Była sobie protuberancja

Coś tam w Słońcu puknęło, coś tam w Słońcu huknęło... To taka swobodna astronomiczna przeróbka piosenki, którą śpiewała mi moja babcia, o komarze, który z dębu spadł i złamał sobie w krzyżu gnat. I przerąbane miał biedak, bo już nie doktora trzeba było, a księdza przeora.
My tak przerąbane nie mamy. W kontekście Słoneczka to piszę. Na Słońcu faktycznie huknęło i buchnęło, a także na całkiem zdrową odległość poleciało, co polecieć miało, ale na szczęście nie w naszym kierunku, uff.


Gigantyczna protuberancja się bowiem temu Słoneczku zdarzyła. Protuberancje, czyli wybuchy słoneczne, to chleb powszedni, ale tym razem mieliśmy hiper-super-mega wielki bochen! Słońce rzygnęło potężnie w przestrzeń, wysłało plazmy, ile wlezie, i całe szczęście, że oberwaliśmy rykoszetem i tylko nam troszkę satelity zgłupły. A, i GPS nawalać może.
Chmura naładowanych cząstek właśnie do nas dociera. To znaczy procent jakiś tej chmury, spokojnie.
Słońce budzi się tak w ogóle ze snu zimowego. Nasza Gwiazda funkcjonuje w cyklach 11-letnich. 11 lat spokoju i potem wzmożona aktywność. Właśnie więc fazę aktywności mamy, a jej kulminacja przypadnie na rok 2013. 
I to jest zła wiadomość dla tych, którzy koniec świata obstawiali na 2012. Sorry Winnetou, nie tym razem. W 2013 pewnie też nie, ale kto tam to nasze Słoneczko wie.

3 komentarze :

  1. Podobno z tą aktywnością, to tak średnio.
    http://www.rmf24.pl/nauka/news-uspione-plamy-na-sloncu,nId,345413

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że w innym kierunku :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Znalazłam wreszcie blog, którego tematyka mnie naprawdę interesuje.
    A nam pozostaje liczyć na litość naszego pana i władcy, może Słońce będzie miało serce i w przyszłości :)

    OdpowiedzUsuń