Aaaaaby odnaleźć życie w kosmosie

Ja wam coś powiem, a potem można mnie ideologicznie skopać. Nie wierzę, że jesteśmy sami w kosmosie. Kosmos ma, za przeproszeniem, planet w pizdu, gwiazd jeszcze więcej, wielki jest tak, że go nie ogarniamy (poza najdalszym znanym kwazarem coś jeszcze może się pałętać) i byłoby to naprawdę bardzo śmieszne, gdybyśmy egzystowali w nim tylko my. No nie ma bata, chociaż jakieś bakterie (obcym już dziękujemy). Człowiek ma dziwną tendencję do uważania się za pępek świata, ale jak dotąd, ilekroć tak uważał, tylekroć okazywało się dokładnie odwrotnie. To my zapierniczamy wokół Słońca, a nie odwrotnie, jesteśmy na rubieżach Galaktyki, a nie w centrum (chwała Bogu, precz z wielką czarną dziurą!). Następna konstatacja narzuca się sama: w przestrzeni kosmicznej żyje prawdziwy tłum, tłok jest większy niż we wrocławskiej komunikacji miejskiej w godzinach szczytu (nie chcecie tu być w godzinach szczytu, wierzcie mi). Problem mamy tylko z, by tak rzec, percepcją.

No dobrze z jednej strony dzicz kosmiczna być może wali do nas drzwiami i oknami, ale to nie jest tak, że zalęgnąć się może byle gdzie i byle jak. Według wiedzy, jaką dysponujemy, możemy założyć, że życie jest dość wybredne i potrzebuje mieć spełnione określone warunki, by zafundować sobie radosną rozmnożeniową orgietkę.

Virginis 61 w gwiazdozbiorze Panny. Jedna z kandydatek na gwiezdną mamusię z racji wyposażenia w potomstwo w postaci planet gabarytowo podobnych do Ziemi. Sama gwiazda parametrami przypomina Słońce. Zdjęcie z Wikipedii.

Ludzkość jest jak inżynier Mamoń, który lubi piosenki przez reminiscencję. Inaczej mówiąc, ponieważ u nas zadziałało, w poszukiwaniu życiodajnych miejsc w kosmosie kierujemy się własnym doświadczeniem. Czyli czym? Ano.

Gwiazda potencjalnie życiodajna musi parametrami przypominać nasze Słońce. Dlaczego? Prosta sprawa. Gwiazdy znacznie większe żyją znacznie krócej i czas może się okazać niewystarczający do powstania życia. Są na dodatek niestabilne, lubią sobie wybuchnąć od czasu do czasu i to, co się zdążyło narodzić, w try miga idzie w cholerę. Zmiany w intensywności promieniowania nie gwarantują stałych warunków, a w miarę niezmienne warunki są niezbędne, żeby coś tam mogło powstać. Natura, owszem, jest jednym wielkim procesem zmian, ale nie lubi, gdy zmiany przebiegają gwałtownie.
Gwiazdy mniejsze i słabiej świecące niż Słońce żyją bardzo długo i świecą stabilnie do bólu, ale ich moc promieniowania (że tak się lamersko wyrażę) oraz temperatura są zbyt niskie, by mogły ogrzać powierzchnię potencjalnych planet.

Gwiazda potencjalnie życiodajna musi być singlem. To na starcie odhacza jakieś 60% wszystkich kandydatek. Układy podwójne lub co gorsza potrójne, albo w ogóle wielokrotne bywają oczywiście wyposażone w planety, jednak orbity tychże są mocno skomplikowane, a same planety poddane bywają siłom pływowym. Efekt ten, co wyżej - brak niezmiennych okoliczności przyrody.
Poza tym w układach podwójnych potrafią zdarzać się dziwne sytuacje w postaci pochłaniania jednego składnika przez drugi, podbierania mu materii czy nawet wybuchu większego z nich (albo obu, co się będziemy ograniczać).

Z samymi planetami też jest problem. Nie może być za duża, bo grawitacja na wielkich obiektach jest wprost proporcjonalna do ich rozmiarów (jadę cały czas lamerstwem, macie tę świadomość, prawda?). Info dla kobiet: na Jowiszu, moje drogie, ważyłybyśmy POTWORNIE dużo. Ja się nie wybieram :)  Ciśnienie też jest potężne. Wielka masa planety nie jest więc okolicznością sprzyjającą. Planeta mała natomiast nie jest w stanie utrzymać atmosfery, to też niedobrze.

Gabaryty planet mamy obgadane, zostały orbity. Za blisko gwiazdy macierzystej kandydatka krążyć nie może - zbyt wysoka temperatura powierzchni nie sprzyja powstaniu życia. Za daleko z kolei też nie - wieczna zmarzlina jest świetna w konserwowaniu ciał mamutów, to wiemy z Syberii, ale do życiodajnej erupcji średnio się nadaje. Optymalna średnia temperatura powierzchni danej planety musi więc być na plusie, ale też bez przesady.

Co nam z tego wszystkiego wychodzi? Gwiazda musi przypominać Słońce zarówno masą, jak i siłą promieniowania i długością bytowania w ciągu głównym. Planeta musi przypominać Ziemię - gabarytami, odległością od gwiazdy i stabilnością orbity. W skrócie: ma być tak jak u nas.

No. To teraz szukamy tego "u nas". Będzie numer, jeśli wyjdzie, że "u nas" jest tylko u nas.

2 komentarze :

  1. No i wczoraj dotarła informacja o odkryciu wody na planecie GJ 1214b. Po przeczytaniu kilku artykułów muszę przyznać, że warunki są mimo wszystko nieciekawe dla życia. Modelując znane dane można ocenić, że na planecie panują warunki podobne do wnętrza maszyny parowej, a woda znajduje się w okolicach punktu krytycznego. Taki "wodny Wenus" można powiedzieć.

    OdpowiedzUsuń