Jowisz, Saturn, Księżyc i spółka, czyli radosne (po)twory fotograniczne

Rozwijam się, ewoluuję. Napisałam niedawno, że czasy, kiedy sterczałam na balkonie z radziecką lunetą w środku nocy przy trzaskającym mrozie odeszły w niebyt i ogólnie to se ne wrati. Okazuje się jednak, że nie dość, że wrati, to jeszcze kto wie,co z tego wyniknie. Lunety nie posiadam. Ta z czasów późnego Breżniewa nadal ma się świetnie (ach, ta radziecka myśl techniczna...), ale podejrzewam, że dzieci nie dałyby jej żadnych szans. Miłosierdzie dla sprzętu jakieś się tam jeszcze we mnie telepie. Mam za to aparat fotograficzny. No, no, szału nie ma, zwłaszcza gdy o obiektywy chodzi. Aparat to Nikon D80 i pewnie rokowałoby to wybitnie, gdyby nie moje wrodzone antytalencie fotograficzne. Dajcie mi super sprzęt, a ja wam pokażę, jak posługiwać się nim, by ktoś pomyślał, że ma się w rękach wzorcową idiotenkamerę. Jako obiektyw służy mi Sigma 17-70 ze światłem od 2,8 do 4,5 (chyba). Powiedzmy tak: nawet największy optymista nie nazwałby tego teleobiektywem ;) 

No dobrze, mamy więc zestaw Nikon D80 + Sigma 17-70 + pies (lejący gdzieś pod krzakiem) + ja + ławka, o którą oparłam aparat (nie potrafiłabym wyjaśnić, po co na spacer z psem zabieram statyw). Opcje zastosowałam następujące: tryb - manual, przesłona - jak najmniejsza (w sensie jak najwięcej wpuszczająca światła), czas naświetlania - 1/10 sekundy. Doceńcie ten manual, w moim przypadku nieprawdopodobny skok cywilizacyjny ;)

Cóż udało się sfocić? Ano pięknista koniukcyja na nieboskłonie widniała. Księżyc w towarzystwie Jowisza i Saturna. Grzech było nie spróbować. Widoczność ogólnie była świetna (jak na miasto, oczywiście) i nawet taki laik jak ja mógł się pokusić o czyn astronomiczny.

Trójca świetna z bliska

Trójca świetna nieco z dala

Już wracałam do domu, albowiem kudłacz wysikan został, aż tu nagle znad wschodniej strony nieba łypnął na mnie Mars. To i ja na niego łypnęłam i efektem tegoż łypania jest ta oto śłitaśna fota. Konkursu (nie)młodych talentów nie wygram, to pewne, ale to pierwsza w moim życiu fota Marsa. Rządzę ;)



9 komentarze :

  1. Nic tylko rzucić się na podłogę i płakać ;) Wczoraj oglądałem właśnie tą "trójcę", ale nie chciało mi się wyjść fotografować. Teraz jak zrobię zdjęcia to będę się czuł jakbym plagiat robił ;) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi też się nie chciało, ale pies uparcie nie chce korzystać z toalety :) I tak jakoś samo wyszło.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uhm... przepraszam bardzo, ale to chyba nie Saturn tylko Wenus :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja je zawsze mylę. Wydawało mi się jednak, że Wenus wschodzi teraz jako Gwiazda Poranna. Choć może faktycznie to Jowisz zachodził tuż nad horyzontem, a koło Księżyca była Wenus? Muszę się upewnić i jak coś, złożę wzorcową partyjną samokrytykę wraz z zaproponowaniem programu naprawczego :)

      Usuń
  4. ta bliżej Księżyca to Jowisz, ta bardziej oddalona - Wenus :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Polecam program Stellarium, do szczęścia nic więcej nie trzeba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, o boski! Że też na to nie wpadłam! Człowiek stary,a durny. Ale tak bardzo podkreślam moje lamerstwo, że powinno się mi wybaczyć, hę? :)

      Usuń
  6. Człowiek nie szuka takich programów póki nie ma teleskopu albo nie robi zdjęć nieba ;P Ale przede wszystkim ze znanych mi przymiotników w naszym języku "boski" jest na jednym z ostatnich miejsc które mogą opisać moją osobę ;) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. liczyłam na to,że tę koniunkcję ktoś sfoci i zapoda :) dzięki Krusz:)
    ja też mam przedpotopowy sprzęt- radziecka luneta (powiększenie 30 i 60 razy)

    OdpowiedzUsuń