Lecą, lecą Perseidy!

Jeden z mitów greckich mówi o tym, że jurny Zeus (a jak wiadomo, Zeus był wyjątkowo jurny i wsio rawno mu było, kogo bzyka, niezależnie od płci i przynależności gatunkowej) chciał posiąść jedną taką, co to zamknięta była w wieży. Nie pamiętam, dlaczego zamknięta. Chyba z obrony przed tymże Zeusem. Dla chcącego nic trudnego. Zeus, mówiąc najoględniej, i tak zrobił jej dzieciaka, spadając na nią w postaci złotego deszczu. Pomysłowy, prawda? Właśnie.
Nie wiem dlaczego, ale ta historia zawsze kojarzy mi się z tzw. spadającymi gwiazdami (choć każdy, kto posiada znajomość nieba co najmniej nikłą, wie, że to nie gwiazdy spadają, tylko kamienie). Są takie momenty w roku, kiedy tych gwiazd jest szczególnie dużo. Jeślibyśmy położyli się nocą gdzieś na trawiastej górce - załóżmy, że jest lato, takie prawdziwe, a nie listopad jak w tym roku - i popatrzyli w czarne niebo, doszlibyśmy do wniosku, że świetliste kreski startują z jednego punktu. Ten punkt nazywa się radiantem. Spadające gwiazdki w związku z tym nazywają się rojem. W zależności od tego, na jakim terytorium ten radiant leży, rój nosi odpowiednią ksywkę.
No. I teraz właśnie mamy do czynienia z rojem Perseidów. Jeśli ktoś z was należy do tych szczęśliwców, którzy cieszą się dobrą pogodą (przynajmniej w nocy), to może zasiąść na trawce ze wspomagaczem obserwacyjnym w ręce (żółty napój z pianką, zalecany czeski) i skierować oczęta tam, gdzie znajduje się obecnie gwiazdozbiór Perseusza.

Źródło: (nie śmiać się!) logo24.pl

Dużo tych gwiazdek spadających? Ano dużo. Nawet 100 w ciągu godziny może się trafić. Skoro ich taka mnogość (widowisko przednie!), chwilę o tym, skąd one właściwie się biorą. Spadające gwiazdy to pyłek (co najwyżej małe kamyczki), który z przestrzeni kosmicznej wlatuje w naszą atmosferę na tyle pechowo, że ulega spaleniu. Zazwyczaj do ziemi nie dociera. Pyłek ten - meteoroid - wywołuje na niebie zjawisko zwane meteorem (czyli właśnie tzw. spadającą gwiazdę). Jeśli jakimś cudem uda mu się dotknąć powierzchni ziemi, staje się meteorytem.
Skąd ten pyłek? Ten konkretnie z komety 109P/Swift-Tuttle. Kometa przelatuje blisko Słońca i nagrzewa się, w skutek czego wyrasta jej ogon. No i te drobinki są właśnie z tego ogona. Swoją drogą, pomyślcie z jak wielką energią wpadają w atmosferę, skoro ziarenko mikroskopijnych rozmiarów jest w stanie wywołać tak miłe okoliczności przyrody.
Czyli co? Do obserwacji przystąp! Szczyt dzisiaj i jutro.

5 komentarze :

  1. Interesujący opis. Udało mi się zobaczyć jeden taki płonący pyłek. Był bardzo jasny i leciał bardzo szybko, wręcz błyskawicznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. właśnie, listopad latem tego roku, wrrr... zazwyczaj udaje się nam obczaić Perseidy, w tym roku kicha :( ale w listopadzie chyba jakieś Leonidy nas odwiedzą?

    OdpowiedzUsuń
  3. Moge sie mylic, ale chyba w pazdzierniku (a 08.10 maksimum) drakonoidy beda spadac.Moge sie mylic, ale chyba w pazdzierniku (a 08.10 maksimum) drakonoidy beda spadac.

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię Perseidy. W ogóle wszelkie meteoryty, ale Perseidy najłatwiej obserwować, bo noce są ciepłe ;-)

    A propos - wszedłem przez "dzieciowo" - i jestem pod wrażeniem. Matka-Polak - a interesuje się kosmosem???!!! Wszystkie znane mi Matki-Polki podniecają się kupą niemowlaka (cytat: zdrowa ma "konsystencję kaszy gryczanej, ewentualnie z gęstym sosem" - smacznego życzę ;-) ) albo tym, że mały/a powiedział/a właśnie "dada" - "ach, jakie mądre dziecko, to na pewno po mnie". I o niczym dyskusji z nimi nie ma. A tu - kosmos, księżyce Plutona, Perseidy...
    Jesteś wymierającym gatunkiem. Powinnaś mieć dużo dzieci, najlepiej dziewczynek.
    I gratulacje, podlane lekko zazdrością, dla Twojego partnera ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z niecierpliwością czekam na kolejne artykuły (i z pewnością nie tylko ja!)
    W imieniu nas wszystkich - prosimy o więcej :-)

    OdpowiedzUsuń