Pachnące Chinki w kosmosie

Chiny w wyścigu szczurów ewidentnie prują na czele peletonu. Wygląda na to, że ich nie dogoniat. Palma pierwszeństwa w światowej produkcji zabawek (ciężko jest znaleźć taką, która nie powstała w Chinach), we wzroście gospodarczym, w tempie budowania drapaczy chmur, a także w ilości posiadania amerykańskich obligacji. Nie dość, że ich nie dogoniat, to jeszcze im nie podskoczat ;)

No i teraz właśnie Chiny wybierają się w kosmos. Amerykanie już tam byli, to fakt, nawet człowiek radziecki postawił swoją stopę na stacji kosmicznej, a teraz przyszła kolej na Państwo Środka. Wysłać w kosmos człowieka to żaden wyczyn. Żeby założyć żółtą koszulkę lidera, trzeba podnieść poprzeczkę wymagań. Chiny podniosły i to znacznie. Po pierwsze wysyłają w kosmos kobiety. Dobra, Amerykanki też tam były, Japonki i Koreanki Południowe też. Ale czy Amerykanki i reszta przeszłyby ostrą chińską selekcję? Oto jest pytanie.

Chińska astronautka oprócz ponadpłciowej odporności na stres, wiedzy, sprawności fizycznej czy doświadczenia musi jeszcze się pochwalić... brakiem plomb na zębach. W sensie, że nigdy jej ich nie zakładano, taka zdrowa jest. Ciekawe, że to samo nie dotyczy mężczyzn, hmm... No dobra, to ja się nie kwalifikuję. 

Chińska astronautka nie może mieć na ciele żadnych blizn, a już na pewno odpada blizna po cesarskim cięciu. Tutaj chińscy naukowcy tłumaczą się bezpieczeństwem. Blizna po cesarce, ich zdaniem, w warunkach nieważkości może się po prostu rozejść i wtedy... no cóż, wtedy jest po prostu pozamiatane. Człek wykrwawia się w ciągu kilku minut. Nie wyjaśnili jednak, czy chodzi o bliznę na zewnętrznych powłokach brzusznych, którą skryje skąpe bikini, nie tylko kombinezon astronauty (i bez przesady z tym krwawieniem w tym przypadku), czy o zrosty na macicy. Te drugie zdecydowanie gorsze. Mam za sobą dwie cesarki, odpadam więc i pod tym względem, przy czym pozwolę sobie wątpić w natychmiastową jesień średniowiecza odnośnie blizn.

Chińska astronautka musi być mężatką. Znaczy, że obyczajna musi być i żadne romanse ani nawet szczątkowe randki, nie wspominając o szybkich numerkach w kokpicie nie wchodzą w grę.

Chińska astronautka musi ładnie pachnieć. Gorąco popieram i przyłączy się do mnie każdy, kto choć raz w życiu jechał zatłoczoną komunikacją miejską w godzinach szczytu w upalny dzień i utknął w korku. Z autobusu jednak prędzej czy później można wysiąść, a stacji kosmicznej tak po prostu opuścić się nie da. 

Ponieważ reprezentuję zakamuflowany feministyczny beton, muszę powiedzieć, że razi mnie ten seksizm odnośnie wymagań, dlatego wtrącę swoje trzy grosze. Tak, chińska astronautka musi ładnie pachnieć, ale chiński astronauta musi myć nogi! I wkładać codziennie czyste skarpetki, a co!

A w ogóle to idźmy na całość. Kobieta w kosmosie też musi jakoś wyglądać. bez zobowiązańPrecz z obciachowym, bezpłciowym workiem. Vivat seksowne wdzianka!

Zdjęcie z wyprzedazsezonowa.pl

A samcze łachy niech sobie Barbie wkłada.

Zdjęcie z barbiecollection.blox.pl

1 komentarze :

  1. hehehe,
    a to ciekawe z tą blizną - wiadomo,ze nie 3 miesiące po zabiegu, ale parę lat po to chyba nie będzie krwotoków? no, no, jest pod wrażeniem chińskich wymagań. Ciekawe czy sztuczna szczęka by przeszła...:)

    OdpowiedzUsuń