Gdzie kończy się wszechświat?

Myślę, więc jestem - powiedział niegdyś Kartezjusz i zapewne się spodziewał, że jego słynna sentencja przetrwa po wiek wieków. O święta naiwności! Wystarczyło kilkaset lat, by zdanie kompletnie się zdezaktualizowało. W XXI wieku obowiązuje hasło "mam konto na Facebooku, więc jestem". A ponieważ ja ewidentnie ciągle istnieję, to wniosek z tego taki, że tam właśnie mam konto. A skoro mam konto, to i założyłam stronę blogową, by stało się jasne, że blog "O obrotach..." również nadal istnieje. Stronę znajdziemy o tutaj. Można więc mnie teraz lubić bądź nie lubić. Lepiej lubić. Nie, nie, to nie groźba! Jako zadzieciona samica potrafię być zdeterminowana, jednak nie względem fanów, he he :) Po prostu wtedy od razu będziecie wiedzieć, czy znowu coś udało mi się spłodzić, przy czym nie mam tu na myśli jednostek z gatunku homo sapiens.
Ad rem. Patrzyta sobie w te gwiazdy i patrzyta i zastanawiata się pewnikiem, gdzie to wszystko się kończy. Czy te gwiazdy to tak hen, hen, czy też raczej istnieje jakieś miejsce, które możemy określić peryferiami Wszechświata.
Ano istnieje. A skąd wiemy, gdzie te rogatki? Ano z przesunięcia ku czerwieni wiemy. A cóż to za przesunięcie i czy na pewno nie chodzi tutaj o poglądy lewicowe, ha? Ano nie chodzi. Każdy obiekt we Wszechświecie ma swoje widmo. Widmo to, jakby je ująć bardzo lamersko, z grubsza przypomina tęczę. Ma więc swój niebieski koniec i koniec czerwony. Różnie to z tą ilością czerwonego i niebieskiego jest. Jeśli przeważa to drugie, to znaczy, że obiekt przybliża się ku nam i tak jest na przykład z Mgławicą w Andromedzie, czyli przepiękną galaktyką, która zasuwa przez czasoprzestrzeń prosto na nas i przyszłe pokolenia będą uczestniczyć w spektakularnym bum. Jeśli przeważa czerwone, to obiekt się od nas oddala. Jeśli czerwonego jest bardzo dużo, to znaczy, że już jest bardzo daleko. A skoro jest bardzo daleko, to porusza się bardzo szybko.
I w końcu dochodzimy do granicy. Granica Wszechświata jest tam, gdzie obiekty poruszają się z prędkością światła (Wszechświat się w końcu cały czas rozszerza), albowiem nic nie jest w stanie poruszać się szybciej. Żaden z obserwowanych przez nas obiektów tak szybko nie zapieprza, ale to nie oznacza, że taki nie istnieje. Winne są raczej nasze ograniczone możliwości sprzętowe.
Najdalszymi znanymi obiektami są kwazary.

Jeden z kwazarów. Źródło

Kwazary to pierwotne galaktyki, których centrum stanowi gigantyczna czarna dziura. Bardzo żarłoczna. Dziura tak żre intensywnie, że powoduje, że materia opadająca na nią (duuuuużo materii) rozgrzewa się, przybiera postać plazmy i emituje potężne promieniowanie. Tak potężne, że my jesteśmy je w stanie zauważyć z odległości miliardów lat świetlnych. Najdalszym znanym kwazarem jest obiekt odkryty w 2007 roku mrugający do nas z odległości prawie 13 mld lat świetlnych. Ponieważ przyjmuje się, że niewiele wcześniej powstał ten cały świecący bajzel (13,6 mld lat temu), musi to oznaczać, że kwazar znajduje się na absolutnych rubieżach.
Czy odkryjemy coś jeszcze dalszego? Myślę, że jest to tylko kwestią czasu. I pieniędzy. Bo badania wymagają kasy. I szczęścia. Dlatego trzymam kciuki za Koreę Południową i Północną, żeby nie skoczyły sobie do gardeł. Bo jak skoczą i ktoś ten głupi przycisk jednak przyciśnie, to...

