Leć, Jurij, leeeeeć!

Gagarin to miał nerwy. Albo, mówiąc brzydziej, cojones jak asteroidy. Bo żeby lecieć w kosmos jako pierwszy człowiek na Ziemi bez żadnej gwarancji, że się na tę Ziemię wróci i to wtedy, kiedy ma się 27 lat, to naprawdę jest wyczyn. A miał ogromne szanse skończyć jak Łajka. W końcu wpakowano go w Wostok 1, efekt pionierskiej radzieckiej myśli technicznej, a z radzieckim myśleniem to wszak różnie bywało.


Być może zresztą nie miał wyboru. Gdyby zapragnął wycofać się w ostatniej chwili, wyrażając w ten sposób brak zaufania do radzieckiej koncepcji postępu kosmicznego, alternatywą byłaby dożywotnia posada badacza entomologa czy coś równie atrakcyjnego na dalekiej Kamczatce.
A może wprost przeciwnie - czuł, że złapał Pana Boga za nogi (o pardon, poleciał przecież w przestrzeń i żadnego Boga nie zobaczył, jak sam o tym doniósł po szczęśliwym powrocie). On, syn stolarza i prostej kobity dojącej krowy w kołchozie. Nie wiadomo, czy potrafili czytać i pisać, a jemu przyszło w udziale zmieniać bieg historii.
I zmienił, cholewcia, jeszcze jak zmienił. Gdyby coś nie wypaliło i statek - jak to wcześniej niejednokrotnie bywało - rozpadłby się na orbicie, nikt o Gagarinie, rzecz jasna, by nie usłyszał. Na szczęście po spędzeniu przyprawiających o zawał niecałych dwóch godzin na orbicie zdążył się katapultować, zanim Wostok 1 gwałtownie wpadł w objęcia planety-matki.
Od tej pory nic nie było takie samo. Wyścig międzymocarstwowy nabrał tempa - nomen omen - kosmicznego, a będące jeszcze w powijakach środki masowego przekazu co rusz donosiły o przekroczeniu kolejnej granicy.
Władze radzieckie postanowiły iść za ciosem i wytypowały Gagarina na ochotnika, który jako pierwszy człowiek miał postawić nogę na Księżycu na chwałę ZSRR. Przykry jednak dowcip zmajstrował Jurij Aleksjejewicz, rozbijając się samolotem treningowym MIG w 1968 roku. Do dziś nie wiadomo, jakie były przyczyny wypadku. Coś tam spekulowano o dehermetyzacji kabiny, o wadliwych zbiornikach z paliwem, coś o błędach w procedurach, coś o złym przygotowaniu lotniska i o tym, że kontrolerzy lotu właściwie nie wiedzieli, gdzie ten samolot Jurija jest. Niedawno uznano, że za katastrofę odpowiedzialny jest sam Gagarin, ponieważ wykonał niezwykle ryzykowny manewr, którego absolutnie wykonywać nie powinien.
Coś nam to przypomina, czyż nie?

4 komentarze :

  1. człowiek naprawdę zmienił historię, i miał straszny wpływ na postęp techniczny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że entuzjazm i odwagę Jurija wymuszał ówczesny ustrój polityczny :P

    OdpowiedzUsuń
  3. heh, przypomnial mi sie dowcip a propos boga...
    wraca Gagarin z kosmosu i mowi: "Mam trzy złe wiadomości: ONA JEST CZARNA!"

    OdpowiedzUsuń