Sondo, ty ponad orbitę wylatuj, czyli o eksploracji innych planet i księżyców

Tak, tak, oczywiście, że o tym słyszałam. Matką dzieciom jestem i kobietą pracującą, która żadnej pracy się nie boi, ale bez przesady. Misja łazika "Ciekawość" do mnie dotarła i fakt lądowania mojej uwagi nie umknął. Dopomogła mi w tym progenitura, która ma zwyczaj budzić się, kiedy ranne wstają zorze, a ponieważ łazik również rano zaliczył bliskie spotkania z marsjańską glebą, to wiecie, tego. Na bieżąco jestem. 

 Dzisiaj jednak ostentacyjnie właśnie NIE o Marsie. Bo wszyscy o Marsie, to ja wyindywidualizowałam się z rozentuzjazmowanego tłumu. A co, wolno mi. To znaczy nie tylko o Marsie i nie Mars w roli głównej.

Dlaczego właściwie naukowcy tak skupili się na czwartej w kolejności planecie od Słońca? Bo blisko? Racja, blisko. Ale Wenus też blisko jest i - a co sobie będziemy żałować - Merkury też nie na takich ostatnich rubieżach jak Pluton. Bo o istnienie wody Mars podejrzewamy? A podejrzewamy i nawet obecność wody nań stwierdziliśmy ( a na pewno dowody, że kiedyś tam była), ale i to nie jest główną przyczyną w moim odczuciu.

Kierunek Mars został obrany, bo tam najłatwiej zachować sondę (swoją drogą sondę za pieniądze amerykańskich podatników) przez dłuższy czas przy życiu. Popatrzmy. Doba na Marsie trwa mniej więcej tyle, co na Ziemi (jest nieco dłuższa). Nasłonecznienie planety rozkłada się więc w miarę optymalnie. Tak samo jak na Ziemi mamy do czynienia z porami roku, tylko że ze zrozumiałych względów trwają one dwa razy dłużej niż u nas. Zmienny jest więc, jak i w przypadku Ziemi kąt padania promieni słonecznych na powierzchnię planety. Temperatura powierzchni jest od biedy podobna. Chłodniej jest oczywiście, ale bez szaleństw. Nie są to okolice zera bezwzględnego. No i ciśnienie. Atmosfera jakaś tam na Marsie jest. Rozrzedzona nieco, bo rozrzedzona, ale istnieje. Nie ma jednak tego niebezpieczeństwa, że po trzech minutach ciśnienie atmosferyczne zrobi nam z sondy naleśnik. No i ludzi za jakiś czas można tam wysłać

Fota, którą zrobił łazik Curiosity po wylądowaniu na powierzchni Marsa. Zdjęcie z polskieradio.pl

Żeby nie było - Mars nie jest pierwszą planetą, na którą zdecydowano się wysłać sondę. Wcześniej, bo więcej niż 40 lat temu miała miejsce próba eksploracji Wenus. I to kto się tego podjął? Uczeni radzieccy, proszę ja was, w ramach szeroko pojętego wyścigu zbrojeń i technologii kosmicznych. W kierunku Wenus została wysłana sonda, która niestety spłonęła po dotarciu na powierzchnię naszej bliźniaczej planety.  Zanim zrobiła się z niej ostateczna grzanka, sonda przesłała kilka zdjęć. Pieniądze wyparowały. 

Co zabiło sondę? Zabiło ją ciśnienie. Średnie wynosi 9321 kPa, czyli jest prawie stukrotnie wyższe niż na powierzchni Ziemi. No i temperatura. Średnio skromne 460 st. C. Bądźmy szczerzy, lat temu ileś tam nikt nie wróżył sondzie długiego działania. Na eksplorację Wenus musimy więc zaczekać, a tymczasem zadowalamy się przeczesywaniem jej radarami.

Kratery uderzeniowe na powierzchni Wenus. Zdjęcie wskutek przeczesywania radarowego. Źródło: Wikipedia.

