Po tamtej stronie Księżyca

Mamy już oficjalne dementi ze strony Mistrza Twardowskiego. Przede wszystkim odcina się od koncepcji, jakoby jego wyrko miała nawiedzać (często-gęsto) niejaka Małgorzata. To nie o tego mistrza chodzi. Małgorzaty jednakowoż by sobie życzył i w sumie szkoda, że nie nawiedzała. To raz. Druga sprawa - z metą na Księżycu to ewidentny bajer, w który dała się wkręcił cała połowa świata. Żadnego lokum na naszym naturalnym satelicie nie posiada. I tego też żałuje, bo widoki z okna ponoć są przednie.

Niewidoczna strona Księżyca - zwana zupełnie błędnie ciemną stroną, co sugerowałoby, że nigdy nie oświetla jej Słońce, a to przecież nieprawda - fascynowała ludzi od dawna. Jak wszystko, co niewyjaśnione i nieosiągalne. Jak dla przykładu również zaćmienia Słońca i bliźnięta syjamskie. Do wszystkiego, czego człowiek nie rozumie, tworzy swoje własne teorie i wytłumaczenia. Najczęściej bzdurne i zaskakująco trwałe dziejowo. Jest w nas potrzeba poznawania i oddajemy się temu w takim zakresie, na jaki tylko pozwala nam rozwój cywilizacyjny.

Na skutek takiego a nie innego ruchu Księżyca, widzimy 59% jego powierzchni. Czyli na tajemniczą "tamtą" stronę przypada skromne 9%. Czasami przyroda płata nam figla i wydaje się, że łapiemy Pana Boga za nogi, bo naszym oczom ukazuje się taki oto widok:

Zdjęcie z astro4u.net

Widzieliście na pewno nie raz. Jak powstaje to zjawisko? Promienie słoneczne padają na powierzchnię naszej planety, a ta ma dość dużą umiejętność ich odbijania. Bywa więc, że odbite promienie padają prosto na Księżyc. Wtedy - jeśli jest on tuż po nowiu - jasny sierp oświetlany jest bezpośrednio przez Słońce, a ciemny przez Ziemię.

Brutalnie studzę entuzjazm. To, co możemy podglądnąć tak ukradkiem, to nic innego, jak ten Księżyc, który doskonale znamy. Czyli ta jego dobrze widoczna strona, niewidoczna akurat z racji bycia w nowiu. Nic z tego zaglądania pod sukienkę. Księżyc w wyniku oddziaływań grawitacyjnych z naszą planetą na przestrzeni dziejów znacznie zwolnił swoją prędkość obrotu wokół własnej osi (zwolnił też przy okazji rotację Ziemi, bo doba ma teraz 24 godziny, a nie 16, jak miała) i dorobił się rotacji związanej. To oznacza, że zwrócony jest do nas stale jedną i tą samą stroną. Wszelkie podświetlenia, choć malownicze i intrygujące, prezentują naszym oczom to, co i tak już doskonale znamy. Jeśli więc ktoś chciałby wiedzieć, jak wygląda NAPRAWDĘ niewidoczna strona, jest zdany wyłącznie na zdjęcia pojazdów kosmicznych, które miały ten zaszczyt oblecieć Łysego dookoła. Cyknęły fotę, a ja służę uprzejmie:

Zdjęcie z Wikipedii

Tak wygląda to, czego na co dzień nie widzimy. Proszę się delektować i nasycić widokiem :)

1 komentarze :

  1. Jeżelei na jasną stronę przypada 59%, to na ciemną musi 41% ;P

    OdpowiedzUsuń