Częściowe zaćmienie Słońca 04.01.2011 we Wrocławiu

Kiedy młodszej z bliźniaczek zmieniałam pampersa, wyczułam, że coś jest nie tak. Nie, nie że kupa. Pielucha ważyła pewnie ze czterdzieści ton, ale nie o to chodziło. Coś nie tak było ze światłem. Wyglądnęłam przez położone od wschodu okno i śnieg wydał mi się jakoś nietypowo rozświetlony. Jakbyśmy mieli przedwieczorne popołudnie, a nie ranek.
Rzuciłam następnie jednym okiem na Blip, jako że kobietą nowoczesną jestem i żadnego Internetu się nie boję. A tam TVN24 zawołało do mnie z mikrowpisu, że mamy właśnie zaćmienie Słońca, które raczyło się rozpocząć o godzinie 8.14. Była 9.30. Pomyślałam, że to cudownie mieć dostęp do sieci. I że cudownie, że ktoś informuje zabiegane matki o tak ważnych sprawach. I że cudownie, że za oknem w miarę pogoda i będzie można co nieco zobaczyć. I że jestem skończoną kretynką, bo zamiast medytować nad niemowlęcym tyłkiem, powinnam działać.
Z prędkością zdolną zawstydzić nawet najdalej położone kwazary dokończyłam zmiany pieluchy i runęłam do drugiego pokoju po aparat fotograficzny.
Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Klęłam na czym świat stoi, że odwiodłam małżona od kupna porządnego teleobiektywu ("czyś ty zwariował? Troje dzieci, a ty tele będziesz kupował?! Innych wydatków nie ma?!") i musiałam zadowolić się Sigmą 17-70 ze światłem 2,8F (pudełko to Nikon D80). Wzruszenie odebrało mi głos, kiedy uświadomiłam sobie, że ostatnie porządne zaćmienie częściowe widziałam jeszcze w liceum (a może to już studia były? W każdym razie prehistoria) i - owszem - machnęłam wtedy parę fotek. Starym Zenitem. Jako filtra użyłam płytki CD (to musiały być studia, bo miałam już pierwszy w życiu komputer), którą chamsko trzymałam przed obiektywem. To było genialne w swojej prostocie, bo zdjęcia wyszły jak ta lala i nie mogę sobie darować, że przepadły w mroku dziejów.
Coś niecoś udało mi się sfocić i dziś, a zatem 4 stycznia roku pańskiego 2011 częściowe zaćmienie Słońca we Wrocławiu prezentowało się następująco.



 A oto moment kulminacji. Zasłonięte jest około 80% tarczy słonecznej.


Szał jakościowy to nie jest, ale bez przesady. Kompleksów mieć nie zamierzam. Gapiłyśmy się na Słońce razem z moją najstarszą córką, którąż to właśnie uzbroiłam w płytkę CD i która z zachwytem stwierdziła (córka, nie płytka oczywiście), że słoneczko wygląda zupełnie jak księżyc. Będą z niej ludzie, no nie? Powiedzcie, że będą :)
Jeśli komuś zjawisko umknęło, ma szansę się zrehabilitować 20 marca 2015 roku. Do tego czasu można rozstawić wszelkiego rodzaju statywy i kupić taaaaaakie filtry. Howgh.

3 komentarze :

  1. Oczywiście, że będą. Ludzie, znaczy - w odpowiedzi na Twoje pytanie. :)

    Też zrobiłem parę zdjęć ("Byliśmy, proszę pana, z żoną w Hali Mirowskiej, gdzie ja miałem aparat Zorkę 5"), ale gdzie im tam do Twoich! Jeszcze wczoraj rozwaliłem trzy dyskietki i uzbroiłem w nie każdego, kto chciał i nie chciał. Kolory wyszły, przez te krążki magnetyczne, całkiem ciekawe, mroczne - tylko patrzeć, jak zza kadru wyłoni się wampir czy inny krwiopijca. Urząd skarbowy? Co ja mówię...

    Wierny fan
    valinor1@go2.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja nie przegapiłem! A wręcz rzuciłem wszystko inne i poleciałem robić zdjęcia. Zapraszam do galerii! :)
    http://picasaweb.google.com/jezorek0/DropBox#5558412506170527250
    Tych kilka godzin stania na mrozie się opłacało. Naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Och, US wspaniale na krwiopijce się nadaje :) Ma dużą wprawe w tej materii. Dyskietek zazdroszczę. W moim domu nie ocalała ani jedna, nad czym ubolewam, bo trzeba było zostawić sobie taki antyk z myślą o zacmieniach właśnie. Teraz to pikus, ale co będzie za kilkadziesiąt lat? Niestety następne tak duże zaćmienie będzie za 124 lata. To za parę lat będzie takie se.
    Zdjęć gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń