Koniunkcja - związek na niby

Z koniunkcją jest jak z nieudanym małżeństwem. Niby mieszkamy razem, niby wiele nas łączy, dla postronnych funkcjonujemy jako zgrana para, a tak naprawdę dzielą nas lata świetlne. W astronomii jest tak samo. Różne obiekty lubią sobie wyobrażać, że znajdują się blisko siebie, i starannie próbują ukryć fakt, że to tylko złudzenie optyczne, wynikające z położenia obserwatora na Ziemi i tych obiektów. Mówiąc łopatologicznie - cała trójka (obserwator, obiekt A i obiekt B) są w miarę jednej linii. Daje to efekt niezwykle malowniczy.

Koniunkcja Jowisza i Księżyca z 2008 roku. Źródło: Wikipedia

Takiej właśnie sytuacji miałam okazję być uczestnikiem 30 stycznia 2011. Na ochotnika zostałam wyznaczona do roli obserwatora. Wyznaczyło mnie jedno z dzieci, które postanowiło dać upust energii pracowicie gromadzonej całą noc w akumulatorach płucnych. Gdzieś przed szóstą rano wreszcie puściły zawory i rozległ się donośny odgłos paszczowy. Zwlokłam się z wyra, rzuciwszy po drodze tą mniej szlachetną odmianą łaciny i wzięłam dziecinę z łóżeczka. Wzięłam i odruchowo spojrzałam za okno. A tam rozgrywał się właśnie obłędnie piękny wschód Księżyca. Tuż nad dachem jakiejś wyleniałej kamienicy, chowając się wśród gałęzi drzew, z pewną taką nieśmiałością wzbijał się w niebo pomarańczowy ze wstydu sierp. Nad nim świadoma swoich wdzięków rozłożyła się kompletnie naga Wenus.
Tak poetycko mi oczywiście nie było, trzeźwa i rzeczowa do bólu kopnęłam się po aparat fotograficzny, żeby chociaż spróbować uwiecznić co nieco. Uwaga, poniższe zdjęcia są dla ludzi o mocnych nerwach. Zrobione zostały przez szybę (aua!), z ręki (ojojoj!), obiektywem Sigma 17-70 2.8F (jauć!) i oczywiście są nieostre, bo jakie niby miałyby być? Coś tam jednak widać. A zatem głęboki wdech i patrzymy:



Koniunkcja Księżyca i Wenus 30.01.2011. Kolejne fazy wędrówki Księżyca w miarę upływu czasu.

Jeśli wierzyć temu, co znalazłam w sieci, to dzięki ryczącej młodzieży (do pierwszej dołączyła druga i na koniec również trzecia) trafiła mi się niezła gratka, bo taka koniunkcja zdarza się nie za często. Mniej więcej raz na rok.
Specyficznym rodzajem koniunkcji są oczywiście wszelkie możliwe zaćmienia. Prawdziwy rarytas zdarzy nam się 6 czerwca 2012 roku. Będziemy świadkami przejścia Wenus na tle tarczy słonecznej. Oj, módlmy się o pogodę, bo następna taka okazja będzie w 2117 roku. A tej daty, przypuszczam, nie dożyjemy :)

2 komentarze :

  1. Krusz, popatrz, a ja dopiero teraz tu zajrzałam! i żałuję,że tak późno! mój ojciec onegdaj fascynował się bardzo astronomią i zaraził mnie tym:) w czasach licealnych zaczytywałam się w publikacjach dot astronomii, potem pojawiła się fascynacja studiami i tak jakoś zdechło z braku czasu.Cieszę,się,że prowadzisz tego bloga-odświeżę i uzupełnię wiedzę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Prowadzę to za dużo powiedziane. Nie daję rady, żeby pisać tu częściej i ostatnio dwa razy na miesiąc to i tak wyczyn. Nie rozdwoi się człowiek, ot co.
    Jeśli będziesz czytać, to pamiętaj, że to rzut oka LAIKA. :)

    OdpowiedzUsuń