Wesołe jest życie staruszka, czyli jak Discovery odszedł na emeryturę

"Wesołe jest życie staruszka, wesołe jak piosnka jest ta" - może sobie zanucić prom kosmiczny Discovery, który właśnie przeszedł był na emeryturę. Co prawda nie zachwyci go tu biuścik czy tam nóżka, może co najwyżej elektroniczne, ale jedno jest pewne - Discovery już nigdy nie stanie na baczność. Po raz ostatni odbył powietrzną podróż na grzbiecie B747 i resztę życia spędzi jako muzealny eksponat w Waszyngtonie, w Narodowym Muzeum Lotnictwa i Astronautyki. Co ja bym dała, żeby takie muzeum odwiedzić, ech... A jeszcze gdyby pozwalali wchodzić do środka eksponatu, ach....

Screen ze strony wiadomosci.wp.pl

Po 37 latach pracy, w trakcie których zaliczył 39 wypadów na orbitę (sporo, prawda?), Discovery wreszcie odpocznie. I tutaj właśnie zaczyna się rechot historii, bo przecież Międzynarodowa Stacja Kosmiczna funkcjonuje nadal i ktoś musi szanownym astronautom dostarczać wałówę. No i wyobraźcie sobie - hre, hre, hre - że Amerykanie będą pożyczać statki od... Rosjan. Rosjanie dysponują bowiem czymś, co lata i na orbitę to i owo wynieść może, czyli statkami Sojuz. Trwają prace - o ile czegoś nie pokręciłam - nad środkiem transportu, który z powodzeniem można określić plagiatem wahadłowca. Wtedy to się dopiero stare, dobre Ruskie rozkręcą. Plany zresztą mają ambitne, nawet bardzo ambitne, ale o tym następnym razem. Tak czy inaczej wraz z promem Discovery do historii odszedł również wielki kosmiczny wyścig między dwoma supermocarstwami. To wschodnie chce się nadal ścigać, ale temu zachodniemu średnio na tym zależy.

0 komentarze :

Prześlij komentarz