Tak jest, prawidłowo - w naszych szerokościach geograficznych niewidoczna. Jeśli jednak któryś z czytelników łapczywie pochłania niniejszą notkę, a jest przy okazji w RPA i katuje przewody słuchowe rykiem wuwuzeli, to może się pokusić o obserwacje. Tylko niech uważa, żeby mu nie podprowadzili sprzętu.
W Mgławicy Carina trwa bardzo żywiołowy proces gwiazdotwórczy. Ponieważ mgławica jest potężna, to powstające gwiazdy wprost proporcjonalne do wielkości swojej "mamusi". W środku mgławicy niedawno - jak na skalę kosmiczną - narodziły się nadolbrzymy o typie widmowym O3. To gwiazdy o ogromnych masach i wysokiej temperaturze powierzchni. Znakomite kandydatki na supernowe. Zaobserwowano też kilka gwiazd typu Wolffa-Rayeta (typ widmowy WN) to niezwykle gorące gwiazdy o temperaturze powierzchni dochodzącej do 100 tys K! Pełnią rolę bomb z opóźnionym zapłonem.
Jednak prawdziwym diamentem Cariny jest Eta Carinae, prawdopodobnie największa gwiazda, jaką znamy. Jej masę ocenia się na 100-150 mas Słońca, a moc promieniowania przekracza słoneczną 5 milionów razy i jest to wielkość wręcz niewyobrażalna. Kiedy w końcu pieprznie - a zrobi to z pewnością i to z wielkim hukiem - skutki eksplozji będą straszliwe. To jest powód, dla  którego cieszę się, że mgławica leży tak daleko od nas. Nie mielibyśmy najmniejszych szans. O Eta Carinae pisałam już wcześniej.


Zamieszczone powyżej zdjęcie mgławicy - nie da się ukryć, że mniej spektakularne niż to pierwsze - zostało zrobione w podczerwieni. Podczerwień jest w stanie przebić się przez zwały pyłu. Dzięki temu możemy oglądać te gigantyczne gwiezdne oseski. Młodziaki to najjaśniejsze gwiazdy na tym zdjęciu. Sama fota została zrobiona między 24 a 30 lipca 2009 roku. Czyli rok temu.
Niech tam sobie Mgławica Carina jest daleko od Ziemi, ale ja niezmiernie żałuję, że nie będzie mi dane oglądać spektakularnego wybuchu Eta Carinae. Po pierwsze dlatego, że nie wiadomo, kiedy nastąpi. Po drugie dlatego, że z naszych szerokości widoczny nie będzie, trzeba więc wybrać się daleko na południe. A do tego potrzebna jest kasa. W ilościach, których nie posiadam. Chociaż kto wie? Może za jakiś czas będę obrzydliwie bogata i zrobię sobie tour po wszystkich największych obserwatoriach na naszej planecie. Jeśli wtedy nadobrzym nie raczy spektakularnie skonać, to marny jego los.

0 komentarze :

Prześlij komentarz