Jowisz, Wenus i Księżyc - nocne spotkania któregoś tam stopnia

Uprzejmie donoszę, że pies nadal nie nauczył się korzystać z toalety. Kuwetą też gardzi. W związku z tym ja jako rasowa brunetka wieczorową porą pomykam opłotkami czając się i rozglądając na boki, albowiem niepewnie nieco się czuję. Ziomy z rozwalających się komunalnych kamienic co prawda obczajone, po wstępnej nieufności wobec "nowych", zakopali topór wojenny (no, było, nie było, pięć lat minęło, można się przyzwyczaić), ale zawsze może się napatoczyć ktoś, kto o tym nie wie.

Pies więc lał, a ja szłam z aparatem. Opcje były dwie. W razie napadu 
  • a) zapodać delikwentowi prawy sierpowy lampą błyskową, która jest w aparacie praktycznie na stałe, bo nie da się odmontować lub 
  • b) krzyknąć "bierz aparat, bo świetny i cykaj", wykorzystać chwilę zaskoczenia i wiać, gdzie pieprz rośnie.
Katastroficzny scenariusz się nie sprawdził, pies swoje zrobił, a mnie udało się sfocić to i owo. Fotki potwierdzają niezbicie, że fotograf ze mnie jak z koziej rzyci trąba, ale coś tam widać. Ostatecznie nie dorównuję byłemu prezydentowi Bushowi, który patrzył przez lornetkę z klapkami na wizjerkach ;)


Pierwszym modelem był Księżyc. Niestety zdjęcie nie udaje uroku wschodu Łysego. Wierzcie mi, żuchwa ryła parkiet.


Znacznie lepiej prezentują się dwie nasze planetarne siostry, Wenus i Jowisz, które to raczyły być w czymś w rodzaju koniunkcji.

.

Zważywszy na to, że za puszkę robił stary ale jary D 80, a za obiektyw Sigma 17-70, to szału zdjęciowego nie ma. Nie mogłam jednak sobie darować, bo nie przypominam sobie, kiedy obydwie planety widziałam tak blisko siebie. Może dzisiaj są jeszcze bliżej (zdjęcie jest sprzed trzech dni), ale łaskawa przyroda obdarzyła mnie pełnym zachmurzeniem. I cieczką u suki, więc tylko łapa za bramę, sik i do domu ;)

1 komentarze :

  1. ja od paru dni widzę Jowisza (z planet tylko i wyłącznie poznaję bez pudła Jowisza) i chyba właśnie Wenus z naszych zachodnich okienek - ładnie wyglądają razem :)

    OdpowiedzUsuń