Niebo letnie wieczorową porą

Już za chwileczkę, już za momencik Słońce wejdzie w znak Raka i oficjalnie zacznie się lato. Lato to świetny czas na obserwacje. Wieczorową porą wyłazimy gdzieś na jakąś górkę, rozkładamy kocyk, rozstawiamy lunetę, teleskop czy co tam mamy, przygotowujemy jakąś ściągę z gwiazdozbiorów i latarkę (nikt nie będzie ślepał po ciemku) i... zaczynamy. Wyobraźmy sobie, że jest jeszcze przyjemniej, niż sądzimy. Wieczorową porą towarzyszy nam brunet tudzież tajemniczy blondyn w czarnym bucie, dzierżąc w ręku lodówkę turystyczną, a w tej lodówce... Ach, skarby, skarbeńki! Bursztynowy napój z pianką, którego wystarczą dwa i jest spokój. 
Ech, i kto to widział, żeby matka-Polka, w dodatku znowu ciężarna myślała o piwie i blondynie dzierżącym lodówkę! Apage satanas, wracamy do gwiazdozbiorów.


Co prawda najwyrazistsze gwiazdozbiory odnajdziemy zimą, ale latem też jest na czym oko zawiesić. Przede wszystkim Trójkąt Letni, który tworzą trzy bardzo jasne gwiazdy: Wega w Lutni, Deneb w Łabędziu i Altair w Orle. Trójkąt po nie za długiej chwili odnajdzie każdy, nawet ten, kto po raz pierwszy patrzy w niebo. Ma charakterystyczną równoramienną sylwetkę i jest dość duży. Wega jest gwiazdą tak wysoko położoną, że na dobrą sprawę w naszych szerokościach geograficznych widoczna jest cały czas, ale latem znajduje się w pełnej krasie wysoko nad horyzontem. To właściwie mało powiedziane. Blisko zenitu.

Wega jest o tyle ciekawa, że stanowi naszą rezerwową Gwiazdę Polarną. Za kilka tysięcy lat zamieni się z nią miejscami (na skutek precesji osi ziemskiej) i z czystym sumieniem będą się mogli się na nią powoływać marynarze. W dodatku obraca się tak szybko wokół własnej osi, że jest spłaszczona jak jajko.


Gwiazdozbiór Łabędzia może poszczycić się przepięknym ramieniem Drogi Mlecznej, przebiegającym właśnie tamtędy. Gwiazdozbiór Lutni ma kształt średnio udanego rąbu i bywa często mylony z Małą Niedźwiedzicą. Ursa Minor jest mało wyrazista, w przeciwieństwie do Lutni właśnie.
Jeśli pociągniemy linię od Deneba do Wegi i przedłużymy ją dalej, trafimy na Herkulesa. Gwiazdozbiór ten przypomina biegnącego sportowca, który lada moment ma przeciąć linię mety.


Droga Mleczna w Łabędziu wykracza oczywiście poza ramy gwiazdozbioru i ciągnie się z zachodu na wschód. Na zachodzie bez zmian - gwiazdozbiór Skorpiona.

Niestety większa część gwiazdozbioru pozostaje niewidoczna w naszych szerokościach geograficznych. Mamy jednak szczęście - Antares, najjaśniejsza gwiazda konstelacji, pod koniec lata objawi swe oblicze. Warunek - oczy wpatrzone tuż ponad horyzontem, co oznacza, że horyzont musi być w miarę niezalesiony i wolny od miejskiego smogu.
Na wschodzie... Chińczycy trzymają się mocno, napisałby Wyspiański. Na wschodzie Drogi Mlecznej jest Strzelec. 


Gdybyśmy mieli niesamowitą moc spojrzenia i prześwidrowali Strzelca na wylot, to na tym wylocie dostrzeglibyśmy jądro naszej Galaktyki. Ale nie dostrzeżemy. Nie zobaczymy również galaktyk w Strzelcu, które nasza Droga Mleczna ma właśnie kaprys pożerać. Co jej się będzie takie małe i nieregularne pałętać u boku. Wyrwać chwasta.
Z wyrazistych, choć niewielkich gwiazdozbiorów, można wymienić jeszcze Delfina i Koronę Północną. Bez problemu znajdziemy jedno i drugie.


Delfin znajduje się na południe od Łabędzia, pomiędzy Orłem i Pegazem. Korona Północna jest między Wolarzem a Herkulesem. 

Każdy odnajdzie ją bez trudu. Nie zawiera interesujących obiektów, ale można oko nacieszyć kształtem.

Co zatem? Lunety w dłoń. Bez względu na obecność bądź też nie bruneta, blondyna i turystycznej lodówki (choć brak tego trzeciego boli najbardziej), możemy spędzić upojne chwile delektując się letnią aurą. Zaopatrzeni oczywiście, oprócz teleskopu, w Off czy inny specyfik przeciw komarom. Bo inaczej będzie jak w piosence z mojej młodości - lato, komary i nerwy.

0 komentarze :

Prześlij komentarz