A dlaczego nie Merkury? Merkury w odróżnieniu od Marsa i tym bardziej od Wenus (och, jak w odróżnieniu, och, och!) atmosfery nie posiada. Gabaryty może by i na to pozwalały, pod warunkiem, że znajdowałby się dalej Słóńca. Znajduje się jednak, gdzie się znajduje, krąży sobie mianowicie w odległości około 80 mln km, a to sprawia, że na jego powierzchni jest cholernie gorąco. W dzień. 460 st. C. Bo w nocy dla odmiany temperatura spada do -260 st. C. Z racji braku tej atmosfery właśnie. Sonda narażona na tak ekstremalną różnicę temperatur miałaby na Merkurym kiepskie życie. Zaprawdę godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne jest wysłać pojazd tam, gdzie będzie miał on szansę podziałać trochę i przekonać (amerykańskie) społeczeństwo, że finansowanie badań Układu Słonecznego nadal ma sens. A planeta jest na tyle blisko, że da się tam dolecieć i zmieścić z misją za jednej kadencji prezydenckiej.

No dobrze, idźmy w drugą stronę. Jowisz. Kiepska sprawa i z Jowiszem, i z pozostałymi gazowymi olbrzymami. Otóż to. Gazowymi. Nie ma gdzie wylądować, mać. A w dodatku ciśnienie na powierzchni (jakkolwiek byśmy powierzchni nie interpretowali) jest takie, że to wenusjańskie to przy tym betka. No i te wiaterki wiejące z prętkością około 1000 km. Mniut. Palce lizać. Pooglądajmy se jednak z daleka.

Sens miałoby - i niewykluczone, że tego doczekamy - wysłanie sondy badawczej na poszczególne księżyce krążące wiernie wokół gazowych olbrzymów. Niezwykle ciekawy tutaj wydaje się Tytan, księżyc Saturna. To jedyny księżyc w Układzie Słonecznym posiadający gęstą atmosferę. Wiecie, taką, co i wieje tam, i pada, i grzmi, i ogólnie oddychać by było można swobodnie, gdybyśmy tylko jakoś dziwnie nie byli zorientowani na tlen. Na dodatek na powierzchni Tytana odkryto... jeziora. O nie, nie woda. Płynne węglowodory. Ale zawszeć to jeziora. Niezwykle ciekawy obiekt.

Na Tytanie zresztą pierwsza mechaniczna noga została postawiona.

Powierzchnia Tytana sfotografowana przez sondę Huygens, która tam wyladowała. Piękna sprawa. Zdjęcie z Wikipedii.

Łazik Huygens, "pasażer" sondy Cassini, wylądował na powierzchni księżyca w 2005 roku. Popracował godzinę, przesłał kilka fot i... zamarzł. I tak nieźle, bo spodziewano się padaki po kwadransie. Temperatuuuuuuura, ludzie, temperatura. Potwornie niska, niech to szlag. No i leci się w te rejony cholernie długo.

Słowem Mars najwygodniejszy się wydaje. I do badań, i do obwieszczenia spektakularnego sukcesu ludzkości. Choć ja, wbrew naturalnemu optymizmowi, który nawet na cmentarzu każe mi widzieć same plusy, twierdzę, że prawdziwe jaja to się zaczną, kiedy postanowimy zwiedzić planetę SPOZA Układu Słonecznego. Dożycia czego życzę i sobie, i wam. Howgh.

3 komentarze :

  1. Po pierwsze to nie łazik tylko próbnik Huygens . A łazik wytrzymałby o WEILE DŁUŻEJ , to był próbnik

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze ciekawiło mnie, czy jeszcze za naszych żyć zaczniemy eksplorować inne planety. Szczerze, jest to bowiem - póki co - jeden z wolniejszych procesów w dziejach ludzkości. Opanowanie mórz itp przyszło nam chyba szybciej. Ciekawe czy np. za 50 lat skup złota i srebra będzie miał w swojej ofercie kruszce np. z Marsa - na wielu planetach - tak jak na Ziemi - znajdują się bowiem złoża kopalniane ;)

    OdpowiedzUsuń