Wenus i Słońce, czyli trochę inne zaćmienie

Mniej więcej wiemy, na czym polega zaćmienie Słońca, prawda? Księżyc musi znaleźć się między Słońcem a Ziemią. Co prawda taka sytuacja ma miejsce co miesiąc, przy każdym nowiu, ale nie przy każdym nowiu dochodzi do zaćmienia. Dlaczego? Ze względu na to, że Księżyc nie obiega Ziemi w płaszczyźnie jej równika. Inaczej mówiąc między Słońcem a Ziemią znajduje się co miesiąc, ale o wiele rzadziej ustawia się na jednej linii, tworząc coś, co świnka Peppa nazwałaby zabawą "świnka w środku". Jeśli już tak się stanie, to w zależności od miejsca obserwacji podziwiamy zaćmienie całkowite lub zaćmienie częściowe.

Z Wenus jest jeszcze gorzej. Ponieważ krąży ona bliżej Słońca niż Ziemia, ma tę przyjemność, by raz na jakiś czas przeparadować na tle jego tarczy. Przejście Wenus przez tarczę słoneczną to jednak rarytas. Szczęśliwy, kto urodził się w takim czasie, że ma szansę tego dożyć. Szczęśliwi my, ponieważ - i tutaj fanfary, rozhisteryzowane fanki rzucają na scenę staniki, na głowy narodu sypie się konfetti, ludzie mdleją i zalewają się potokiem łez wzruszenia - mamy szansę "zaćmienie" Słońca przez Wenus zaliczyć. Kiedy? Nastawcie zegarki: 6 czerwca 2012 roku. No tak, za trzy miesiące!

Przejście Wenus przez tarczę słoneczną w 2004 roku. Zdjęcie z Wikipedii

I lepiej na to polować. Następna szansa 11 grudnia 2117 roku.
Zaraz, zaraz, chwiloza, moment, jak mawiał Złomek w Autach. Skoro jedno przejście miało miejsce w 2004 roku, drugie będzie osiem lat później, to dlaczego kolejne za sto lat z okładem? Ano bo sprzyjające okoliczności przyrody w przypadku przejścia Wenus chodzą stadami. To taki swoisty system: przejście - sto lat przerwy z haczkiem - przejście - osiem lat przerwy - przejście - sto lat przerwy z haczkiem. I tak w kółko Macieju, choć - trzeba przyznać, odstęp między bliskimi przejściami na przestrzeni wieków się zmieniał.

Jeśli ktoś już wyciął oberasa z przytupami na wieść o 06.06.2012, to niech się tak nie ekscytuje. Żeby zaliczyć nirwanę, trzeba jeszcze zainwestować w bilet do Australii. W Europie "zaćmienie" będzie jedynie częściowe. Cała impreza rozpocznie się o 22.09 naszego czasu, a zakończy o 04.49. Czaicie bazę? (tak podobno mówi dzisiejsza młodzież, ekhm). Najlepsze nas ominie.

No dobrze, nie ma bata, nikt mnie nie namówi na podróż do Australii, nie znoszę latania ani kangurów. I co wtedy? Wtedy to - jak mówi kumpela z pracy - ch...nia z grzybnią i patatajnią. Całkowite "zaćmienie" widoczne z Europy nastąpi w 2247 roku. Chyba trzeba w siebie wlać porządny konserwant. Hyk...!

0 komentarze :

Prześlij komentarz