M42 - Wielka Kosmiczna Mamuśka

Orion wyznacza mój cykl zimowego istnienia. Już taki odruch warunkowy mam jak u piesków Pawłowa. Wychodzę wieczorem z kudłaczem i ryp, oczy w górę. Wychodzę rano do roboty - ryp, oczy w górę. Wychodzę w dzień do sklepu i ryp - a tu nic, bo przecież jest jasno. Kiedy jednak jasno nie jest, w oczy rzuca się właśnie Orion. Nie może się nie rzucić. To chyba najbardziej wyrazisty gwiazdozbiór nieba północnego zaraz po Wielkiej Niedźwiedzicy. Albo nawet przed.

No i w tym Orionie jest jedna cudowna rzecz, którą jara się każdy niezależnie od tego, czy dysponuje profesjonalnym teleskopem o wartości niezłego samochodu czy własnym okiem kompletnie nieuzbrojonym. To jego miecz.


Spójrzcie na trzy gwiazdy leżące niemal w jednakowej odległości od siebie (to oczywiście złudzenie, ale tak jest). To Pas Oriona. Pod tym pasem też są trzy gwiazdy, tylko pionowo ustawione. To właśnie jego miecz. Przyjrzyjcie się uważnie. Środkowa gwiazda miecza wydaje się czerwono-różowa. Wszystko się zgadza, poza tym, że to nie gwiazda. To Wielka Mgławica w Orionie alias M42 (mało romantyczny skrót, wiem). To najjaśniejsza mgławica dyfuzyjna na całym nieboskłonie północnym i południowym. To miejsce, gdzie trwa nieustający gwiezdny orgazm a efekty tego orgazmicznego tworzenia odpalają swoje dziewicze reakcje termojądrowe i stają się pełnoprawnymi gwiazdami.


Jak przystało na kosmiczną mamuśkę Wielka Mgławica jest osłabiająco piękna.

Zdjęcie zrobione teleskopem Hubble'a

Oczywiście wszystkie zapierające dech w piersiach szczegóły jej sporego kosmicznego ciała widoczne są tylko i wyłącznie poprzez wypasione szkło najlepiej jeszcze krążące po orbicie okołoziemskiej, ale tak naprawdę zachwycić się mogą już posiadacze zwykłych lornetek. Swego czasu uzbrojona w radziecką lunetę z epoki późnego Breżniewa, termosik z herbatą, latarkę i książkę "Niebo na dłoni" (straszny rupieć  pełen nieaktualnych już informacji wydany w 1986 roku, ale to właśnie ta książka rozpaliła we mnie miłość do kosmosu) kwitłam o 2 w nocy na balkonie przy siarczystym mrozie i błogosławiłam zdolnych inaczej architektów PRLu, którzy balkon mojego mieszkania umiejscowili od południa. W lecie nie dało się żyć, ale to niebo zimowe... Delicje!

No więc takie pięknoty jak powyżej to tylko wtedy, kiedy sprzedacie chałupę i kupicie teleskop. Natomiast jeśli ktoś wie, do czego służy aparat fotograficzny i statyw (ja pomimo starań jeszcze ciągle przerażająco nie wiem i chyba jestem jednostką niewyuczalną), może wyczarować cuda o takie jak STĄD. Szał ciał!

I można? Można. Jeśli więc ktoś ma lornetkę czy nawet sokoli wzrok, może zawiesić oko na diamencie z mieczu Oriona. Cud, miód i orzeszki. Zimo, trwaj!

5 komentarze :

  1. Hahaha, wyprzedziłem Cię o kilka godzin, też o tym pisałem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mamy ten sam gust. Dobry gust :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Może lepiej, zamiast: Zimo, trwaj!, to: Przyjdź dziwna poro roku z zimowym niebem, ale żeby było ciepło jak w lato? Wczoraj, mimo szczerych chęci i termosu z gorącą herbatą, mróz, w połączeniu z dymem z kominów sąsiadów, pogonił mnie po nieco ponad pół godzinie. Aż wstyd.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bo herbatka powinna być z prądem :) Ale dobra, uczciwie przyznaję, że mróz taki, że urywa ryja :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No no no, kosmiczne orgazmy i tak dalej... A jeśli pójdziemy tym tropem, to zważywszy na przykrótką tunikę w jakiej Orion jest zwykle rysowane, to co zwisa pod pasem niekoniecznie musi być mieczykiem...

    A co go tworzenia gwiazd - niektóre tworzą się na naszych oczach. Porównując precyzyjne zdjęcia w podczerwieni z różnych lat, zauważono że przybyło w mgławicy nie zbyt może gorących ale bardzo obiecujących obiektów protogwiezdnych.

    OdpowiedzUsuń