W czasie deszczu astronauci się nudzą...

Dziennik astronautki, 6 kwietnia 2211 roku:
Cholera, leje. Źle mówię: leje. Napiernicza tym deszczem, że bardziej nie można! Leje i jest tak zimno, że zamrażarka to przy tym Karaiby. Korzyść z tego zawsze jakaś tam jest. Kostkarka do lodu nam się zepsuła i teraz wystarczy wystawić kubełek na zewnątrz, a paru sekundach myk-myk laserem powycinać z lodu, co się chce. 
Właśnie. Co się chce. Stefan podchodzi do tego niezwykle twórczo. Dostałam w związku z tym wczoraj do łapy rum z colą i wielkim... wackiem, sterczącym dumnie pośród bąbelków. Stefan rzuca mi w ten sposób subtelne aluzje. O, nie ma tak dobrze, mój drogi. Wacki z lodu każdy głupi umie wycinać, a nadajnik to kto wczoraj chodził naprawiać? Aha, ja właśnie! I to w samym środku burzy, psia mać!
Jak leciała ta stara piosenka? "Dziewczyny są, aha, aha, gorące". Może to i prawda, ale, kurde, nie na Tytanie.

Kiedy na zewnątrz masz skromne -180 st C, a na dodatek metan wali ci po hełmie, a ty musisz iść i naprawiać pieprzony nadajnik, bo męska część załogi ogląda transmitowany z Ziemi finał mistrzostw świata w piłce nożnej (dobra, gramy w finale z Niemcami, ale bez jaj, co cztery lata gramy z Niemcami, pora się przyzwyczaić), to sorry, nie masz ochoty na nic. A już na pewno nie na seks. Nie mówiąc już o tym, że ze Stefanem.
I w ogóle nie podjęłabym się tej roboty, bo są przyjemniejsze miejsca we Wszechświecie, ale Zośka mówiła, że widoki są w stanie sprowadzić szczękę do parteru. I, kurde, miała rację. Kiedy w końcu  burza przechodzi, a metan spływa potokami w doliny (straszne błoto, ale co tam), kiedy wreszcie robi się dziura w tej cholernej księżycowej atmosferze, to możesz godzinami gapić się na Saturna. I nawet nie przeszkadza ci kombinezon uwierający pod pachami. Po prostu szał. Inne księżyce to tam pikuś, ale widok tej planety zapiera dech w piersiach. Dla niej warto było tu przylecieć, jak babcię kocham. I dla kasy też, rzecz jasna. Bo ona równie piękna.
 Burze na Tytanie są faktem. Z metanowych cumulonimbusów pada metanowy deszcz.

1 komentarze :

  1. "dobra, gramy w finale z Niemcami, ale bez jaj, co cztery lata gramy z Niemcami"

    - to jest już hardcorowe science fiction... ;)

    OdpowiedzUsuń