Jedna randka z kometą McNaughts

No nie mogę. Muszę coś napisać, bo zazdrość mnie zżera. Stroszę na głowie moje sitowie, że tak sparafrazuję piosenkę Rodowicz. Nawet poranna kawa ma nie ten smak, odkąd zobaczyłam to zdjęcie wykonane przez Johna White'a z dalekiej Australii.
Pan John (niech go gęś kopnie!) miał czelność uwiecznić kometę McNaughts, która w 2007 roku znalazła się najbliżej Słońca, czyli w peryhelium i osiągnęła wtedy jasność -5m, dzięki czemu była widoczna nawet w dzień. Pan John miał cholerne szczęście (zimny drań!), bo McNaughts jest kometą jednopojawieniową. To oznacza, że ma orbitę o kształcie hiperboli lub paraboli, tak wydłużoną, że mamy szansę obserwować jej pojawienie się tylko raz. Raz, rozumiecie? Przeleciała i po ptakach! Żegnaj, Pamelo!
Kometa McNaughts pochodzi prawdopodobnie z Obłoku Oorta (który stanowi granicę grawitacyjną Układu Słonecznego). Komety z obłoku wyrywają się co jakiś czasu już to w stronę Słońca, już to w stronę innych pobliskich gwiazd. Nawet jeśli odkryta w 2006 roku kometa powróci, to zajmie jej to miliardy lat. A John taką focię machnął! Obyś miał pełne zachmurzenie przy najbliższym zaćmieniu Słońca, o! :)

2 komentarze :

  1. Pociesz się tym, że głupi ma zawsze szczęście choć kurcze w takim momencie to też wolałabym być głupia.
    Kometa która ukazuje się tylko raz !
    I jeszcze jakie foto ! ;o

    OdpowiedzUsuń
  2. Publikuj swoje teksty w wirtualnym Czasopiśmie tworzonym przez wszystkich Czytelników.

    Promuj swój blog lub pisz anonimowo.

    WIRTULANDIA.pl - czytamy, publikujemy, komentujemy - docieramy do wszystkich.

    Zapraszamy do wzięcia udziału w nowym projekcie.

    OdpowiedzUsuń