9 komentarze :

  1. Hej,

    miło, że piszesz mimo obowiązków. Trzymam kciuki!

    Stały czytelnik,

    p.s. nie mam konta na facebooku i....(i zniknąłem) ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za kolejny ciekawy wpis. Prosimy o więcej :)

    Aha, konto Twojej strony dodałem już do swojej fejsbukowej stronki (złożonej wczoraj). Znaczy się facebooko ergo sum.

    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  3. O tototo! Jak pięknie to ująłeś: facebooko ergo sum! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię czytać Twojego bloga, ale mam małe zastrzeżenia co do tego tekstu. Sugeruje on, ze Wszechświat ma kształt kuli, której granice się rozszerzają- to jest nieprawdą. Wszechświat na pewno nie jest kulą, bo nie ma centrum. Pod koniec tekstu sugerujesz, że kwazary są na całkowitym "zakończeniu" wszechświata- blisko 14mld lat od Nas. Uznając 14mld za promień, całośc wynika z tego ma 28mld km średnicy. Jest to też nieprawda, ponieważ my widzimy wszechświat o promieniu 92mld km, czyli około 46mld promienia. Szacuje się, że reszta "niewidzialnego Wszechświata" jest kilka rzędów większa.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie zamotałeś mieszając ze sobą lata świetlne i km. Potem jeszcze średnicę z promieniem i to co napisałeś jest całkowicie niezrozumiale. Dodatkowo skoro twierdzisz, że wszechświat nie ma środka to jaki ma kształt? Znasz jakaś trójwymiarową bryłę (nasz widzialny wszechświat jest podobno 3-wymiarowy) która nie ma choćby środka masy?

      Usuń
  5. a może Wszechświat ma centrum, o którym nie wiemy, czy też nie jesteśmy w stanie go zbadać? nie można z całą odpowiedzialnością, mówić że nie ma centrum, nie znając wymiarów, kształtu jego. może ma, może nie ma. może jesteśmy wśród jednej wielkiej gigantycznej kuli, a może nie...

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam tego bloga. Jest napisany świetnym językiem i... oby tak dalej:) Opisany w pierwszej części efekt dopplerowski sugeruje ze im bardziej oddalone galaktyki tym szybciej zasuwają aż do prędkości światła na krańcach wszechświata. Czyli mam rozumieć ze na krańcach wszechświat rozszerza się szybciej niż u nas, a przecież 'naukowcy' NASA twierdza ze rozszerza się równomiernie jak nadmuchiwany balon. Po drugie oznaczało by to ze skoro we wszystkich kierunkach wszechświat ma 14mld lat to ziemia znajduje się w centrum. Jesteśmy aż tak uprzywilejowani? Gdyby było inaczej to patrząc w jednym kierunku granica znajdowała by się np 10mld lat a w przeciwnym 18mld. Zdaje się że ci tzw. 'naukowcy' sami nie wiedzą o co chodzi i karmią nas jakimiś bajkami.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kosmos ma gdzieś swój koniec... Nasze myślenie nie pozwala na założenie innej teorii, jednak jestem pewna, że, jako ludzie, niewielka część wszechświata dowiemy się prawdy na temat sprawy tak wielkiej, jaką jest wiedza o kosmosie... Specialnie zrównałam ze sobą wyrazy "sprawa" i "wiedza", by pokazać, jak nieważne jest to w skali wszechświata... Jeżeli kiedyś będzie nam dane od Boga rozumieć jego dzieło, to zrozumiemy, jednak na obecną chwilę, podczas skoplikowanych obliczeń, zarówno, jak podczas snu używamy zaledwie 8% naszego mózgu. Ci naprawdę intelgentni, jak sławny Albert używali, lub, o ile ktoś taki jeszcze istnieje, używają maksymalnie 14%. Czytając to, używasz ok. 0,4% mózgu. Może gdybyśmy używali więcej, zrozumięlibyśmy chociaż część tego, co codziennie dzieje się wokół nas. Na razie pozostaje zadowalać się tym, że znaleziono (jako, tako), inne galaktyki i twierdzenia na ten temat :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń