Lornetką w gwiazdy

Lornetka wiele może - powie zapalony obserwator zwierząt, spędzający pół życia na ambonie i to nie tej kościelnej. Lornetka wiele może - potwierdzi początkowy obserwator nieba, pół nocy spędzający na wpatrywaniu się w księżyc. Lornetka wiele może - powie wielbiciel sąsiadki z naprzeciwka, która nie ma nic do ukrycia i nie uznaje firanek w oknach, przez co staje się nieświadomą przyczyną spadku oglądalności wieczornych programów telewizyjnych. Lornetka wiele może - powie w końcu amerykański astronom, specjalizujący się w badaniu najdalszych zakątków wszechświata. I wyobraźcie sobie, że wszyscy oni mają rację, zwłaszcza ten ostatni.
Czy lornetka może służyć do oglądania rubieży Wszechświata? Może. Pod warunkiem, że jej zwierciadła mają po 8 metrów średnicy każde i że wspólnie tworzą coś, co nazywa się Large Binocular Telescope, czyli Wielki Teleskop Lornetkowy.


Oboje "oczu" ściśle ze sobą współpracuje. I nie tylko obraz jest lepszy niż w tradycyjnych teleskopach naziemnych, bo lustra są dwa. Lepszy jest też dlatego, że zastosowano technikę adaptacyjną. O ile się nie mylę, polega ona na tym, że uzyskany obraz jest na bieżąco korygowany za pomocą malutkich siłowników.  Cokolwiek by to nie było, działa tak, że lustro ulega deformacjom. I to ma sens, bo sam obraz docierający do zwierciadeł jest zniekształcany przez grubą ziemską atmosferę i jej drgania. W odpowiedzi na przekłamania atmosferyczne, obraz jest deformowany niejako w drugą stronę, co daje taki efekt, jakby atmosfery w ogóle nie było. Proces jest bardzo szybki. Deformacja może następować co 1/1000 sekundy z precyzją sięgającą 10 nanometrów. Szał.
Korekcja korekcją, ale im mniej do poprawiania, tym lepiej. Teleskop umieszczono więc 3200 metrów n.p.m. w Arizonie. W górze bywa jednak, że wieje. Spokojnie, pomyślano i o tym.
Czy warto bawić się w technikę adaptacyjną? A warto, warto. To nie jest tak, że w LBT zastosowano ją po raz pierwszy. Funkcjonuje ona również w teleskopach tradycyjnych i "podkręca" ich obraz. Po czym poznać, na ile obraz jest porządny? Istnieje coś takiego jak współczynnik Strehla określany w procentach. Otóż 100% oznacza obraz doskonały (osobiście uważam, że obraz doskonały nie istnieje, ale co przeszkadza do niego dążyć?). Zwykłe naziemne teleskopy nie przekraczają zazwyczaj 1%. Ałć, boli, prawda? Podrasowane techniką adaptacyjną najlepsze teleskopy naziemne osiągają 30-50%. A Wielki Teleskop Lornetkowy ma ten współczynnik na poziomie - uwaga! - 84%! To znacznie, znacznie lepiej niż Teleskop Hubble'a!
Teraz za pomocą Hubble'a oraz innych teleskopów możemy penetrować Wszechświat do granicy miliarda lat po Wielkim Wybuchu. Czyli najdalsze oglądane przez nas obiekty mają około 13 miliardów lat. Z pomocą Wielkiego Teleskopu Lornetkowego możemy tę granicę przesunąć jeszcze o 200 milionów. Ktoś może pomyśleć, że to niewielka różnica, ale w rzeczywistości jest to epokowy postęp.
No dobrze, ale przecież Ziemia się obraca, gwiazdy zmieniają położenie w ciągu nocy. Teleskop naziemny musi na to reagować. I reaguje. Oddalone od siebie o 4 m zwierciadła umieszczone są na wspólnej podstawie, obrotowym sześcianie. Tenże sześcian może zmieniać pozycję o 2 stopnie w ciągu sekundy. To naprawdę szybko i wystarcza aż nadto.
Teleskop ma zostać uruchomiony jeszcze tej zimy. W takim razie ja rozsiadam się wygodnie i czekam na pierwsze zdjęcia. Miejsce w parterze dla szczęki już mam.

2 komentarze :

  1. Malutkich sIłowników. ;-) Odkształcających powierzchnię lustra odpowiednio do zniekształceń obrazu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czym prędzej poprawiłam i poszłam schować się za stos pieluch :)

    OdpowiedzUsuń